Uczestniczka protestu przed TVP: Dziennikarze zrobili z nas bydlęta, a rządowa telewizja poczuła krew [ROZMOWA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 lutego 2019, 06:30
Iwona Wyszogrodzka, fot. Maksymilian Rigamonti
Iwona Wyszogrodzka, fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
Magdalenie Ogórek nie stało się nic złego. Zadbała, by mieć dobry, czysty kadr i filmowała akcję zza opuszczonej szyby. Aż do niecierpliwej uwagi policjanta, który zażądał, żeby jechała zamiast filmować, skoro protestujący się rozstąpili - mówi Iwona Wyszogrodzka, Obywatelka RP i uczestniczka kontrowersyjnego protestu przed TVP, w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Wiosną 2016 r. Ewa Borguńska...

Tak. Byłyśmy tam obie. Ale wtedy, wiosną 2016 r., Ewa mówiła o tym, że wiele problemów kobiet we współczesnym świecie związanych jest z tym, że odbiera się im godność, i że trzeba coś z tym zrobić. Na początku tego nie rozumiałam. Nie widziałam prawdziwej skali fizycznej i instytucjonalnej przemocy. Marsz Godności odbył się w czerwcu 2016 r. A ja poznałam kilkanaście organizacji kobiecych walczących o prawa Polek. Rok później szłam Krakowskim Przedmieściem. Przechodziłam obok trójki ludzi, dwie kobiety i mężczyzna. Facet darł się na jedną z nich, że jest głupią k... i że jej wyje..., a druga go uspokajała, jakby było oczywiste, że całą tę złość musi wziąć na siebie. Potem dalej w ogródku kawiarnianym para, mężczyzna coś macha przed twarzą kobiety, coś do niej syczy, ta odwraca wzrok, przygina się i udaje, że są cały czas na miłej kawie, że jest wszystko w porządku, słońce, Krakowskie Przedmieście. A grupa mężczyzn z zakładu karnego rozkładała barierki na miesięcznicę smoleńską i usłyszałam, że mnie chętnie wyr…ą. I wie pani, wtedy zaczęłam jeszcze raz myśleć o godności. Kiedyś to słowo było dla mnie dość egzotyczne. Śmieszne nawet. Myślałam: przecież wszystko ode mnie zależy.

Chyba miałam cywilną odwagę, ale poza tym byłam zwyczajnym lemingiem. Mówię to, bo takich ludzi, którzy nie interesują się polityką, jest w Polsce większość. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. Wtedy wydawało mi się, że wszystko się super rozwija, że każdy może brać swój los we własne ręce. Cały czas miałam przekonanie o własnym sprawstwie. Wychowywałam dziecko, pracowałam do nocy. A kiedy świat mi się nie słał u stóp, to byłam pewna, że to moja wina, bo się niewystarczająco staram. Przez lata byłam przekonana, że zrzucanie czegoś na system to pozbawianie siebie odpowiedzialności za własne życie.

Więcej, dopiero jakiś rok temu. Pod wpływem rozmów z młodymi ludźmi na temat sprawiedliwości społecznej.

Socjalizująca raczej. Jest jej coraz więcej. To są ludzie, którzy wierzą w opiekę socjalną, w pomoc ludziom, którzy sami sobie nie dają rady.

I dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Ile razy ja to słyszałam na miesięcznicach smoleńskich.

Naprawdę tak chce pani ze mną rozmawiać?

>>> Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na eDGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj