Przywykliśmy już do tego, że przed wyborami wysłuchujemy bardzo wielu obietnic, które potem albo w ogóle nie są realizowane, albo z ograniczeniami i na warunkach, jakie zasadniczo różnią się od tego, czego oczekiwaliśmy. Politycy nowej opozycji i publicyści zabrali się teraz do rozliczania tych obietnic i twierdzą, że będą pilnowali rządu, żeby ich dotrzymał. Przecież to jest niepoważne! Lepiej, żeby nie dotrzymał szaleńczych obietnic i nawet nie czyniłbym mu z tego zarzutu. Już widać, że nie dotrzyma, co raczej dobrze niż źle, chociaż naturalnie nie dla wszystkich.

Obiecano nam zupełnie inne stosunki z opozycją. Może nie przyjazne, ale sprzyjające współpracy dla dobra Polski. I przez trzy miesiące prezydent nie spotkał się z premier kraju, jakby się na panią Kopacz obraził w czasie zabawy na podwórku. A potem wyznaczył daty premiery sejmowej i senackiej, kolidujące z ważnymi dla Polski międzynarodowymi spotkaniami. Zupełnie jak dzieci: zaproszę cię do domu, ale przedtem niech twoja mamusia zatelefonuje do mojej mamusi, że chce, żebyś do mnie przyszedł. A jak nie zna naszego numeru telefonu, to trudno.

>>> Czytaj też: 500 zł na dziecko: koszt programu w 2016 roku wyniesie ok. 16 mld zł

Zdaniem opozycji prezydent powinien był pojechać na Maltę. Ale czy na pewno to byłoby dobre posunięcie, skoro prezydent wyraźnie nie ma zdania w sprawie uchodźców – może jeszcze nie zdążył go sobie przez pół roku wyrobić – i nie miałby na Malcie nic do powiedzenia. Owszem, dzieci mają prawo siedzieć przy stole razem z dorosłymi, ale obowiązuje zakaz wypowiadania się. Kiedy bowiem ludzie, którzy podobno są dorośli i mają być ministrami naszego kraju, mówią, że wiedział, a nie powiedział, lub tłumaczą, dlaczego zrobili mecz piłki nożnej, skoro tego dnia Robert Lewandowski ma imieniny, o czym było od dawna wiadomo, to mamy wrażenie, jakby zupełnie zapadli się w stan uroczego dzieciństwa.

Wiadomo, że na boisku, na osiedlu, nawet na podwórku są grupy, które mają sobie coś do zarzucenia i prowadzą nieustającą wojnę na patyki. Sam, w zamierzchłej przeszłości, to robiłem. Potem jednak idzie się do szkoły i pomaga się innym w odrabianiu lekcji. W tym zakresie dzieci są lepsze od polityków, gdyż politycy nie chcą nawet myśleć o współpracy. Ciekawe, jak to będzie z obejmowaniem ministerstw, z kontynuowaniem tysięcy projektów rozpoczętych w poprzedniej kadencji. Już widzę polityków, którzy zrzucają ze stołu na podłogę zabawki poprzednika i na ich miejsce kładą swoje.

Dzieci mają to do siebie – bardzo to jest przyjemna cecha – że się łatwo dziwią i zachwycają. A to mamy piękną ambasadę w Paryżu, a to nasz nauczyciel jest mądrzejszy od waszego nauczyciela, a to nasza pani jest lepsza od waszej pani. Dziecinne spojrzenie na świat jest najczęściej szczere i proste. Jednak jak dzieci zaczną kręcić, to nie dojdziesz do ładu. O wiele łatwiej przyłapać dorosłego na opowiadaniu głupstw niż dziecko, ponieważ dziecko nie kieruje się czasem zasadami logiki, tylko zasadami bajki. A my już zapomnieliśmy, jak czytaliśmy bajki. Może warto sobie przypomnieć. Nawet tę o wilku.

Wiem, wszyscy wiemy, że wejście w życie dorosłe nie jest przyjemne. Może zatem lepiej pozostać dzieckiem na całe życie. Czy jest to możliwe w polityce? Oczywiście, że tak, tyle że może się skończyć wyrzuceniem ze szkoły. Ale to przecież nie koniec świata.

>>> Czytaj też: 14 projektów w 100 dni. PiS zabiera się za realizację obietnic wyborczych