Ci, którzy nie głosują na Prawo i Sprawiedliwość, postrzegają moją partię jako groteskę, taką siermięgę, koturnowych, starych facetów. To się nadaje do omemowania, obśmiania, nie do budowania przeciw nam barykad, ewidentnie.
Mogę opowiedzieć historię?
Jestem posłem debiutantem, pierwsze wyjazdowe posiedzenie klubu w Jachrance, nie byłbym sobą, gdybym nie zabrał głosu.
Że są dwie grupy pokoleniowe, które musimy zagospodarować – młodzież i dzieci wojny, czyli seniorów, których dzieciństwo przypadło na lata II wojny światowej. Wszyscy zaczęli pytać, kim jest ten Kurzępa, co to za no name, co on gada. Prezes powiedział: „Ma profesor rację, tylko kto to zrobi?”. Dziś, po trzech latach, sam obrabiam te dwie grządki – z jednej strony młodzież, z drugiej – organizuję kongresy dzieci wojny.
Jesteśmy dla was nieco zabawni, może nawet groteskowi, nie udajemy nowoczesnych? Dobrze, ale jesteśmy za to wiarygodni i robimy to, co mówimy. Sprawdźcie to.
?
Nie, ale dlatego że prócz deklaracji robią coś dla młodych, choćby zwalniają ich z PIT. Poza tym organizują spotkania młodych liderów, przez które przewalają się dziesiątki młodych ludzi, i oni widzą, że politycy PiS, którzy się tam pojawiają, są całkiem normalni. Druga rzecz – wystarczy spojrzeć na pokolenie wiceministrów, czyli 20-, 30-latków, które przebojem wdziera się na salony. Ja oczywiście jestem wkurzony, bo myślałem, że to mój czas, ale ja mam czas, ja poczekam… (śmiech).
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
