Aktualne natężenie walk należy uznać za średnio intensywne w porównaniu z prowadzonymi już po podpisaniu porozumień mińskich w lutym 2015 roku działaniami ofensywnymi (przede wszystkim w okresie walk o Marjinkę w czerwcu i Starohnatiwkę w sierpniu ub.r.) Do intensyfikacji walk, w tym prób przełamania pozycji przeciwnika, może ponownie dojść w każdym momencie, ale działania na szerszą skalę wymagałyby większych przygotowań, w tym wzrostu transportów wojskowych z Rosji, czego – mimo ostrzeżeń Kijowa o możliwym rosyjskim uderzeniu pod przykryciem planowanych na wrzesień ćwiczeń „Kaukaz 2016” – nie odnotowuje strona ukraińska.

Można przypuszczać, że obecna intensyfikacja wymiany ognia ma służyć Rosji do wywarcia presji na Kijów i – głównie – na Zachód w celu przełamania kilkunastomiesięcznego impasu w procesie implementacji niekorzystnego dla Ukrainy porozumienia Mińsk 2. Strategicznym celem Moskwy pozostaje przy tym nie tylko trwałe objęcie Ukrainy rosyjską strefą wyłącznych wpływów, ale i realizacja kremlowskiej wizji ładu międzynarodowego.

>>> Czytaj też: 3 tys. funtów miesięcznie za walkę w Syrii. Cała prawda o prywatnych armiach Kremla

Sytuacja militarna w strefie konfliktu

Pod względem wojskowym porozumienie z Mińska od początku było fikcją. Do ostrzałów dochodzi codziennie (wyjątek stanowiło kilka dni we wrześniu 2015 roku po podpisaniu kolejnego z porozumień rozejmowych, wprowadzających tzw. reżim ciszy), okresowo zmienia się jedynie częstotliwość wymiany ognia.

W lipcu, podobnie jak w poprzednich miesiącach, na linii rozgraniczenia w Donbasie dominowała bezpośrednia wymiana ognia z broni strzeleckiej i ostrzał z moździerzy, w mniejszym stopniu z czołgów i ciężkiej artylerii, a działania miały charakter pozycyjny. Jedyny potwierdzony przypadek przesunięcia wojsk ukraińskich w okolicach Gorłówki obejmował kilkaset metrów tzw. ziemi niczyjej i nie wywołał poważniejszej kontrakcji ze strony separatystów. Obie strony oskarżają się o gromadzenie ciężkiego uzbrojenia w strefie buforowej (wbrew porozumieniom mińskim) i przygotowywanie do działań ofensywnych. Ruchy ciężkiego uzbrojenia miały miejsce, ale wynikało to z potrzeb związanych z prowadzonym ostrzałem i konieczności rotacji wojsk. Na początku sierpnia doszło do zmniejszenia intensywności wymiany ognia.

Wrażenie zwiększenia intensywności wynikało też z chaosu informacyjnego – od czerwca separatyści, szczególnie z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, podawać zaczęli kilkakrotnie wyższe statystyki ostrzałów, rzędu kilkuset na dobę (w miejsce wcześniejszych kilkunastu lub kilkudziesięciu). O różnicy nie decydował jednak faktyczny wzrost aktywności ukraińskich sił rządowych, a przyjęcie przez separatystów nowej metodologii obliczeń. W obecnie publikowanych zestawieniach informują oni o wszystkich przypadkach wymiany ognia, nie wyróżniając, czy był to ostrzał z broni ciężkiego kalibru czy jakikolwiek inny (zapewne uwzględniane są wszystkie przypadki z pojedynczymi strzałami z broni strzeleckiej włącznie). Przy dotychczasowej metodzie liczenia pozostała strona ukraińska, natomiast przedstawiciele tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej stosują – zależnie od potrzeb – obie metody. Straty wojskowe w lipcu, choć o połowę wyższe od odnotowanych zimą i wiosną, nie odbiegały od średniej obserwowanej od lutego 2015 roku. Np. straty wojskowe po stronie ukraińskiej w okresie od stycznia do czerwca br. wyniosły blisko 700 zabitych i rannych, podczas gdy w pierwszych trzech tygodniach lipca (w okresie największej intensyfikacji starć) poległo 27, a rannych zostało 123 ukraińskich żołnierzy. W lipcu wzrosła liczba ofiar wśród ludności cywilnej: 73 osoby (dane ONZ). Choć są one wyższe niż w poprzednich miesiącach, kiedy wynosiły od 20 do ponad 40, to w okresie czerwiec – sierpień ub.r. liczba ofiar była wyższa: 150–170 miesięcznie.

