Obligacje korporacyjne wypłacające co kwartał czy pół roku odsetki oraz dające możliwość sprzedaży ich na giełdzie są bardzo interesującym rozwiązaniem. Szczególnie w obliczu zawirowań na giełdzie i niskich stóp procentowych. Wartość obligacji podlega mniejszym zmianom niż ceny akcji, a do tego dają one wyższe oprocentowanie niż lokaty w banku czy papiery dłużne emitowane przez państwo. Oczywiście zyski z obligacji korporacyjnych w zależności od spółki są bardzo różne, ale można przyjąć, że wiarygodna spółka powinna zaoferować odsetki na poziomie stawki WIBOR powiększonej o 2 pkt proc., co daje obecnie około 3,74 proc. w skali roku.

Czy na pewno można tak prosto porównywać obligacje firm z lokatami bankowymi?

Oczywiście nie jeden do jednego. Nawet obligacje bankowe nie są tak bezpieczne jak lokaty w banku, których gwarancję wypłaty daje BFG. Jeśli spółka upadnie, inwestor może nic nie odzyskać. Chociaż przy dużych i wiarygodnych firmach ryzyko straty jest bardzo ograniczone. Ostatnio zakończyliśmy sprzedaż obligacji Banku Pocztowego. Oprocentowanie 10-letnich papierów wyniosło w pierwszym okresie odsetkowym 4,5 proc.

Co jeśli inwestor chciałby wcześniej wyjść z takiej inwestycji?

Jeśli obligacje są notowane na giełdzie, to można je w każdej chwili sprzedać. Jest tylko ryzyko, że cena może być niższa niż ta, po której je zakupiliśmy. Nie musi to jednak wcale oznaczać, że stracimy na całej inwestycji, bo w międzyczasie można zainkasować kilka wypłat odsetek.

Obligacje można teoretycznie sprzedać na giełdzie, ale w praktyce często okazuje się, że nie ma chętnych do ich odkupienia. Polski rynek jest pod tym względem bardzo mało płynny.

Nie do końca. Faktycznie są spółki „niższej jakości”, gdzie płynności praktycznie w ogóle nie ma. Ale jest też dużo obligacji, które da się sprzedać. Obroty w wielu przypadkach wynoszą dziennie od kilkunastu do nawet kilkuset tysięcy złotych. Posiadacz papierów za 10 tys. zł nie powinien mieć problemu z wyjściem z inwestycji.

Przeglądając oferty obligacji, natrafimy na takie z oprocentowaniem nawet 10 proc.

W obecnej sytuacji rynkowej takie „okazje” należałoby zakwalifikować jako inwestycje bardzo wysokiego ryzyka pod względem wypłacalności spółki. Jeśli jakaś firma pozyskuje pieniądze na 10 proc. rocznie, to znaczy, że nie może dostać kredytu w banku ani w żaden inny sposób. Ostatnią deską ratunku często jest właśnie inwestor indywidualny, który jest złakniony wysokiego oprocentowania. Może zainkasować kilka razy odsetki, ale musi się liczyć z tym, że ostatecznie nie odzyska zainwestowanych pieniędzy.

Powyżej jakiego pułapu oprocentowanie powinno wzbudzić w inwestorze wątpliwości?

Taką ekspercką granicą jest rentowność mniej więcej na poziomie WIBOR plus 4–5 pkt proc. Taka wartość wychodzi z kilkuletnich obserwacji funkcjonowania rynku obligacji korporacyjnych w Polsce. Nie oznacza to jednak, że spółki emitujące obligacje poniżej tej marży nie są narażone na ryzyko niewypłacalności czy upadłości.

Jak zacząć inwestowanie na własną rękę na rynku obligacji?

Oczywiście trzeba mieć rachunek maklerski, taki jak przy inwestowaniu w akcje. Od strony technicznej handel w obu przypadkach niewiele się różni. Tym bardziej że za obrót odpowiada i tu, i tu Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Przy wyborze domu maklerskiego warto zwrócić uwagę na obsługę w zakresie obligacji korporacyjnych, na przykład w zakresie usług doradczych. Większość maklerów specjalizuje się w akcjach, natomiast wiedza i praktyka w zakresie obligacji korporacyjnych wciąż nie jest standardem.

Popularność obligacji korporacyjnych będzie rosła?

Na razie nie widać boomu na tego rodzaju inwestycje wśród przeciętnych inwestorów i raczej sporo czasu będzie musiało jeszcze minąć. Klienci nie znają do końca tego produktu, choć w przypadku Banku Pocztowego udało się pozyskać z sukcesem 50 mln zł przede wszystkim od 700 raczej drobnych inwestorów indywidualnych. Zupełnie inaczej jest w segmencie klientów zamożnych typu private banking i wealth management. Tu ciekawe oferty bardzo szybko się rozchodzą.

Średnio jeden inwestor wyłożył więc po 70 tys. zł. To już spora kwota.

Minimum, żeby obracać obligacjami większej liczby spółek, a w związku z tym móc podjąć większe ryzyko, to około 100 tys. zł. Przy milionie ograniczenia są mniejsze. Ale i inwestor dysponujący 10 tys. zł nie ma zamkniętej drogi, z tym że powinien się raczej skupić na wysokiej jakości obligacjach, dających zarobić mniej, ale pewniejszych. No, chyba że zdecydujemy się na fundusz obligacji korporacyjnych, ale tu trzeba się liczyć z opłatami za zarządzanie, które pomniejszą zyski.

