Holandia, Niemcy i Luksemburg – do tych trzech krajów trafia ponad połowa dywidend, jakie krajowe spółki wypłacają swoim zagranicznym właścicielom. Z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że inwestorzy z tych państw w ubiegłym roku otrzymali z tego tytułu niemal 4,5 mld euro, o prawie 200 mln euro mniej niż rok wcześniej. Te trzy kraje są również na czele pod względem ogólnej kwoty dochodów zagranicznych inwestorów bezpośrednich w Polsce. Przypadło na nie 9,8 mld euro – dokładnie połowa ogólnej kwoty wypracowanej przez krajowe firmy. Obejmuje ona nie tylko dywidendy, ale także odsetki od pożyczek udzielonych polskim spółkom przez zagraniczne spółki matki. Ostatnią częścią dochodów są reinwestowane zyski – chodzi o tę część wyniku krajowego przedsiębiorstwa, która nie zostaje wytransferowana za granicę, a pozostaje w kraju, zasilając kapitały polskiej spółki córki międzynarodowej grupy.

Wartość reinwestowanych zysków w wielu branżach jest znacząco wyższa od dywidend. W przemyśle – który jest zarówno największym odbiorcą inwestycji bezpośrednich, jak i źródłem dochodów – zagraniczni inwestorzy otrzymali w 2017 r. niespełna 3,1 mld euro, a jednocześnie zdecydowali się pozostawić w kraju na dalszy rozwój prawie 3,7 mld euro. W handlu czy w sektorze finansowym różnica była mniejsza, ale i tu dywidendy były mniejsze niż reinwestowane zyski. W finansach takiej sytuacji sprzyjały ograniczenia w wypłacaniu dywidend narzucone przez Komisję Nadzoru Finansowego. KNF zależy na zwiększeniu kapitałów nadzorowanych instytucji, co ma sprzyjać ich stabilności.

Z danych Eurostatu wynika, że pod względem zyskowności inwestycji Polska należy do europejskich liderów. W ostatnich latach systematycznie wyprzedzały nas jedynie Czechy, gdzie z każdych 100 euro inwestycji międzynarodowe korporacje uzyskują 12–13 euro dochodu. W Polsce jest to ok. 10 euro. W latach 2015–2016 (dla roku ubiegłego danych jeszcze nie ma) wyższą rentowność – ok. 11 euro z zainwestowanej setki – dawały jeszcze inwestycje na Litwie.

Taka sytuacja nie dziwi. To efekt wysokiej zyskowności przedsiębiorstw, które korzystają z szybkiego tempa wzrostu gospodarczego. Inwestycje w gospodarkach rozwiniętych takich rezultatów nie dają. Właściciele spółek córek w Niemczech mogli w ostatnich latach liczyć na nieco ponad 4-proc. stopę zwrotu. W Stanach Zjednoczonych podobnie, choć tam można było zaobserwować tendencję spadkową.

Kraje o największych dochodach to także te, które mają u nas największe zaangażowanie. Wartość inwestycji bezpośrednich podmiotów z Holandii, Niemiec i Luksemburga w Polsce wyniosła w końcu ub.r. 100 mld euro (ogólna kwota inwestycji ze wszystkich krajów to prawie 200 mld euro). Wysoka pozycja Holandii i Luksemburga jest związana z ich korzystnymi z punktu widzenia międzynarodowych grup regulacjami podatkowymi. Wiele koncernów właśnie w tych krajach lokuje swoje europejskie siedziby i najpierw transferuje zyski tam, a dopiero później np. do Stanów Zjednoczonych czy do państw azjatyckich. Niskie podatki wykorzystują również duzi inwestorzy krajowi. Na przykład spółka Kulczyk Investments jest zarejestrowana w Luksemburgu, a LC Corp Leszka Czarneckiego – w Holandii.

Pod względem napływu inwestycji bezpośrednich do Polski liderem w 2017 r. były Niemcy (3 mld euro), które wyprzedziły Luksemburg (2,9 mld euro) i kolejny raj podatkowy – Cypr (1,4 mld euro). Na kolejnych miejscach znalazły się kraje, których ogólne kwoty zaangażowania są znacznie mniejsze – Austria oraz Węgry i Czechy.

Holandia znalazła się w gronie państw, które najwięcej kapitału wycofały – 1,7 mld euro. Można to wiązać ze sprzedażą serwisu Allegro, którego bezpośrednim właścicielem była właśnie firma z kraju tulipanów. Największy spadek (niemal 2 mld euro) odnotowano jednak w przypadku Włoch. To z kolei pokłosie odkupienia kontrolnego pakietu Banku Pekao od włoskiego UniCredit przez Powszechny Zakład Ubezpieczeń i Polski Fundusz Rozwoju. Trzecim krajem, który ograniczył inwestycje w Polsce, była Francja. To efekt sprzedaży spółek działających u nas poprzez koncern energetyczny EdF.

W jakie branże zagranica najchętniej inwestowała w minionym roku? Na pierwszym miejscu jest przetwórstwo przemysłowe – 3,7 mld euro. Mimo opuszczenia naszego rynku bankowego przez UniCredit napływ kapitału do sektora finansowego był najwyższy od 2012 r. – wyniósł 2,9 mld euro. Na trzecim miejscu znalazły się firmy zajmujące się działalnością związaną z informacją i telekomunikacją (1,7 mld euro). W związku z transakcjami EdF nastąpił odpływ kapitału z branży energetycznej. Najwięcej kapitału odpłynęło jednak z handlu – 1,3 mld euro. To pierwszy rok przynajmniej w tej dekadzie, kiedy zagraniczne sieci handlowe postanowiły ograniczyć obecność w Polsce.