Kraje, które są najbardziej uzależnione od sprzedaży ropy naftowej, jak Rosja i Wenezuela, naciskały na porozumienie w stolicy Kataru. Rosyjskie media pisały o tym, że nieoficjalnie Arabia Saudyjska i inni producenci zgadzają się na zamrożenie wydobycia czarnego surowca na poziomie ze stycznia tego roku, co docelowo miałoby ustabilizować jego ceny. Wenezuelscy politycy snuli zaś wizję globalnego spisku na rzecz taniej ropy, który zagraża rewolucji komunistycznej. Apelowali do producentów ropy na całym świecie o przeciwstawienie się mu. Te zabiegi nie przyniosły skutków innych, niż psychologiczne. Każdy komunikat prasowy o zbliżającym się spotkaniu w Doha wywoływał reakcję na giełdach, a cena ropy stopniowo rosła.

W notowaniach cen baryłki widoczny jest stopniowy wzrost cen od 16 lutego, kiedy odbyło się pierwsze spotkanie w Doha, podczas którego Arabia Saudyjska, Katar, Rosja i Wenezuela ogłosiły propozycję zamrożenia wydobycia. Jednak 1 kwietnia 2015 roku doszło do nagłego spadku cen surowca, kiedy okazało się, że przez opór Arabii Saudyjskiej nie dojdzie do podpisania porozumienia w tej sprawie na szczycie kartelu OPEC. Potem ceny znów rosły wraz z oczekiwaniami wobec rozmów w stolicy Kataru.

O tym, że Arabia nie zgodzi się na taki układ bez udziału Iranu wiadomo było jeszcze przed spotkaniem producentów z 17 kwietnia, choć nie każdy chciał to przyznać. Książe saudyjski Mohammed bin Salman zapowiedział w rozmowie z Bloombergiem, że wyklucza jakiekolwiek porozumienie, w którym nie weźmie udziału Iran. Z kolei Teheran zapewniał, że nie zamierza się samo ograniczać po zniesieniu sankcji ONZ. Zamierza nadal zwiększać wydobycie surowca i eksportować go coraz więcej na rynek. Szczególnie Rosjanie przodowali w optymizmie pomimo przedstawionych wyżej faktów.

Saudyjczycy przyjęli realistyczne spojrzenie, mając świadomość, że zalew irańskiej ropy wyklucza skuteczność porozumienia o zamrożeniu wydobycia na poziomie ze stycznia tego roku, który jest nawiasem mówiąc rekordowy pod tym względem zarówno, jeśli chodzi o producentów rosyjskich, jak i saudyjskich. Mimo to w mediach trwały debaty na temat potencjalnego skutku powodzenia rozmów w Doha dla rynku. Razem z nimi rosła bańka spekulacyjna.

Obecnie pęka ona z hukiem, który odbija się na rynku. O świcie 18 kwietnia ceny ropy naftowej w Azji spadły o ponad 5 procent. Baryłka Brent kosztowała 40,87 dolarów (spadek o 5,2 procent), a WTI 38,07 dolarów (spadek o 5,7 procent). Producenci ropy naftowej przyznają, że jeśli porozumienie o ograniczeniu wydobycia ma być jeszcze możliwe, to musi je poprzedzić konsensus w kartelu OPEC. Organizacja zwołuje kolejny szczyt w czerwcu, gdzie mogą się odbyć kolejne rozmowy na ten temat. Otoczka medialna przygotowań do spotkania będzie zapewne kolejną okazją do snucia spekulacji i windowania cen ropy samą rozmową na jego temat. Nie porzucą tej okazji przywódcy petro-state, państw uzależnionych od sprzedaży węglowodorów, jak Nicolas Maduro i Władimir Putin.

Żaden fundamentalny czynnik na rynku nie uległ jednak zmianie. Zdaniem Międzynarodowej Agencji Energii cena ropy powinna się w tym roku utrzymać w widełkach 35-40 dolarów za baryłkę. Chociaż producenci liczą na odbicie, to nawet hurraoptymistyczna Rosja zrewidowała założenia budżetowe, obniżając prognozę średniej ceny ropy naftowej z 50 do 40 dolarów. Część analityków rosyjskich przekonuje, że rewizja powinna prowadzić do obniżenia średniej nawet do 30 dolarów. Tymczasem wojna cenowa w OPEC, która rozpoczęła się wraz z spadkiem cen ropy naftowej z rekordowego wyżu rozpoczętym w czerwcu 2014 roku trwa, a potęguje ją powrót Iranu na rynek.

Rywalizacja o rynek azjatycki dodatkowo obniża cenę, bo producenci prześcigają się w rabatach, a przez tanią baryłkę maksymalizują sprzedaż w celu rekompensaty strat spowodowanych przeceną. Dodatkowym czynnikiem obniżający prawdopodobieństwo porozumienia w kartelu w czerwcu jest rosnąca rywalizacja polityczna Teheranu i Rijadu. Porozumienie naftowe jest nadal odległe. Cena ropy jeszcze przez jakiś czas pozostanie niska. Ci, którym zależy na jej podwyżce, będą nadal spekulować na temat możliwości jej podwyższenia. Czy media będą dalej poddawać się tej grze?

>>> Czytaj też: Kto zarabia na naftowym kryzysie? Zagadka rozwiązana - oczywiście handlarze