Anatolij Anisimow wciąż chciałby zbudować oborę dla krów. Dzięki najnowszym szwedzkim dojarkom, mógłby obniżyć swoje koszty i zwiększyć liczebność stada krów o 40 proc. „To byłoby dobre dla zwierząt” – komentuje Anisimow.

Jednak tak jak wielu rosyjskich przedsiębiorców, swoje plany musiał odłożyć na później. Rosja bowiem zmaga się z najdłuższą od 20 lat recesją. „W ciągu najbliższych lat nie spodziewam się niczego dobrego” – dodaje 50-letni Rosjanin.

Przedsiębiorcy w Rosji obawiają się dalszego osłabienia rubla na skutek spadających cen ropysurowca, od którego uzależniona jest rosyjska gospodarka i waluta. Co więcej, nie można także przewidzieć, jakie konsekwencje dla gospodarki będą miały działania Kremla na arenie międzynarodowej.

Aby poprawić sytuację gospodarczą, Moskwa nieco zmniejszyła napięcie na Ukrainie, chcąc w ten sposób skłonić Zachód do złagodzenia zachodnich sankcji.

Co prawda rosyjscy urzędnicy zapewniają, że rosyjska gospodarka dotknęła dna i gorzej być nie może, to przedsiębiorcy z tego kraju nie dają się łatwo przekonać. Inwestycje w ciągu pierwszych 8 miesięcy tego roku spadły o 6 proc.

>> Czytaj też: Nowe quasipaństwa i rosyjskie gniazda zamętu. Zobacz, gdzie i o co gra Moskwa [MAPA]

Negatywne oczekiwania

„Przedsiębiorcy i przeciętni Rosjanie wykształcili silne, negatywne oczekiwania” – mówi były minister finansów Aleksie Kudrin. „To zmniejsza inwestycje kapitałowe i wpływa negatywnie na rosyjską gospodarkę” – dodaje Kudrin.

Nawet jeśli w ciągu najbliższych lat nastąpi ożywienie gospodarcze, to wzrost będzie tak wolny, że udział Rosji w światowym PKB spadnie jeszcze bardziej i osiągnie poziom niższy niż po upadku Związku Radzieckiego.

Już dziś presja na zmniejszanie wydatków budżetowych jest tak duża, że Kreml był zmuszony obciąć część wartego 20 mld rubli programu modernizacji armii – choć był to cel priorytetowy.

Z wcześniejszych recesji Rosja wychodziła całkiem szybko – zajmowało jej to ok. 18 miesięcy. Tym razem nawet urzędnicy rosyjskiego banku centralnego przewidują, że gospodarka będzie się zmniejszać także w przyszłym roku. Sprawi to, że obecna recesja będzie największą od upadku Związku Radzieckiego.

„Obecny kryzys jest tak poważny ze względu na to, że trwa już bardzo długo” – komentuje Siergiej Koleśnikow, szef Technonikolu, wytwórcy materiałów budowlanych. Koleśnikow w obliczu spadku sprzedaży wewnętrznej o 15 proc., musiał odłożyć plany budowy nowej fabryki. Co prawda dzięki osłabieniu rubla wzrosła wartość eksportu w jego firmie, ale wciąż szef Technonikolu nie ma powodów do optymizmu.

„To przypomina bieg pod górę w czasie wiatru w nocy. W pewnym momencie po prostu cię znosi” – narzeka biznesmen.

Sektor budownictwa i konsumpcji to obszary, które zostały w największym stopniu uderzone przez kryzys. Liczba budów w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego roku spadła o 8,1 proc. – to najwięcej od 5 lat. Z kolei sprzedaż detaliczna spadła o 8,2 proc.

Nawet sektory, w przypadku których można by się spodziewać poprawy funkcjonowania, takich jak rolnictwo (otrzymujące wsparcie rządowe i ochronę przed zagranicznymi konkurentami), zanotowało duży spadek inwestycji.
Producenci metali i surowców, którzy zanotowali spadek kosztów liczonych w dolarach (ze względu na spadek kursu rubla do dolara), skupiają się na spłacie długów zaciągniętych jeszcze przed kryzysem. „Po prostu nie mamy potrzeby, aby dokonywać wielkich inwestycji” – komentuje Siergiej Sulimow, dyrektor finansowy z OAO Magnitogorsk Iron and Steel.

Wiele firm w obliczu kryzysu podejmuje kroki, które charakteryzowały okres po upadku Związku Radzieckiego, gdy wiele z firm nie było nawet stać na wypłacanie wynagrodzeń. Jedna z fabryk cegieł w rosyjskim mieście Tuła jest w tak poważnych tarapatach finansowych, że zaczęła płacić swoim pracownikom nie w gotówce, ale w cegłach, które produkuje.

Michaił Lewczuk, szef Argus-Spektr, petersburskiej firmy zajmującej się systemami bezpieczeństwa, był zmuszony zamknąć 3 z 5 biur swojej firmy w ciągu ostatniego roku.

„Nie ma żadnego sensu inwestować w rynek, który się zwija. Firmy już nie odczuwają dobrego wpływu dewaluacji rubla. Na początku było to korzystne, ale to już nie ten etap” – narzeka Lewczuk.

Dla Anatolija Anisimowa, producenta wyrobów mleczarskich, żadne inwestycje nie wchodzą w grę, a swoją pracę musi wykonywać przy pomocy starych narzędzi. Nawet gdyby zwiększył ceny wytwarzanych produktów, nie przyniosłoby mu zwiększania zysków. „Jeśli podniesiemy ceny, nikt od nas niczego nie kupi” – dodaje.

Wszystkie sprzęty, których używa, są importowane, a więc wraz z gwałtownym osłabieniem się rubla w ciągu roku podrożały co najmniej dwukrotnie. Wybudowanie nowej obory dla krów, która rok temu kosztowała 300 mln rubli, dziś kosztowałaby 500 mln rubli.

„Nie wiem, jak długo to potrwa i jak długo wytrzymamy. To pytanie do polityków” – podsumowuje Anisimow.