„AAA Maszynistę zatrudnię”. Trwa wyścig o pracowników
Na kolei dawno nie było tak gorąco. Na rynek wszedł prywatny czeski RegioJet, a narodowy przewoźnik PKP Intercity zapowiedział rekordowy rozkład jazdy. Między firmami zaczął się wyścig o najlepsze sloty przewozowe, ale przede wszystkim o pracowników.
W grudniu, gdy wystartował nowy rozkład jazdy, Czesi zaliczyli spektakularny falstart. Nie udało się uruchomić ponad połowy połączeń. Jak ustalił „Forsal” wynikało to przede wszystkim z problemów kadrowych. Firma miała kłopot z zatrudnieniem maszynistów. Nawet teraz umowy podpisano jedynie z 20 proc. przewidywanej załogi. Do końca roku RegioJet chce zatrudnić 70-80 maszynistów, ale kluczowy będzie marzec, gdy zapowiedziano start nowych połączeń.
Jedni kuszą pieniędzmi, drudzy stabilizacją
RegioJet, by móc uruchomić połączenia, chce przejąć doświadczonych pracowników. Liczy, że uda mu się „przechwycić” maszynistów z PKP Intercity czy PKP Cargo. Proponuje pensję podstawową do 16 tys. zł oraz dodatki wynoszące 1-2 tys. zł. Jednak decydującym argumentem ma być „premia rekrutacyjna”. Za rozpoczęcie pracy jeszcze w lutym Czesi zapłacą aż do 80 tys. zł. Jeżeli maszynista przejdzie w marcu, to otrzyma maksymalnie 70 tys. zł.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Spółka PKP Intercity również otworzyła rekrutację na maszynistów. Poszukiwani są pracownicy w bazach we Wrocławiu, Poznaniu, Rzepinie i Zielonej Górze. Kolejarze wymagają wykształcenia co najmniej średniego oraz posiadania ważnej licencji maszynisty.
Ile płaci PKP Intercity? W ogłoszeniach przewoźnik nie podał proponowanych stawek. Wymienił pozapłacowe benefity oraz wskazał, że mile widziana będzie znajomość języka niemieckiego lub czeskiego.
Jak podał „Portal Samorządowy” początkujący maszyniści PKP Intercity zarabiają 6-8 tys. zł brutto plus dodatki. Doświadczeni mogą liczyć na 9-11 tys. zł brutto podstawy, a najlepiej opłacani 12-15 tys. zł brutto. Wraz z dodatkami średnia pensja maszynistów wyniosła ok. 14 tys. zł brutto. Mimo nieco niższej stawki na razie nie słychać o masowych przejściach z Intercity do RegioJet.
Maszyniści: „Pozytywnie wpłynie to na warunki pracy”
- Między spółkami trwa wyścig o pracownika, a my – jako maszyniści – zasadniczo się z tego cieszymy. Zapewne wpłynie to pozytywnie na warunki pracy. Nie mówimy tylko o wynagrodzeniu zasadniczym, ale także o dodatkach czy pozostałych aspektach. Naszym miejscem pracy jest kabina maszynisty, a obowiązkiem bezpieczne prowadzenie pociągu do celu. To, gdzie maszynista pracuje, to jest jego sprawa – mówi w rozmowie z „Forsalem” Daniel Biernacik, wiceprezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce.
Związek krytykował sposób wprowadzenia konkurencji na polskie tory. Przedstawiciele ZZMK zwracali uwagę, że niektóre połączenia o podobnych relacjach występują kilka minut po sobie, prowadząc do wzajemnej kanibalizacji.
Zbyt mały – zdaniem związku – był też nadzór Urzędu Transportu Kolejowego. Jak słyszymy, regulator rynku powinien wiedzieć, czy spółka (w tym przypadku RegioJet) będzie w stanie realizować przyznane sloty. Związkowcy nie krytykują jednak maszynistów, którzy zdecydowali się przejść do nowego przewoźnika. Jak przyznają, miejsce pracy jest prywatną sprawą każdego z nich.
„W Polsce brakuje maszynistów”
- Dzisiaj w Polsce brakuje maszynistów. Mamy lukę pokoleniową, poza tym od lat 90. zamykano szkoły specjalistyczne przygotowujące do zawodu. A maszynisty nie da się „kupić w sklepie.” Odpowiadamy za życie setek ludzi i infrastrukturę wartą miliony euro. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby maszynista nie był przygotowany do zawodu – tłumaczy wiceprezydent związku.
Biernacik zwraca uwagę na brak przepisów regulujących czas pracy maszynisty. Wciąż nie ma ustawy o czasie pracy maszynistów, mimo że konsultacje społeczne odbyły się w 2020 roku. – Teoretycznie maszynista może pracować przez 24 godziny na dobę. Po zakończeniu pracy w firmie „A” może zacząć w firmie „B” – słyszymy. Ustawa wykluczyłaby tę patologię.
Jak słyszymy, propozycja ustawy upadła ze względu na błędy formalne. Strona rządowa wpisała dwie różne normy czasu pracy: jedną dla zatrudnionych na umowę o pracę oraz inną dla samozatrudnionych (B2B).