To lekceważenie ekologicznych celów - mówi Przemysław Nawrocki z fundacji WWF i dodaje, że to błąd na poziomie projektowania oczyszczalni "Czajka", która uchodzi za najnowocześniejszą w Europie. "Przy inwestycji, której koszty wynoszą półtora miliarda złotych, na pewno można było przewidzieć taką sytuację, kiedy konieczne będzie przekierowanie ścieków" - tłumaczy Przemysław Nawrocki.

Jednak rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie Roman Bugaj twierdzi, że cała akcja była zaplanowana i kontrolowana. "Ten zrzut realizowaliśmy w listopadzie, mając na uwadze interes mieszkańców, tak, aby nie zakłócać wypoczynku nad rzeką. Jest to na pewno sytuacja niekorzystna" - mówi i dodaje, że wszystkie instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska zostały o tym poinformowane, a projekt budowlany zatwierdzony.

Warszawskie wodociągi wiedzą już, że za przekierowanie ścieków do Wisły zostanie naliczona im kara, tak zwane podwyższone opłaty za korzystanie ze środowiska. Jak ocenił rzecznik MPWiK, będzie to kilka milionów złotych. Roman Bugaj uspokoił też, że woda w domach nie jest zagrożona i nadal można ją pić prosto z kranu.

>>> Czytaj też: Najmądrzejsze dzieci na Ziemi, czyli jak Polska pobiła bogate kraje w dziedzinie edukacji