Jak podała w czwartek telewizja, powołując się na dwa dyplomatyczne źródła, słowa Pence'a nie przekonały przedstawicieli UE, których martwią sprzeczne sygnały płynące z Waszyngtonu a dotyczące przyszłych relacji USA-UE.

Bannon powiedział niemieckiemu ambasadorowi Peterowi Wittigowi, że administracja Trumpa chce wzmocnić dwustronne stosunki z poszczególnym krajami UE zamiast mieć do czynienia z całą Wspólnotą - twierdzą źródła. Opisały one rozmowę jako pełną napięcia. Bannon miał przedstawiać nacjonalistyczną wizję świata, a jako przykład wad Wspólnoty podawać antyunijne nastroje, co wielokrotnie powtarzał jako szef prawicowego portalu Breitbart News.

Kilka dni po tej rozmowie wiceprezydent Pence podczas wizyty w Brukseli zapewniał przedstawicieli UE o związkach USA ze Wspólnotą, potwierdzając "mocne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na rzecz dalszej współpracy i partnerstwa z Unią Europejską". CNN przypomina, że w Brukseli Pence starannie dobierał słowa. Gdy obiecywał współpracę ze Wspólnotą, nie oświadczył wprost, że USA popierają Unię.

Reklama

Wysoki rangą przedstawiciel administracji Trumpa zaprzeczył, jakoby Bannon dyskredytował UE podczas, jak to nazwał, "szybkiego spotkania" z niemieckim ambasadorem. Z kolei rzecznik Białego Domu odrzucił określanie rozmowy mianem "konfrontacyjna".

Rzecznik MSZ Niemiec Martin Schaefer nie chciał w piątek potwierdzić rozmowy ambasadora z Bannonem.

CNN cytuje dyplomatę, który oświadczył, że w administracji "nie ma nikogo, kto naprawdę rozumiałby ważną rolę UE i na pewno nie ma nikogo, kto by jej bronił". "Pence i inni wygłaszają podstawowe zapewnienia, ale nie jesteśmy pewni, czy pokrywają się one nie tylko z założeniami politycznymi, ale też ze stanowiskiem prezydenta" - dodało źródło.

"Nie chcemy wyciągać pochopnych wniosków. Nie wiemy, czy Bannon będzie w stanie wprowadzić w życie swoją wizję i nie wiemy, co myśli Trump" - kontynuowało źródło.

CNN przypomina też, że niektórzy zagraniczni politycy zauważyli brak poparcia USA dla UE w publicznych oświadczeniach.

Wysoki rangą przedstawiciel Białego Domu zajmujący się polityką zagraniczną powiedział CNN, że polityka administracji Trumpa wobec Wspólnoty nie jest ani pro- ani antyunijna. Wyjaśnił, że administracja będzie się skupiała na współpracy ze Wspólnotą, ale nie będzie jej otwarcie promować. Dodał, że jeśli kolejny kraj zdecyduje się przeprowadzić referendum w sprawie wyjścia z UE, to Biały Dom zachowa neutralność.

Jak zauważa CNN, jest to odejście od polityki byłej administracji Baracka Obamy, która była przeciwna decyzji o Brexicie.

Przedstawiciel Białego Domu podkreślił, że to do konkretnego kraju należy decyzja o pozostaniu w Unii lub o jej opuszczeniu, a USA nie powinny się w to mieszać. Urzędnik dodał, że podczas gdy USA będą dążyły do współpracy z Unią w już istniejących obszarach, nie zamierzają starać się o wzmocnienie UE, aby zapobiec jej dalszemu rozpadowi.

Trump podczas swej kampanii prezydenckiej chwalił referendum w sprawie Brexitu. W wywiadzie udzielonym tuż przed zaprzysiężeniem przewidywał, że Brexit stanie się wielkim sukcesem Wielkiej Brytanii i określił UE jako instrument niemieckiej dominacji. Do tego wywiadu nawiązał w piątek rzecznik MSZ Niemiec, przypominając, że zawierał on krytyczne uwagi pod adresem Brukseli.

"Powtarzam raz po raz, że nie mamy jeszcze całkowitej pewności co do tego, jakie stanowisko zajmie ostatecznie nowa amerykańska administracja w kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, a także polityki handlowej" - powiedział Schaefer, proszony przez dziennikarzy o potwierdzenie faktu spotkania ambasadora Wittiga z Bannonem.

"Jesteśmy zainteresowani tym, by utrzymywać kontakty z ważnymi postaciami wolno powstającej administracji, by móc przedstawić im nasze opinie i stanowiska oraz prowadzić z nimi dialog" - powiedział rzecznik. "Nie zamierzam rozwodzić się o poszczególnych rozmowach na szczeblu roboczym, czy też komentować spotkań pomiędzy naszym ambasadorem a przedstawicielami Białego Domu. Dlatego nie chciałbym potwierdzać (tego spotkania)" - zastrzegł Schaefer.

Rzecznik MSZ dodał, że Niemcy "nie unikają spotkań także z osobami, co do których można przyjąć, że w pewnych sprawach reprezentują inne stanowisko niż my".