Do intensyfikacji starć, w tym do działań ofensywnych (prób przełamania pozycji przeciwnika i opanowania nowych terenów na miarę walk o tzw. worek debalcewski w lutym 2015 roku) może dojść w każdej chwili. Wynika to z sił i środków zgromadzonych przez walczące strony w rejonie konfliktu – łącznie po obu stronach znajduje się około 150 tys. żołnierzy wszystkich formacji militarnych (w przypadku Ukrainy poza Siłami Zbrojnymi także podległej MSW Gwardii Narodowej i Wojsk Pogranicznych), w tym ok. 60 tys. sił separatystycznych i kilka tysięcy sztuk ciężkiego uzbrojenia. Przygotowanie ograniczonych działań ofensywnych nie nastręcza poważniejszych problemów natury technicznej i możliwe jest w ciągu kilkunastu, maksimum kilkudziesięciu godzin.

Biorąc pod uwagę, że ruchy ciężkich jednostek obu stron i ich okresowe zagęszczenie w strefie buforowej są elementem stałym, choćby ze względu na niezbędne rotacje żołnierzy i uzbrojenia na pierwszej linii, trudno z nich jednak obecnie wnioskować o przygotowaniu do jakiejkolwiek poważniejszej operacji. Trudno byłoby ukryć przygotowania do działań na szerszą skalę, np. do próby zajęcia przez separatystów części obwodów donieckiego i ługańskiego pozostających pod kontrolą władz w Kijowie lub uderzenia na inne regiony Ukrainy. W takim przypadku obserwowane byłoby znaczące zwiększenie liczby transportów wojskowych z Rosji na terytorium kontrolowane przez separatystów. Strona ukraińska – powołując się na casus wojny rosyjsko-gruzińskiej z 2008 roku – sugeruje, że wstępem do takiej operacji mogą być obserwowane od początku sierpnia br. (m.in. na Krymie) przygotowania do zaplanowanych na wrzesień ćwiczeń „Kaukaz 2016”, największego tegorocznego przedsięwzięcia szkoleniowego Sił Zbrojnych FR w europejskiej części Rosji (z udziałem całości sił Południowego Okręgu Wojskowego i Floty Czarnomorskiej). Należy jednak podkreślić, że ćwiczenia pod kryptonimem „Kaukaz” są przedsięwzięciem cyklicznym, a ich tegoroczna edycja została zapowiedziana z dwuletnim wyprzedzeniem i uwzględniona w planach szkoleniowych w 2015 roku. Zasadnicza część tych ćwiczeń rozgrywa się na poligonach Kaukazu Północnego.

>>> Czytaj też: "FT": Wojskowy teatrzyk Putina. Ukraina i Rosja stoją na progu otwartej wojny

Kijów wobec Donbasu: gra na czas

Władze Ukrainy tradycyjnie poważnie odniosły się do lipcowej intensyfikacji wymiany ognia w Donbasie. Część ukraińskich polityków i ekspertów od miesięcy regularnie twierdzi, że Rosja przygotowuje się do nowej fazy działań zbrojnych na wschodzie Ukrainy. Z jednej strony wynika to z realnych obaw przed powrotem do szerokich działań wojennych, z drugiej zaś ma służyć konsolidacji społeczeństwa wokół władz w obliczu zagrożenia zewnętrznego. Powracające ostrzeżenia przed rzekomą „nową wielką wojną” sprawiają, że uległy one spowszednieniu i banalizacji. 5 sierpnia przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Ołeksandr Turczynow powiedział, że scenariusz przewidujący agresję wojskową na pełną skalę byłby „problematyczny do przeprowadzenia i niebezpieczny dla samej Rosji”. Jednocześnie uznał, że prawdopodobna jest kontynuacja działań wojskowych o małej intensywności, w tym próby lokalnej ofensywy ze strony „separatystów”. Ten ostatni pogląd zdaje się dominować wśród ukraińskich decydentów. Z kolei w przestrzeni medialnej Ukrainy dominuje radykalny ton komentatorów, który wywołany jest m.in. ósmą rocznicą interwencji rosyjskiej w Gruzji i zagadkowym zamachem na lidera tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej Igora Płotnickiego (6 sierpnia). Pożywką dla spekulacji na temat możliwej interwencji rosyjskiej było także przegrupowanie wojsk rosyjskich na Krymie związane z przygotowaniem do ćwiczeń „Kaukaz 2016” oraz zamknięcie 8 i 9 sierpnia części przejść „granicznych” z kontynentalną częścią Ukrainy. Duże zaniepokojenie władz ukraińskich wywołała również upubliczniona po południu 10 sierpnia przez stronę rosyjską informacja, że w nocy z 6 na 7 sierpnia na Krymie rzekomo miała zostać zatrzymana ukraińska grupa dywersyjna, a w trakcie wymiany ognia mieli zginąć żołnierz i funkcjonariusz Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Przedstawiciele Kijowa uznali te doniesienia za prowokację.

