Dla ubezpieczycieli korzyści ze wzrostu cen polis są oczywiste. Ale i dla klientów to tylko pozornie zła wiadomość, gdyż podwyżki wiążą się z mniejszymi problemami przy wypłacie odszkodowań. Ceny zresztą powoli rosły już od ubiegłego roku.

– W 2015 roku odnotowaliśmy średni wzrost cen w granicach 20-30 proc. W przypadku niektórych towarzystw ubezpieczeniowych było to nawet 50-60 proc. – mówi Maciej Kuczwalski, ekspert multiagencji CUK Ubezpieczenia.

Ceny podnoszą wszyscy

W ostatnich miesiącach wzrost składek w ubezpieczeniach komunikacyjnych był jeszcze bardziej zauważalny.

– Rok 2016 przyniósł nam długo oczekiwane przełamanie negatywnego trendu i po pierwszym kwartale obserwujemy wzrost składki z OC o około 20 proc, a z AC o około 14 proc. Tym samym powoli wracamy do poziomu z 2011 roku – mówi Artur Borowiński, prezes Compensy.

Podwyżki dotyczą prawie wszystkich ubezpieczycieli.

– Najnowsze dane porównywarki Ubea.pl wskazują, że od marca do czerwca ubezpieczyciele solidarnie zaczęli podnosić składki w polisach OC dla kierowców. Taka zmiana oznacza przynajmniej chwilowe zakończenie wojny cenowej – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Zmiany średnich składek ubezpieczeń OC

Zmiany średnich składek ubezpieczeń OC

źródło: Materiały Prasowe

Według danych Ubea.pl przeciętna składka obowiązkowego ubezpieczenia (w osiemnastu miastach wojewódzkich) wzrosła z 1496 zł do 1670 zł (11,62 proc.). To znacznie więcej niż w okresie od października 2015 roku do marca tego roku, gdzie wzrost wyniósł 3,36 proc. Dane te są wynikiem kalkulacji wykonanych przez użytkowników serwisu Ubea.pl (pierwsza analiza: od 14 lutego do 14 marca, druga analiza: od 23 maja do 21 czerwca).

Z informacji przeglądarki wynika, że od marca do czerwca największe podwyżki odczuli kierowcy z Kielc (średni wzrost składek o 49 proc.), Torunia (+25 proc.), Wrocławia (+23 proc. ), Warszawy (+22 proc.) i Krakowa (+22 proc.). Spore zmiany cenowe dotyczyły również najtańszych ofert ubezpieczenia samochodu.

Z wojny cenowej wycofują się nawet ci gracze, którzy do niedawna traktowali ją jako ważny element swojej strategii. Duży wzrost składek odnotowała Proama przejęta przez Generali. Do niedawna to ona napędzała wojnę cenową, co skończyło się poważnymi tarapatami finansowymi tego towarzystwa. Wzrost składek u tego ubezpieczyciela widać przy wznowieniach umów. Ten sam klient za taką samą polisę może zapłacić nawet do 1 tys. zł więcej niż rok wcześniej.

>>> Czytaj też: Ubezpieczeniowy kanciarz - polska specjalność?

Przyczyny wzrostu opłat

Wśród winowajców podwyżek należy wymienić zmianę zasad likwidacji szkód z OC sprawcy, coraz wyższe odszkodowania wypłacane poszkodowanym, konieczność udostępniania samochodu zastępczego poszkodowanemu, brak ubezpieczenia OC u niektórych kierowców poruszających się po polskich drogach oraz opodatkowanie aktywów firm ubezpieczeniowych.

Przede wszystkim jednak chodzi o to, że dotychczasowe zaniżone ceny bardzo uderzyły ubezpieczycieli po kieszeni.

– W 2015 roku rynek komunikacyjny odnotował najgorszy wynik w historii ze stratą 1 mld zł z OC. Ubezpieczyciele odnotowali stratę również w rentownym do tej pory AC. W konsekwencji rynek w minionym roku dopłacił do każdej polisy 20 zł w AC i 45 zł w OC – podkreśla Artur Borowiński.
Mocny sygnał nadzoru

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) od dawna była zaniepokojona zaniżaniem składek za komunikacyjne ubezpieczenie OC, dlatego jakiś czas temu zaleciła ubezpieczycielom dostosowanie wysokości składek do przyjmowanego ryzyka. Wytyczne nie odniosły pożądanego rezultatu. Ceny polis po wprowadzeniu wytycznych poszły w górę co prawda w górę, ale nieznacznie i niewystarczający.

