W Sejmie trwają pilne prace nad projektem ustawy znoszącym limit 30-krotności w płaceniu składki emerytalnej i rentowej. Zdaniem konstytucjonalistów, by zmiana nie budziła wątpliwości, powinna być uchwalona, podpisana przez prezydenta i opublikowana do końca listopada. – Istotny jest skutek zmiany: jeśli w ciągu roku od jej wprowadzenia wzrosną obciążenia, to listopadowy termin publikowania ustawy powinien być dotrzymany – mówi konstytucjonalista Ryszard Piotrowski.

Odwołuje się przy tym do zasady wynikającej z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, z której wynika, że zmiany, które zwiększają obciążenia obywateli (a tak właśnie jest w przypadku tej ustawy), powinny być publikowane z miesięcznym vacatio legis. To rodzaj gwarancji dla obywateli, by nie byli zaskakiwani zmianami prawa. I nie ma, zdaniem prof. Bogusława Banaszaka, większego znaczenia, czy mowa o podatku, czy o innej daninie.

– To podobny przypadek jak w sprawie opłaty paliwowej, która choć nie była podatkiem sensu stricto, to zwiększała obciążenia obywateli. PiS się z niej wycofał, powołując się na obietnicę, że nie będzie podnosił podatków – podkreśla konstytucjonalista.

W przypadku składek można używać argumentu, że istnieje ekwiwalentność, tzn. osoby płacące wyższe składki otrzymają więcej z systemu emerytalnego. Choć – jak zaznacza ekspert – zniesienia limitu 30-krotności jako zasady można bronić, powołując się na art. 2 konstytucji i zasadę solidaryzmu społecznego, która może być realizowana przez zwiększenie obciążeń osób najlepiej zarabiających.

Przedstawiciele rządu, z którymi rozmawialiśmy, mówią o ewentualnej furtce na wypadek poślizgu w pracach legislacyjnych. To orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2013 r. uznające za konstytucyjną podwyżkę składki rentowej w ciągu roku. Dotyczyło ono części ubezpieczenia opłacanej przez pracodawcę. TK przyjął wtedy, że ma ona charakter niepodatkowej daniny publicznej rozliczanej i opłacanej miesięcznie. Nie ma zatem do niej zastosowania ani zakaz zmian w trakcie roku podatków rozliczanych w skali rocznej, ani ochrona interesów w toku. Tym razem jednak zniesienie limitu sprawi, że obciążenia składką dla części pracowników wzrosną w trakcie roku, a sama 30-krotność rozliczana jest właśnie w ciągu 12 miesięcy. To może być główny argument, by składki traktować w tym przypadku jak podatki.

Rząd zdaje sobie sprawę z ryzyka i chce zdążyć z uchwaleniem ustawy do końca miesiąca. – To na pewno bezpieczniejszy wariant – mówi nam jeden z ministrów. Tempo prac nad projektem jest szybkie. Do Sejmu wpłynął 31 października, a już 9 listopada odbyło się jego pierwsze czytanie i został skierowany do komisji. Parlament się spieszy, choć sam pomysł likwidacji limitu ma wielu przeciwników, również w partii rządzącej. Argumentują oni, że wielu z beneficjentów obecnie działającej zasady może uciec w samozatrudnienie, dzięki czemu będą płacić niskie ryczałtowe składki na ZUS i liniowy 19-proc. podatek PIT. Nowe rozwiązanie uderzy też w urzędników na kierowniczych stanowiskach i w menedżerów instytucji finansowych będących pod nadzorem KNF.

Według szacunków autorów projektu z 30-krotności korzysta obecnie około 350 tys. pracowników na etatach.

>>> Czytaj też: W tak szybkim tempie nie bogaciliśmy się od ponad 4 lat