Bezgraniczna wiara w Amerykę [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
3 lutego 2019, 08:01
polska-usa
polska-usa/ShutterStock
Niccolò Machiavelli, twórca współczesnej myśli państwowej, zalecał zawieranie sojuszy. Ale ostrzegał przed aliansami, w których państwo słabsze uzależnia się od silniejszego. Jeśli jednak taki sojusz, pisał, jest konieczny, należy opanować sztukę dbania o własne interesy. Bo bez klarownego wyznaczenia granic słabszy traci, zdaniem renesansowego teoretyka, podmiotowość i staje się wasalem silniejszego. W dodatku patron zawsze może „przehandlować” interesy protegowanego na rzecz porozumienia ze wspólnym adwersarzem.

Historia Polski od odzyskania niepodległości ponad wiek temu jest dobrą ilustracją tez Machiavellego. A mimo to nasza dyplomacja uporczywie trzyma się paradygmatu, by podstawowe interesy kraju zawierzyć dobrej woli zaprzyjaźnionego mocarstwa. Dziś strategia Warszawy polega na pokazaniu USA, że jesteśmy najwierniejszym sojusznikiem – dzięki temu Waszyngton ma uruchomić u nas stałą bazę wojskową. Co – cel ten jest przedmiotem konsensusu wszystkich odpowiedzialnych sił politycznych – zapewni nam bezpieczeństwo. Jednak wiara, że sojusznik nas ochroni, w przeszłości wielokrotnie okazywała się płonna – i podobnie może się stać w przyszłości.

Jesteśmy dostatecznie dużym oraz ważnym państwem, by stać nas było na kreatywną politykę zagraniczną, ambitniejszą niż powielanie działań Białego Domu.

Polska nigdy nie miała szczęścia do sojuszy. W okresie międzywojennym byliśmy związani paktem wojskowym z Francją oraz Wielką Brytanią, ale w godzinie próby, we wrześniu 1939 r., Paryż i Londyn nie wsparły nas militarnie. Pod koniec wojny zachodni alianci zdradzili nasze interesy w Jałcie i w końcu zgodzili się na nasze pozostanie w sowieckiej strefie wpływów. W okresie komunistycznym trudno mówić o sojuszu ze Związkiem Sowieckim, bo Polska była pozbawiona suwerenności. Ale warto pamiętać, że Zachód, włącznie z USA, nie uznawał granicy na Odrze i Nysie aż do momentu, gdy zgodziła się na nią Federalna Republika Niemiec w grudniu 1970 r. Po 1989 r. nowa Polska przeorientowała się na zbliżenie ze Stanami. Innego wyboru nie było – osłabiona Rosja wycofała się, ale było jasne, że przy pierwszej okazji będzie poszerzać wpływy w swoim, jak to ujmuje, bliskim sąsiedztwie. I tak też się stało po dojściu do władzy Władimira Putina.

W interesie Polski i kontynentu jest utrzymanie obecności USA w Europie i kontynuacja amerykańskiej inwestycji w tutejsze bezpieczeństwo. Ale to też żywotne interesy Waszyngtonu.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj