Aż 400 mld zł na inwestycje. Ale jest problem
Polska rozpoczyna największy program infrastrukturalny w historii. Równolegle trwać będą budowy CPK (131 mld zł) oraz elektrowni jądrowej (192 mld zł). Poza tym po kilkanaście miliardów kosztować będzie kontynuacja programów drogowych i kolejowych oraz zbliżająca się przebudowa (a de facto wymiana) sieci przesyłowej energii elektrycznej.
Zdaniem Instytutu Staszica to „największy cykl inwestycyjny w najnowszej historii Polski”. Badacze wyliczają, że chodzi o ponad 400 mld zł, na które składa się ponad 3 tys. konkretnych projektów. Jest jednak pewien problem: eksperci wskazują tzw. wąskie gardła, czyli bariery, które mogą uniemożliwić sprawną realizację inwestycji. Są to:
- niedostosowany model waloryzacji kontraktów,
- pogłębiający się kryzys demograficzny,
- przewlekłość procedur administracyjnych i odwoławczych.
Wielkie inwestycje zagrożone
W raporcie „Przeszkody w rozwoju kluczowych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce (kolejowych i drogowych)”, który trafił do redakcji „Forsala”, czytamy:
„Skuteczna realizacja tych projektów jest jednak zagrożona przez bariery systemowe, w tym niestabilność kosztową, problemy kadrowe, przewlekłość procedur oraz niewystarczająco elastyczny model współpracy pomiędzy sektorem publicznym a wykonawcami”.
Największym problemem, jak czytamy w raporcie, jest niestabilność kosztowa. Po wybuchu pandemii Covid-19 oraz wojny w Ukrainie koszty pracy i materiałów gwałtownie wzrosły. Wykonawcy domagali się wyższej waloryzacji kontraktów, niż proponowało ministerstwo. Ten spór trwa do dziś.
Przy miliardowych kontraktach na wielkie inwestycje infrastrukturalne znaczące skoki cen mogą doprowadzić – w skrajnym przypadku – nawet do upadku wykonawcy. Branża budowlana sygnalizuje potrzebę wprowadzenia zmian w modelu realizacji inwestycji publicznych.
Co prawda Ministerstwo Infrastruktury waloryzuje kontrakty, jednak – zdaniem wielu firm – są to kwoty nieuwzględniające rzeczywistych wzrostów kosztów. Przykładowo, w 2024 roku koszty samej robocizny wzrosły o 12,06 proc., a koszty pośrednie o 9,38 proc.
Kryzys kadrowy i demograficzny
Sytuacja na rynku pracy będzie się komplikować. Wynika to z nadciągającej katastrofy demograficznej. W pesymistycznym wariancie zaprezentowanym przez ZUS, w 2060 roku – a więc w horyzoncie długoterminowych programów inwestycyjnych – w Polsce będzie żyło jedynie 28 mln osób.
Oznacza to m.in. spadek wpływów podatkowych, z których finansowane będą inwestycje. Jednak kryzys jest widoczny już teraz. Polski sektor budowlany – jak donosi Instytut – mierzy się z problemem luki pokoleniowej. Starsi inżynierowie powoli odchodzą na emeryturę, a w ich miejsce nie pojawia się odpowiednia liczba wykwalifikowanych następców.
„Skala planowanych inwestycji kolejowych, drogowych, energetycznych i przemysłowych oznacza, że w najbliższych latach zapotrzebowanie na specjalistów będzie jeszcze rosło. Problem ten może stać się jednym z głównych czynników ograniczających zdolność rynku do terminowej i efektywnej realizacji projektów infrastrukturalnych” – czytamy.
Eksperci przekonują, że istotną rolę odegrają pracownicy z zagranicy, przede wszystkim z Ukrainy, którzy już teraz pracują na wielu polskich budowach. Istnieje jednak obawa, że zostaną „podkupieni” podczas odbudowy Ukrainy.
Procedury wciąż problemem
Trzecim – obok waloryzacji i problemów kadrowych – wyzwaniem branży budowlanej są procedury. To temat, który obecnie jest „na językach” nie tylko przedstawicieli branży, ale także dziennikarzy czy ministrów.
Znamiennym przykładem jest przetarg na budowę Rail Baltica. Wciąż nie wiadomo, kto go wygra, mimo że najkorzystniejszą ofertę wybrano wiele miesięcy temu. Obecnie trzy pierwsze firmy wybierane kolejno w postępowaniu zostały później z niego wykluczone. Konkurenci składali kolejne odwołania do KIO, co de facto sparaliżowało cały proces prowadzony przez PKP PLK. W najczarniejszym scenariuszu może to doprowadzić do utraty unijnego dofinansowania na tę trasę.
Jak czytamy, aż 82 proc. respondentów wskazuje sektor publiczny jako główne źródło sporów budowlanych. Wskazują oni przede wszystkim na przewlekłość procedur. Ma to prowadzić m.in. do trudności w planowaniu, destabilizacji harmonogramów oraz pogorszenia stabilności firm.
Ma to negatywne skutki dla całej gospodarki. Budowy przeciągają się, a to generuje dodatkowe koszty dla budżetu.
Co trzeba poprawić?
Instytut Staszica wskazuje, że konieczna jest reforma systemu zamówień publicznych. Zdaniem ekspertów powinien być on bardziej elastyczny oraz nastawiony na rozwój rodzimej gospodarki i firm z polskim kapitałem. Z drugiej strony branża apeluje o stworzenie długoterminowego harmonogramu projektów, tak aby firmy mogły przygotować się do kolejnych postępowań.
„Konieczne jest ograniczenie przewlekłości postępowań, zwiększenie efektywności procesów odwoławczych oraz przeciwdziałanie instrumentalnemu wykorzystywaniu procedur przetargowych” – tłumaczą eksperci z Instytutu Staszica.
Jak czytamy, reform wymagają także same przedsiębiorstwa. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie inwestycji w innowacje, cyfryzację oraz automatyzację procesów budowlanych.
