Myślę, że to, co dziś obserwujemy w wielu krajach rozwiniętych, jest sprzeciwem wobec szczególnej, skrajnej wersji liberalizmu – takiego, który domaga się wymazania wszelkich arbitralnych ograniczeń narzuconych nam z góry, czy to przez władzę polityczną, czy to przez naturę i kulturę. Stoi za tym indywidualistyczna koncepcja wolności sprowadzająca się do wyzwolenia ludzi od uwarunkowań miejsca, historii, a nawet tożsamości. Na poziomie jednostkowym dotyczy to zastanych przez nas obowiązków, zależności i relacji wynikających z tradycji, zwyczajów, ugruntowanych norm społecznych i przynależności grupowych. Liberalizm uznaje je za nieracjonalne obciążenia ograniczające nasze pole wyboru. Jaskrawy wyraz tego przekonania widać obecnie zwłaszcza w zacieraniu granic dotyczących płci i seksualności, redefinicji rodziny, przymiarkach do zaprzęgnięcia nauki i technologii do ingerencji w cechy genetyczne dzieci czy nawet badaniach nad możliwościami reprodukcji z pominięciem „tradycyjnej” biologii człowieka. Na poziomie państw obalanie granic odnosi się zaś m.in. do stopniowego przekazywania kompetencji na poziom ponadnarodowy – jak w przypadku Unii Europejskiej – oraz znaczącego poluzowania polityki imigracyjnej. Wszystkie wspólne dziedziny życia – polityka, ekonomia, edukacja czy technologia – zostały przemodelowane w imię rozszerzania sfery wolności jednostki. Głęboki kryzys przeżywany przez społeczeństwa zachodnie jest po prostu naturalnym efektem spełnienia przez liberalizm jego fundamentalnych obietnic.
Tak, uważam, że w tę filozofię wpisana jest pewna wewnętrzna logika, której negatywne konsekwencje i sprzeczności stały się dziś ewidentne. Paradoksalnie powodzenie liberalizmu jako projektu politycznego i społecznego jednocześnie jest zatem źródłem jego porażki, która przejawia się w masowym niezadowoleniu z układu politycznego oraz porządków ekonomicznych. Widać to po powszechnym braku zaufania obywateli do instytucji publicznych, alienacji, a także nasilającej się kontestacji całego establishmentu. Niekiedy odpowiedź na coraz bardziej opresyjny porządek liberalny przybiera formy nieliberalne oraz wiąże się z przyzwoleniem na zapędy autorytarne i polityczną zgodą na różne formy nietolerancji.
