Niemiecka prasa różnie ocenia we wtorek próby sparaliżowania komunikacji w Berlinie przez aktywistów grupy Extinction Rebellion (XR), która domaga się większego zaangażowania rządu RFN w ochronę klimatu.

"Czy to w ogóle cokolwiek daje?" - pyta skrajnie lewicowy dziennik "Tageszeitung" i sam udziela odpowiedzi: "Daje, ponieważ to działa. Ktoś, kto ocenia jakiś ruch na podstawie tego, jak są politycznie, ekonomicznie, czy demokratycznie realistyczne jego postulaty, ten myśli w sposób ahistoryczny. To jest psi obowiązek ruchów społecznych być tak radykalnie idealistycznymi, jak Extinction Rebellion".

Gazeta tłumaczy, że kiedy pewne komunikaty, hasła i opinie zaczynają krążyć w przestrzeni publicznej, to przenikają do umysłów i zmieniają kierunek debaty publicznej. "Coś nierealistycznego staje się realistyczne. Niemożliwe staje się możliwe" - przekonuje "TAZ".

Wtóruje mu lewicowo-liberalny "Sueddeutsche Zeitung". "Na szczęście ten protest przeciwko spowodowanemu przez człowieka wymieraniu gatunków łączy w sobie gniew i radykalizm na poziomie diagnozy i uprzejmość w formie. Łączy starszych z młodymi, zawodowych aktywistów z tymi, którzy po raz pierwszy zdecydowali się wyjść na ulicę" - uważa monachijski dziennik i z ulgą zauważa, że władze nie decydują się na usuwanie siłą uczestników demonstracji, którzy "nieznacznie przekraczają reguły".

"Jeśli będzie tak przez cały tydzień, będzie to oznaką demokratycznej dojrzałości obu stron. Choć zapewne niektórzy rebelianci mogą być rozczarowani, że nie wylądowali w więzieniu" - konkluduje "SZ".

Zupełnie inaczej ocenia sytuację naczelny prawicowego dziennika "Die Welt" Ulf Poschardt. W artykule pt. "Obłęd zaczął się radykalizować" alarmuje, że przesuwanie zasad praworządności, czy to przez bojkotowanie obowiązku szkolnego, czy przez niszczenie mienia, podkopuje fundamenty, na których opiera się społeczeństwo.

"Założyciel ruchu z zadziwiającą szczerością powiedział kiedyś, że demokratyczna legitymacja procesów społecznych jest dla niego mniej ważna, niż jego własny moralny sąd na ich temat. Kalwińska część Niemiec chętnie słucha czegoś takiego. (...) Wiadomo jednak, że łamanie prawa jest oznaką radykalizacji. Radykalizacja obłędu odsłania prawdziwą, nietolerancyjną istotę tej sekty" - ocenia Poschardt.

Naczelny "Die Welt" nie jest osamotniony w określaniu XR mianem sekty. W niedzielę na Twitterze napisała w ten sposób również jednak z założycielek partii Zielonych w Niemczech Jutta Ditfurth. "Extinction Rebellion to ezoteryczna sekta, która wierzy w rychłą apokalipsę, zniszczenie ludzkości i zaleca samoofiarowanie. Wzbudza emocje, które zagłuszają rozsądek. Ideologicznie nawiązuje do Gandhiego, dla którego zgwałcone kobiety przestawały być ludźmi, a w 1938 roku nawoływał Żydów w Niemczech (...), by popełnili zbiorowe samobójstwo" - przypomina polityk.

W poniedziałek około 3 tys. aktywistów grupy Extinction Rebellion, której zdaniem działania człowieka powodują masowe wymieranie gatunków na Ziemi, blokowało rondo wokół Kolumny Zwycięstwa (Siegessaeule) i Plac Poczdamski w Berlinie. Akcje XR w stolicy Niemiec mają potrwać do niedzieli.

>>> Czytaj też: Tytoniowe wymieranie. Rolnikom już nie opłacają się uprawy