Środowiska przesuwają się na pozycje bardziej ekstremalne. Po obu stronach barykady [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
19 stycznia 2019, 19:00
hejt
hejt/ShutterStock
Nauka, nie zna odpowiedzi na pytanie, jak długo język nienawiści zachowuje moc. Nie wiemy, po jakim czasie znikają jego ślady - z Mikołajem Winiewskim rozmawia Kacper Lesniewicz.
4101138-u748b0mikolaj20winiewskifot20materialy20prasowe20-p.jpg
Mikołaj Winiewski, adiunkt w Centrum Badań nad Uprzedzeniami na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, członek Instytutu Studiów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, a także affiliated assistant professor na University of Delaware

, adiunkt w Centrum Badań nad Uprzedzeniami na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, członek Instytutu Studiów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, a także affiliated assistant professor na University of Delaware: To zdarzenie wyjątkowe i jego przewidzenie było niemożliwe. Operowanie modelami naukowymi opartymi na statystyce, jakiekolwiek byśmy wzięli, nie pozwoli nam odgadnąć, jak ktoś postąpi w konkretnej sytuacji. To właśnie kluczowy problem w badaniach nad radykalizacją. Służby specjalne monitorują setki podejrzanych wytypowanych na podstawie różnych zmiennych, ale nie są w stanie przewidzieć, który z nich dokona aktu terroru. A są przecież jeszcze osoby, które mają poukładane życie, ale nagle dokonują zamachów. Proszę zwrócić uwagę, że rozmawiając np. o prawicowych ekstremistach, od razu zastanawiamy się, ilu członków liczą takie grupy w Polsce.

Właśnie. A ile z tych osób dokonuje przestępstwa motywowanego poglądami? Pewnie garstka. Co oznacza, że samo posiadanie takich poglądów nie przekłada się na czyny. Jeśli część społeczeństwa przejawia rasistowskie czy antysemickie postawy, nie znaczy to, że powinniśmy się spodziewać od razu ataków na tym tle. Na dodatek historia podpowiada nam, że w ekstremalnych sytuacjach wiele osób postępuje wbrew swoim nastawieniom. Weźmy Zofię Kossak-Szczucką, której antysemityzm był przed wojną powszechnie znany. Ale jednak podczas niemieckiej okupacji zachowała się niezgodnie z wcześniejszymi poglądami – ratowała Żydów, choć ryzykowała życiem. Amerykański socjolog Samuel Oliner, który przeżył wojnę ukrywany przez polską rodzinę, przeprowadził największe w Europie badania dotyczące ludzi pomagającym Żydom. Przyglądał się wielu czynnikom, takim jak wyznawane wartości, skłonność do współczucia, postawy wobec Żydów czy przedwojenne relacje z nimi, ale nie znalazł jednej odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Wyniki te dodatkowo sugerują, że przewidzenie zachowania ludzi na podstawie wcześniejszych postaw jest zadaniem bardzo karkołomnym. Oczywiście nie chcę w ten sposób powiedzieć, że hejt, z którym się teraz mierzymy, nie jest problemem, ale chcę zwrócić uwagę na to, z jak trudną materią mamy do czynienia.

Pewnie dopiero za kilkanaście lat będziemy mogli uchwycić mechanizm, który zadziałał. Ale myślę, że warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Nasze badania na temat mowy nienawiści pokazują, że poziom publicznego przyzwolenia szybko rośnie. Na przykład mówienie o muzułmanach, że to tchórze, którzy mordują kobiety i dzieci, w 2014 r. było uznawane za obraźliwe przez 60 proc. Polaków, podczas gdy w 2016 r. wskaźnik ten spadł do 46 proc.

Język wobec uchodźców zmienił się błyskawicznie, rozlewając się szeroko – w kręgu oddziaływania znalazł się islam, muzułmanie i Żydzi. 10 lat wcześniej taki język nie występował w obrębie debaty publicznej. W tamtym okresie mieliśmy uchodźców, którzy byli naszymi idolami. Świetnym przykładem jest zawodnik MMA Mamed Chalidow – Czeczen, muzułmanin, sportowiec, nasza duma. I nadszedł 2016 r. – Chalidow nagle spotkał się z falą hejtu, bo wytknął nam uprzedzenia wobec imigrantów. W uruchomieniu procesu niechęci do innych duży udział mieli politycy partii rządzącej, którzy w ramach politycznej walki posługiwali się tematem uchodźców z cynicznym wyrachowaniem. Jak pomyślimy o grupach, które w historycznej perspektywie były poniżane i wokół których tworzone były negatywne stereotypy, to ta historia nie wróży niczego dobrego. Bardzo często przemoc eskaluje i po napaściach werbalnych następują fizyczne.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj