O poszerzeniu wyrobiska kopalni Turów w stronę czeskiej granicy mówi się od dawna. Dlatego mieszkańcy okolic Frydnaldu i Hradec Kralowe postanowili zamówić specjalne ekspertyzy, które potwierdziły ich obawy. Okazuje się, że rozszerzenie wyrobiska na południe spowoduje odpłynięcie części wód gruntowych, co w efekcie sprawi, że wyschną ujęcia wody pitnej w przygranicznych gminach.

Wprawdzie można tego uniknąć, ale koszty działań ochronnych mogą wynieść nawet miliard koron. Chodzi przede wszystkim o przebudowę stacji pomp czy podłączenie do systemu wodociągów gmin położonych dalej od granicy.

Stronę mieszkańców wzięły Frydlanckie Wodociągi, które zleciły opracowanie studium. Dokument ten będzie ważnym elementem w rozmowach nie tylko z władzami samorządowymi czy czeskim rządem, ale przede wszystkim ze stroną polską. Lokalna społeczność będzie domagać się pokrycia kosztów zabezpieczenia ujęć przez pozostałe strony konfliktu.

Problemem jest jednak to, że na razie Polacy nie poinformowali o tym, o ile zwiększy się rozmiar i głębokość wyrobiska.

>>> Czytaj też: Nie będzie debaty o Polsce w Radzie Europejskiej. Tusk: Warszawa nie ma wrogów w UE