Z szacunków organizacji petrochemicznych wynika, że w środę przed południem na około 2800 ze wszystkich 3000 stacji paliw w Portugalii panowały niedobory produktów paliwowych. Na tysiącu z nich nie można było kupić żadnego rodzaju paliwa.

Eksperci wskazują, że prowadzony przez 800 kierowców strajk może doprowadzić do całkowitego paraliżu kraju. Choć rząd Antonia Costy przystąpił w poniedziałek do negocjacji, ale rozmowy te są dalekie od osiągnięcia kompromisu.

We wtorek wieczorem socjalistyczny gabinet Costy ogłosił alert dla obrony cywilnej, która wspierana przez wojsko ma zapewnić dostawy paliw na stacje w aglomeracjach Lizbony oraz Porto.

Zdaniem lizbońskiego ekonomisty Miguela Monteiro strajkujący wybrali bardzo niekorzystny dla mieszkańców Portugalii okres przedświąteczny, kiedy wiele osób udaje się w swoje rodzinne strony.

“Dostarczanie paliw do głównych ośrodków miejskich na okres świąteczny to niewystarczające działanie. Większość Portugalczyków bowiem podróżuje wówczas po kraju, udając się szczególnie na prowincję” - powiedział PAP Miguel Monteiro.

Ekonomista wskazuje, że strajk dostawców paliw zbiega się z protestami prowadzonymi przez pielęgniarki i nauczycieli. “To forma szantażu wobec rządu przed październikowymi wyborami do parlamentu. Wiele grup zawodowych próbuje teraz coś ugrać” - uważa Monteiro.

Głównym powodem strajku kierowców jest żądanie poprawy warunków pracy oraz kilkuprocentowych podwyżek płac do poziomu przekraczającego 1400 euro brutto. Protest ma być prowadzony do skutku.

Według Pedro Henriquesa, wiceprzewodniczącego Krajowego Syndykatu Przewoźników Substancji Niebezpiecznych (SNMMP), organizatora protestu, strajkujący domagają się też od rządu wpisania do ustawodawstwa nowej kategorii pracowników – kierowców przewożących substancje toksyczne. “W obecnych przepisach figurujemy jedynie jako kierowcy pojazdów ciężarowych” - dodał Henriques.

>>> Czytaj też: W Niemczech mieszka już 11 mln obcokrajowców. To ziemia obiecana dla migrantów