Podrobione paszporty, fałszywe wizy, stemple w paszportach czy sfałszowane dowody osobiste to coraz większy problem. Według Straży Granicznej w zeszłym roku na podstawie fałszywek próbowało wjechać na teren Polski prawie 3 tys. osób. Ale to tylko część problemu. Z roku na rok rośnie też liczba przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów: od ich podrabiania, poprzez posługiwanie się dokumentem innej osoby, zbywanie dokumentu tożsamości aż po nieuprawomocnione niszczenie. Samych podrobień policja w 2015 r. stwierdziła aż 32 tys., w porównaniu z 29,5 tys. w 2012 r. Łączna liczba wszystkich przestępstw z dokumentami w ubiegłym roku nie jest jeszcze znana, ale w 2014 r. stwierdzono ich 57,5 tys. Dowody osobiste, paszporty, ale także karty parkingowe, hologramy do legitymacji studenckich, karty dawców krwi czy świadectwa ukończenia szkół wyższych – przestępców interesuje coraz więcej dokumentów. – A to i tak nie jest wcale prawdziwa skala problemu. Diagnoza stanu zagrożenia przestępstwami związanych z fałszywymi dokumentami wskazuje na wysoką tzw. czarną liczbę tego procederu, sięgającą nawet miliona spraw rocznie. Mamy z tym taki problem także dlatego, że brakuje prawa, które regulowałoby szczegółowo zasady kontroli nad całym procesem wytwarzania dokumentów państwowych, szczególnie tych bardzo ważnych dla państwa – mówi nam dr hab. Mieczysław Goc, wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. – O taką ustawę, która uporządkowałaby cały ten dział, od lat postulujemy, bo dziś – jak wynika z naszych szacunków – może być nawet ok. 890 różnych wydawanych przez instytucje publiczne dokumentów, nad którymi brakuje centralnego, kontrolnego nadzoru – dodaje ekspert. Tłumaczy, że PTK wskazywało choćby na konieczność powołania czy wskazania jednego organu odpowiedzialnego za nadzór nad wszelkimi dokumentami, ale także wskazania „narodowej drukarni”, która będzie takie dokumenty produkowała.

Jak dowiedział się „DGP”, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji właśnie ruszyły prace nad taką ustawą. Co więcej, resort planuje przygotowanie projektu w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Z jednej strony, jak przyznaje nam MSW, za tymi planami legislacyjnymi stoi chęć wsparcia walki z fałszerstwami, ale z drugiej chodzi o to, by wzmocnić całościową kontrolę nad dokumentami. Stąd pomysł, by wyodrębnić takie, o szczególnym znaczeniu dla państwa i obrotu gospodarczego i w ich przypadku zrezygnować z planów zlecania ich tworzenia czy drukowania prywatnym firmom w ramach przetargów. – Nie wyobrażam sobie outsourcowania takich zadań – mówi jasno wiceminister spraw wewnętrznych Tomasz Zdzikot, odpowiedzialny za przygotowanie tej ustawy.

Tak działo się wielokrotnie, często niestety z opłakanymi skutkami. Najwięcej kontrowersji budził trwający ponad półtora roku przetarg na dowody osobiste. Najpierw kilkakrotnie przekładano termin jego rozstrzygnięcia, podważano możliwości kolejnych konkurentów do zamówienia, aż wreszcie całość unieważniono. Sporo kłopotów było też z przetargiem z 2009 r. na druk legitymacji policyjnych. Wygrała prywatna firma, która dostarczała legitymacje z błędami, np. z wadami technicznymi, z nieprawidłowo wstawionym zdjęciem. Policjanci zwracali dokumenty i drukowano nowe. Kłopoty trwały kilka miesięcy.

– Nie ma się co oszukiwać, że to jest zadanie dla wolnego rynku. Są takie dokumenty, których waga jest na tyle duża, że tu naprawdę oszczędność z oferty tańszej o ileś tam groszy na jednym blankiecie nie będzie tak naprawdę żadną oszczędnością – podkreśla dr Goc.

MSWiA tego oficjalnie nie przyznaje, ale dosyć jasne jest, że ustawa w takim kształcie działałaby najbardziej na korzyć Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, czyli spółki Skarbu Państwa, która już wielokrotnie starała się o takie kontrakty. PWPW niemal na sto procent zostałaby wskazana jako „narodowa drukarnia”.

– Na pewno rynkowi gracze będą niezadowoleni z takiego obrotu sprawy – uważa Jarosław Żeliński, założyciel i główny analityk firmy IT-Consulting, zajmującej się doradztwem przy inwestycjach głównie w nowe technologie. – Ale tu był bym jednak daleki od hołubienia wolnego rynku. Są takie zadania państwowe, których zlecanie prywatnym firmom nie jest najlepszym rozwiązaniem. Choćby koszt wydania i wytworzenia najważniejszych dokumentów siłami publicznymi był wyższy niż to, ile trzeba by zapłacić komercyjnej firmie, to jednak ważniejsze jest jednak, byśmy mieli dokumenty naprawdę godne zaufania – dodaje ekspert.

>>> Czytaj też: Moody's obniży w piątek rating Polski? Zobacz, co może nam grozić