Pytanie zazwyczaj budzi konsternację, z czego można wnosić, że w Polsce – wyjąwszy wąski sektor największych korporacji – ludzie niewiele zastanawiają się nad .
Jedni zbywają więc pytanie żartem. Najlepszy, jaki usłyszałem, pochodził od byłego redaktora naczelnego dużego medium publicznego, który powiedział: „Mój ? To proste. Wszedłem do gabinetu i powiedziałem sekretarce, że pod żadnym pozorem ma nikogo nie łączyć”. Inna częsta reakcja to znów nerwowe chwytanie się banału: „Staram się być otwarty dla moich pracowników” albo „Może i jestem wymagający, ale wymagam również od siebie”. Jeszcze inni sądzą, że pytanie o styl przywództwa jest jakimś rodzajem perfidnej prowokacji, więc ucinają krótko: „Jestem szefem, to szefuję, wielka mi filozofia”, po czym oddalają się głęboko dotknięci.
Tymczasem w pytaniu o styl zarządzania nie ma żadnej prowokacji ani nawet próby oceniania kogokolwiek. Raczej ciekawość.
>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.
>>> Czytaj też:Masz szefa narcyza? Nie martw się, to może mieć swoje plusy