Kijów zdaje sobie sprawę, że ograniczona eskalacja konfliktu w Donbasie ma służyć Rosji do wywarcia presji na Ukrainę i Zachód w sprawie wdrażania niekorzystnych dla strony ukraińskiej postanowień Mińska 2 (m.in. dotyczących reformy konstytucyjnej wprowadzającej specjalny status dla separatystycznych podmiotów w Donbasie i zalegalizowania ich „milicji ludowej”). Dotychczasowa taktyka ukraińska polegała na grze na czas oraz przekonywaniu, że jakakolwiek realizacja zapisów dokumentu jest niemożliwa bez pełnego zawieszenia ognia i odzyskania kontroli nad granicą. Przed zakończeniem sesji letniej Rady Najwyższej planowane było wniesienie projektu ustawy o wyborach lokalnych w Donbasie, nad którym trwają prace. Jego przyjęcie jest jednak mało prawdopodobne bez uzyskania przez Kijów gwarancji kontroli nad ich przebiegiem, w tym zainstalowania w regionie misji policyjnej OBWE. Władze ukraińskie rozumieją bowiem, że jakiekolwiek ustępstwa wobec żądań rosyjskich wywołają wewnętrzny kryzys polityczny i duży opór ze strony społeczeństwa. W rezultacie w najbliższych miesiącach można się spodziewać, że Ukraina będzie kontynuowała taktykę rozmów w formacie normandzkim (w tym prawdopodobnie przy okazji szczytu G20 w Hangzhou 4–5 września, zgodnie z propozycją prezydenta Petra Poroszenki), jednak bez intencji pójścia na jakiekolwiek dalej idące ustępstwa wobec Rosji.

Korekta taktyki Moskwy – znów więcej „kija”, a mniej „marchewki”

Strategię i logikę działań Moskwy wobec sytuacji na Ukrainie określają w dalszym ciągu dwa istotne czynniki. Pierwszym jest rosyjska percepcja władz ukraińskich jako marionetki Zachodu (USA i UE), co oznacza założenie, że partnerem dialogu w sprawach ukraińskich jest nie Kijów, ale Berlin i Paryż, a w dalszej kolejności – Waszyngton. Drugim czynnikiem jest postrzeganie problemu ukraińskiego jako szerszej rozgrywki z Zachodem nie tylko o przyszłą pozycję Moskwy na arenie międzynarodowej, ale i o nowy kształt ładu międzynarodowego (opartego na „koncercie mocarstw”, rozłącznych strefach wpływów i nieingerencji w wewnętrzne sprawy najważniejszych graczy, w tym przede wszystkim Rosji).

Celem rosyjskiej polityki wobec Kijowa pozostaje niedopuszczenie do budowy silnej i stabilnej państwowości ukraińskiej oraz zapobieżenie integracji Ukrainy ze strukturami Zachodu. Z punktu widzenia Moskwy rozwiązaniem optymalnym byłby pełny udział Ukrainy w kontrolowanych przez nią projektach integracyjnych, a akceptowalnym – słabe i niestabilne państwo o „pozablokowym” statusie, pogrążone w stałym kryzysie politycznym, gospodarczym i społecznym. Wpływy w takim państwie gwarantowałaby Moskwie m.in. kontrola nad należącym formalnie do Ukrainy Donbasem.

