Komisja zdecydowała, że poprawki nie będą uzasadniane.

Ze względu na olbrzymią liczbę poprawek wiceprzewodniczący komisji Janusz Szewczak (PiS) zgłosił wniosek, aby poprawek nie uzasadniać. Według niego w przeciwnym razie posiedzenie będzie musiało potrwać dwa dni. "Uzasadnienie często przeradza się w debatę polityczną, co nie jest pragmatyczne" - tłumaczył.

Krystyna Skowrońska (PO) złożyła wniosek przeciwny. Wyjaśniła, że jest szereg poprawek, które są potrzebne, są "wielomilionowe" i nie można ich głosować bez komentarza, czy uzasadnienia. "Jesteśmy za tym, aby w miarę oszczędnie była prowadzona debata (...), ale są poprawki, które wymagają debaty" - mówiła.

"Chcecie zrobić milczący Sejm?" - pytała.

Tadeusz Cymański (PiS) zaproponował, żeby przyjąć zasadę, zgodnie z którą poprawek nie będzie się uzasadniać, ale przewodniczący rozstrzygałby, czy nad niektórymi należałoby debatować.

Przewodniczący Komisji Andrzej Szlachta zaproponował, aby rozpatrzyć pierwsze trzydzieści poprawek i wtedy "podjąć decyzję dyscyplinującą".

Obecny na posiedzeniu wiceminister finansów Tomasz Robaczyński przedstawił ogólną opinię o poprawkach. Mówił, że wnioski dotyczące dochodów z VAT i ceł zakładałyby ich zwiększenie o 17,5 mld zł. Tymczasem parametry budżetowe nie uległy zmianie, więc nie ma podstaw do wzrostu wpływów z tego tytułu. Według Robaczyńskiego zwiększanie wielkości prognozowanych wpływów podatkowych nie ma uzasadnienia.

"Byłoby ryzyko niewykonania planowanej kwoty, co stanowiłoby ryzyko dla finansów publicznych" - tłumaczył.

Druga grupa poprawek, których resort finansów nie akceptuje dotyczy obsługi długu. Wiceminister zaznaczył, że wydatki te są traktowane priorytetowo, mają one charakter zdeterminowany.

Resort nie zgodził się też na zmniejszenie rezerwy celowej przeznaczonej na wydatki unijne. "Musimy być przygotowani na to, że w przypadku prawidłowej realizacji (...) harmonogramów, te środki będzie trzeba uruchomić" - tłumaczył wiceminister.

Dodał, że część poprawek nie ma podstawy prawnej, np. zmniejszenie środków na obronność.

Ministerstwo finansów przewiduje w projekcie, że dochody budżetu państwa wyniosą w przyszłym roku 387,6 mld zł, wydatki w kwocie 416,1 mld zł, co oznacza, że deficyt budżetu państwa będzie nie większy niż 28,5 mld zł. Natomiast deficyt sektora finansów publicznych (liczony według metodologii UE) ma wynieść 1,7 proc. PKB. Przygotowując projekt resort finansów założył, że PKB w ujęciu realnym wzrośnie o 3,8 proc., średnioroczna inflacja wyniesie 2,3 proc., przeciętny roczny fundusz wynagrodzeń w gospodarce narodowej oraz emerytur i rent wzrośnie nominalnie o 6 proc., a konsumpcja prywatna będzie wyższa o 5,9 proc.

Zgodnie z przyjętym przez sejmową komisję finansów harmonogramem prac nad budżetem 12 grudnia miałoby się odbyć drugie czytanie projektu budżetu na plenarnym posiedzeniu Sejmu. Następnego dnia, 13 grudnia, komisja finansów rozpatrywałaby poprawki zgłoszone w drugi czytaniu, a 14 grudnia br. odbyłoby się trzecie czytanie i przyjęcie ustawy budżetowej przez Sejm.

21 grudnia ustawa trafiłaby do Senatu, który miałby czas do 10 stycznia 2019 roku na zajęcie stanowiska. 15 stycznia 2019 roku komisja finansów rozpatrywałaby poprawki Senatu, a w dniach 16-18 stycznia 2019 roku nastąpiłoby rozpatrzenie poprawek Senatu na plenarnym posiedzeniu Sejmu.

22 stycznia 2019 roku ustawa budżetowa zostałaby przedłożona prezydentowi do podpisu. Prezydent, w myśl konstytucji, będzie miał 7 dni na podpisanie ustawy.

Parlament ma 4 miesiące na przedłożenie budżetu prezydentowi, licząc od momentu przekazania projektu przez rząd. Jeśli tego nie zrobi, prezydent ma prawo go rozwiązać. (PAP)

Autor: Marcin Musiał