Kolejne ważne wytyczne nadzoru dotyczyły likwidacji szkód komunikacyjnych. Teoretycznie KNF nie napisała w nich niczego, co nie wynikałoby z przepisów i orzeczeń Sądu Najwyższego, ale dopiero działania Komisji zmusiły ubezpieczycieli do konkretnych działań i spowodowały ograniczenie niektórych niekorzystnych dla poszkodowanych praktyk.

Oczywiście, nie pozostało to bez wpływu na ceny polis.

Kolejny krok nadzoru był bardziej stanowczy. Akceptu KNF nie dostał Michał Kwieciński, prezes grupy AXA od 1 września 2015 r., choć odpowiedni departament Urzędu KNF wydał opinię pozytywną. Przyczyną odmowy był brak rękojmi do prowadzenia spraw zakładu ubezpieczeń w sposób należyty. Kwieciński był wcześniej prezesem Liberty Direct i w czasach, gdy zarządzał towarzystwem, ubezpieczyciel ten ostro uczestniczył w wojnie cenowej, zdobywając w ten sposób rynek. Czterema głosami z pięciu (za akceptacją był jedynie prezes KNF Andrzej Jakubiak) KNF uznała, że były szef Liberty Direct nie może być prezesem AXY.

Odmowa wyrażenia zgody na pełnienie funkcji prezesa zakładu ubezpieczeń przez osobę współodpowiedzialną za wojnę cenową to jasny sygnał nie tylko dla ubezpieczycieli i ich udziałowców, ale również dla członków zarządów ubezpieczycieli.

>>> Czytaj też: Opłaty likwidacyjne w dół. Ale inne zostały

Ceny będą jeszcze wyższe

Zmiany średnich składek ubezpieczeń OCNa tym nie koniec działań nadzoru mogących wpłynąć na ceny polis OC. W czerwcu KNF wydała rekomendacje dla zakładów ubezpieczeń dotyczące procesu ustalania i wypłaty zadośćuczynienia z tytułu szkody niemajątkowej z umów ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Ubezpieczyciele muszą wprowadzić je do końca roku. Zwiększy to składki, gdyż zadośćuczynienia stanowią istotną część wypłat z komunikacyjnego ubezpieczenia OC.

– Na wzrost cen polis na pewno wpływ miały wytyczne KNF dotyczące likwidacji szkód rzeczowych oraz planowane nowe rekomendacje dotyczące szkód osobowych. Myślę, że ten trend się utrzyma i na koniec roku podwyżki wyniosą co najmniej 30 proc. w OC i 20 proc. w AC – przewiduje Artur Borowiński.

Multiagenci są ostrożniejsi w prognozach. Maciej Kuczwalski uważa, że w tym roku może dojść do kolejnych podwyżek, ale jak duże będą, trudno przewidzieć. Zależy to przede wszystkim od przyjętej przez poszczególne towarzystwa ubezpieczeniowe strategii polityki zabiegania o klienta.

– Choć ceny OC faktycznie wzrastają, nie oznacza to jednak, że ubezpieczyciele przestają walczyć o klientów składkami. Nadal można liczyć, że niektóre towarzystwa będą skłonne wyraźnie schodzić z ceny, udzielając rabatu chociażby za bezszkodową jazdę, z uwagi na wiek lub wykonywany przez właściciela pojazdu zawód – podkreśla Bartłomiej Behnke, ekspert multiagencji ubezpieczeniowej Superpolisa.

Pojawiają się obawy, że duży wzrost cen za polisy OC sprawi, że po polskich drogach będzie jeździło więcej nieubezpieczonych kierowców. Na razie jednak tendencja jest odwrotna. Z szacunków Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) wynika, że liczba pojazdów bez OC spadła do ok. 150 tys. Wcześniej UFG szacował, że ich liczba wynosi 200-250 tysięcy. Fundusz prowadzi ogólnopolską bazę polis komunikacyjnych, która pozwala wyłapywać kierowców, którzy nie kupują obowiązkowego ubezpieczenia OC. Droższe polisy nie powinny więc spowodować wzrostu liczby aut bez OC, gdyż za brak ubezpieczeń grożą sankcje, a system indentyfikujacy takie pojazdy jest skuteczny.

>>> Polecamy: Nowy wspaniały świat ubezpieczeń

Autor: Regina Skibińska