Z Danielem Ścigałą wiceprezesem Ipopemy Securities rozmawiał Damian Słomski z Wirtualnej Polski

FINANSOPEDIA

Obligacja korporacyjna – papiery dłużne emitowane przez przedsiębiorstwa. Są emitowane na ściśle określony czas, po którym następuje zwrot zainwestowanego kapitału. Z góry znane są też terminy wypłaty odsetek. W Polsce najpopularniejsze są obligacje o zmiennym oprocentowaniu, które zależy od ustalonego wskaźnika, np. stopy WIBOR. Papiery o stałym oprocentowaniu przynoszą stały dochód do dnia wykupu. W przypadku obligacji zerokuponowe kupony odsetkowe nie są wypłacane. Są one emitowane po cenie niższej niż nominalna, a wykupywane po cenie nominalnej. Inwestycje w obligacje korporacyjne wiążą się z większym ryzykiem niewypłacalności niż w przypadku obligacji skarbowych, bo pieniądze pożyczane są firmom, a nie państwu. Idzie jednak za tym potencjalnie większy zysk.

Obligacje podporządkowane – bardziej ryzykowne niż zwykłe papiery dłużne. Są to obligacje niezabezpieczone. W przypadku upadłości lub likwidacji firmy roszczenia właścicieli takich papierów są realizowane niemal na samym końcu, tuż przed posiadaczami akcji lub udziałów. Wcześniej zaspokajane są roszczenia pozostałych wierzycieli spółki. Środki z emisji obligacji podporządkowanych są zaliczane do kapitałów firmy, które je wyemitowała. Dlatego wśród emitentów często są spotykane banki, które dzięki temu mogą spełniać wymogi kapitałowe nadzoru.

Obligatariusz – posiadacz obligacji dłużnika, czyli emitenta obligacji. Prawem obligatariusza jest żądanie spełnienia świadczenia, które wynika z posiadania obligacji. Może to być świadczenie pieniężne, czyli zwrot w określonym terminie pożyczonej kwoty wraz z należnymi odsetkami. W świadczeniu niepieniężnym może to być przyznanie obligatariuszowi pewnych praw, np. do udziału w przyszłych zyskach emitenta, zamiany obligacji na akcje spółki będącej emitentem tych obligacji lub prawa pierwszeństwa do objęcia akcji emitowanych w przyszłości.

Zabezpieczenie obligacji to forma dodatkowej gwarancji zwrotu długu obligacyjnego. Zabezpieczenie jest często dokonywane przez emitenta na podstawie umowy cywilnoprawnej. Zabezpieczeniem mogą być np. nieruchomości, majątek, znaki towarowe etc. W razie upadłości spółki obligatariusze mają pierwszeństwo w zaspokajaniu swoich roszczeń po sprzedaży majątku, który był zabezpieczeniem papierów. W praktyce droga do uzyskania płatności z zabezpieczeń bywa bardzo długa, różna bywa też wartość aktywów stanowiących zabezpieczenie. 

Zysk i ryzyko

Przewidywalność inwestycji w obligacje firm – jest znacznie większa niż w przypadku akcji, które są papierem bezterminowym, a wypłata dywidendy z osiąganych zysków nie jest z góry określona co do wysokości ani co do terminu wypłaty.

Bieżący dochód – coraz szersza oferta obligacji na rynku pierwotnym i na wtórnym, czyli Catalyst, pozwala wybrać papiery nie tylko o różnym terminie do wykupu. Różne są też terminy, jeśli chodzi o częstotliwość wypłaty bieżących odsetek. W ten sposób można zagwarantować sobie wpływy odsetkowe np. co miesiąc, co kwartał lub co rok.

Zabezpieczenie na wypadek rosnącej inflacji – większość obligacji korporacyjnych dostępnych na polskim rynku to obligacje o zmiennym oprocentowaniu, które podąża w ślad za odpowiednią stawką WIBOR i jest powiększone o kilka punktów procentowych marży. W przypadku podwyżki stóp procentowych (związanej ze wzrostem lub prognozami wzrostu inflacji) zwiększa się podstawa oprocentowania, a marża zapewnia dodatkowy dochód. Ta zaleta nie działa w przypadku stałej stopy procentowej. Tu dochód jest z góry określony, a ceny mogą spadać, gdy rośną inflacja oraz oficjalne i rynkowe stopy procentowe.

Ryzyko wypłacalności emitenta – to jedno z największych niebezpieczeństw, jakie wiąże się z kupnem obligacji emitowanych przez firmy. Mimo różnych form zabezpieczenia nie można wykluczyć, że emitent zbankrutuje lub nie będzie miał w odpowiednim terminie środków na wywiązanie się z zobowiązań odsetkowych lub na wykup papierów. W warunkach emisji często zapisywane są dodatkowe kryteria (kowenanty – np. określone wskaźniki finansowe), których naruszenie może dawać obligatariuszom prawo np. do zażądania od emitenta przedterminowego wykupu papierów.

Ryzyko wahań cen i płynności – rynek obligacji Catalyst charakteryzuje mniejsza skala wahań cen niż na rynku akcji. Zwykle oscylują wokół wartości nominalnych. Jednak w razie kłopotów finansowych spółki wycena może gwałtownie spaść. Dla inwestorów, którzy zaangażowali się w papiery na rynku wtórnym po wyższych cenach, oznacza to realne straty finansowe, jeśli cena nie wróci do poziomu, po którym kupowali obligacje. Duża zniżka wyceny obligacji może pogłębić też ciągle odczuwalny na Catalyście problem z płynnością papierów, czyli możliwością ich szybkiej sprzedaży. Na przecenione obligacje spółek z problemami niezwykle trudno znaleźć chętnych.