Prezes Krajowej Unii Producentów Soków (KUPS) przypomniał że z inicjatywy ministerstwa rolnictwa zostały podjęte prace nad nowelizację dwóch ustaw - o organizacji niektórych rynków rolnych oraz o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolno-spożywczymi. Dodał, że rząd skierował ten projekt do notyfikacji w KE i jest duże prawdopodobieństwo, że w nowej kadencji Sejmu zostanie przedstawiony bez większych zmian.

"Naszym zdaniem projekt nie bierze pod uwagę zasad wolnego rynku i struktury polskiego sadownictwa. Jego wdrożenie w takiej postaci jest obarczone bardzo dużym ryzykiem doprowadzenia do bardzo znacznego ograniczenia produkcji owoców i przetwórstwa w Polsce" - powiedział Pawlak podczas niedawnej konferencji Sady i Ogrody. Dodał, że żadne państwo europejskie nie zdecydowało się na wprowadzenia tak daleko idących regulacji.

Zdaniem Pawlaka, w podtekście tych przepisów było "żeby jakoś załatwić problem cen". W ubiegłym roku ceny skupu m.in. jabłek były bardzo niskie.

Prezes KUPS zwrócił uwagę, że odgórnie zagwarantowanie opłacalnych cen dla producentów niesie za sobą ryzyko. W projekcie zakłada się, że ceny referencyjne na dany sezon miałby określać raz w roku minister rolnictwa. "Taki zapis narusza swobodę umów, może wprowadzać duże zakłócenia na rynku i będzie sprzyjał importerom produktów rolnych" - zaznaczył Pawlak. Ponadto może powstać problem nie kontrolowanych nasadzeń, bo jeżeli rolnicy uzyskają gwarancję, że sprzedadzą za przyzwoitą cenę, gwarantującą opłacalność, to pewnie zwiększą produkcję. Wówczas może być nadprodukcja i jeszcze większe problemy ze zbytem - argumentował.

Reklama

Zaznaczył, że w Polsce nie ma sadów przemysłowych, a do przetwórstwa są sprzedawane gorszej jakości jabłka deserowe. Choć każdy z sadowników chciałby jak najwięcej owoców sprzedać jako jabłka deserowe, to faktycznie do przetwórstwa trafia 50-70 proc. wyprodukowanych jabłek. Natomiast w innych krajach odpady z sadów deserowych wynoszą do 20 proc. produkcji. Ta statystyka oznacza, że sadownicy powinni się specjalizować - stwierdził Pawlak.

Prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski odnosząc się do wypowiedzi Pawlaka poinformował, że jego organizacja od lat starała się o wprowadzanie takich regulacji. "Obserwujemy, że z przetwórstwem nie ma żadnego partnerstwa, nie tylko w Polsce, ale w wielu innych krajach. Ten problem podnoszony był także na forum KE" - zauważył. Jak mówił, urzędnicy w KE doszli do wniosku, że udział ceny, która otrzymuje rolnik za produkt, w produkcie finalnym nie rośnie, a najczęściej spada. Konsument płaci za produkt coraz więcej, a rolnik dostaje za produkt coraz mniej. Dlatego unijne przepisy (rozporządzenie 1308) zalecają, żeby tam, gdzie nie ma powiązań kapitałowych rolnika z przemysłem, wprowadzenie określonych rozwiązań m.in. wprowadzenia umów dostaw zawierających ilość produktu, jego jakość i cenę.

Zdaniem Maliszewskiego, rynek ten jest od lat nieuregulowany i mogą się zdarzać zmowy cenowe, gdy zakłady przetwórcze tego samego dnia obniżają cenę. "Rozwiązanie, które byłoby korzystne dla uregulowania tego rynku, a nie tylko wyznaczenia ceny minimalnej, jest stworzenie prawdziwych długofalowych relacji w postaci umów kontraktacyjnych" - podkreślił szef sadowników. Ponieważ nie ma możliwości negocjacji cen, bo pojedyncze gospodarstwa, a nawet grupy producenckie, nie są partnerem dla zakładów przetwórczych, niejako Związek "wymusił", żeby narzucić jakiś poziom cen, który byłby zawarty w tych umowach - tłumaczył.

Jak mówił Maliszewski, ten projekt, który trafił do Sejmu zawiera wiele błędów, ale mimo wszystko Związek uznał, że skoro poglądy w tej sprawie ścierają się, to dobrze by taki projekt został przedyskutowany w Sejmie, aby wypracować dobre rozwiązania. "Obecna sytuacja sadowników jest bardzo zła" - ocenił prezes. Podkreślił, że chodzi także, by za pomocą takich umów określić pewien wolumen produkcji wynikający z zapotrzebowania światowego rynku na ten produkt. "Ten system nie spowodowałby lawinowego nasadzania owoców, tylko uregulowanie produkcji w dłuższym okresie" - przekonywał.

Choć rząd przekazał projekt do prac sejmowych, nie było jeszcze pierwszego czytania. Jeżeli rząd nie skieruje go ponownie do Sejmu, to zostanie on złożony jako projekt poselski - zapowiedział Maliszewski. (PAP)

autor: Anna Wysoczańska