Z uwagi na strategiczne znaczenie tej kwestii dla Moskwy nie jest ona gotowa do poważniejszych ustępstw. Wyraźna jest natomiast determinacja Rosji do kontynuacji nacisków na Kijów i Zachód. Należy do nich zaliczyć zarówno stałe wsparcie dla operujących w Donbasie „separatystycznych” formacji zbrojnych (przy jednoczesnym przedstawianiu konfliktu jako „wewnątrzukraińskiego”), jak i instrumentalizację niekorzystnego dla Ukrainy porozumienia Mińsk 2. Formalnie deklarując poparcie dla jego realizacji Kreml chce de facto doprowadzić do wymuszenia na Kijowie jego jednostronnego wykonania, obarczając Ukrainę pełną odpowiedzialnością za dotychczasowy brak postępu w tym zakresie. Cel minimum, jaki chce w ten sposób osiągnąć Moskwa, to utrzymanie status quo na Ukrainie przy jednoczesnym doprowadzeniu do zniesienia zachodnich sankcji (co w praktyce oznaczałoby uznanie przez Zachód rosyjskiej polityki faktów dokonanych). Plan maksimum to realizacja porozumienia Mińsk 2 i faktyczne sparaliżowanie państwowości ukraińskiej poprzez wprowadzenie do władz i udział w procesach decyzyjnych sterowanych przez Kreml „separatystów”.

Kontekst międzynarodowy

W ocenie Moskwy jej zamiarom sprzyja sytuacja międzynarodowa. Na Zachodzie widoczne jest narastające zmęczenie kwestią Ukrainy oraz jej stopniowa marginalizacja (w obliczu kryzysu politycznego w UE). Działania Moskwy (propaganda, infiltracja części środowisk eksperckich i decyzyjnych na Zachodzie) mają na celu wzmocnienie pozycji europejskich i amerykańskich „realistów”, głoszących potrzebę dialogu z Moskwą oraz dyskredytacja „rusofobów” poprzez podkreślanie, że ignorowanie stanowiska Rosji może doprowadzić do konfliktu militarnego na szerszą skalę. Choć prawdopodobne jest, że Rosja wstrzyma się z jakimikolwiek zdecydowanymi działaniami na arenie międzynarodowej aż do wyborów w USA, należy się spodziewać, że będzie się starała wpłynąć na ich wynik, w dalszym ciągu dyskredytując politykę obozu demokratów i Hillary Clinton jako kandydatki – w narracji rosyjskiej – „rusofobicznej” i nastawionej konfrontacyjnie. Działania takie zmierzają do rozbicia solidarności UE i NATO w ich polityce wobec Rosji i Europy Wschodniej. Powyższym kalkulacjom może sprzyjać poczucie Moskwy, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy wzmocniła ona swoją pozycję międzynarodową, m.in. poprzez utrzymywanie obecności wojskowej w Syrii oraz zakończenie (na własnych warunkach) konfliktu z Turcją i dalsze zacieśnienie relacji z Iranem i Chinami, co stwarza dogodny kontekst dla ewentualnej aktywizacji rosyjskiej polityki wobec Ukrainy.

Perspektywy

Nie można wykluczać, że Rosja dążyć będzie do osiągnięcia swoich celów wobec Ukrainy i Zachodu wszelkimi środkami, łącznie z doprowadzeniem do idącej dalej eskalacji działań zbrojnych w Donbasie (konflikt o ograniczonym terytorialnie charakterze, bez formalnego udziału jednostek rosyjskich). W logice rosyjskiej mieści się jednoczesne stosowanie zabiegów perswazyjno-koncyliacyjnych (stosunkowo stonowana reakcja na wynik warszawskiego szczytu NATO, uwolnienie lotniczki Nadii Sawczenko czy ograniczenie wzrostu napięcia w Donbasie między wrześniem 2015 a czerwcem 2016 roku), jak i konfrontacyjnych (podkreślanie stałej groźby wybuchu konfliktu na znaczną skalę oraz punktowe podsycanie napięć w relacjach z Ukrainą). Taka taktyka miałaby skłonić zachodnich partnerów do uwzględniania w większym zakresie interesów Moskwy i wywarcia większego nacisku na Kijów w dalszych negocjacjach wokół Mińska 2. Moskwa może być tym bardziej skłonna do nasilania postawy konfrontacyjnej, że – we własnej percepcji – nie doczekała się „adekwatnej” reakcji Zachodu na swoje wspomniane wyżej „ustępstwa” (m.in. sankcje dotychczas nie zostały zniesione, a szczyt NATO podjął „antyrosyjskie” decyzje). Odpowiedzialność za eskalację działań w Donbasie rosyjska propaganda będzie konsekwentnie zrzucać na Kijów (oskarżenia o akty dywersji, w tym o zamach na lidera tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej Igora Płotnickiego i ataki na ludność cywilną).

>>> Polecamy: Najwyższa gotowość bojowa na Ukrainie. Coraz więcej rosyjskich wojsk na granicy z Krymem

Autorzy: Andrzej Wilk, Maria Domańska, Wojciech Konończuk, Wojciech Górecki