Właśnie wygasł termin oddania przez Wielką Brytanię archipelagu Czagos rządowi Mauritiusa, do czego walne zgromadzenie ONZ zobowiązało Londyn w maju bieżącego roku. ONZ stwierdziła, że dekolonizacja Mauritiusa nie została przeprowadzona w sposób zgodny z prawem do samostanowienia i że w związku z tym dalsza administracja stanowi działanie niezgodne z prawem.

Brytyjczycy nie mają najmniejszej ochoty, by wypełnić wolę Narodów Zjednoczonych. Arcyważny strategicznie atol znajduje się w brytyjskim posiadaniu od roku 1814, a od lat 60-tych ubiegłego wieku znajduje się na nim baza wojskowa pełniąca poczesną rolę w amerykańskim systemie bezpieczeństwa.

Brytyjskie Terytorium Oceanu Indyjskiego utworzono w roku 1965. Obejmowało wyspy Czagos (archipelag ten był częścią brytyjskiego Mauritiusa) oraz wyspy wyłączone z terytorium Seszeli – Aldabrę, Farquhar i Desroches. W samym środku zimnej wojny Brytyjczycy podpisali pięćdziesięcioletnią umowę z USA (potem jeszcze przedłużoną), która była podstawą dla założenia wspólnej bazy wojskowej. Na miejsce jej siedziby wyznaczono wyspę Diego Garcia - największą z tworzących archipelag. Mauritius za wyrażenie zgody na tę umowę otrzymał kwotę 3 milionów funtów.

>>> Czytaj też: Brexit wystraszył Polaków? 100 tys. osób wróciło do Polski

Czagos strategiczne

Strategicznie zlokalizowana Diego Garcia stała się ważnym punktem na mapie amerykańskich wojen – z Irakiem oraz talibańskim Afganistanem. Ten „niezatapialny lotniskowiec” pełni poczesną rolę w amerykańskim systemie bezpieczeństwa. To stąd wylatywały amerykańskie samoloty na misje bombowe nad Kandaharem i Bagdadem. Baza ma zdolność obsługi bombowców B2 zdolnych do przenoszenia broni jądrowej. Obsługiwana przez ponad 1000 amerykańskich żołnierzy i marynarzy, jest domem dla jankeskiej marynarki wojennej, sił powietrznych, a także NASA. Zlokalizowany nań olbrzymi pas startowy o długości prawie 6,5 kilometra jest zdolny do przyjmowania lądujących wahadłowców. Pełni jednocześnie rolę lądowiska dla samolotów wypełniających misje nad Azją (także nad Morzem Południowochińskim). Dodatkowo jest jedną z zaledwie kilku baz wojskowych odpowiedzialnych za sprawne działanie systemu GPS.

Ten medal ma jednak drugą, ciemniejszą stronę. Za budowę bazy wysoką cenę zapłaciła miejscowa ludność. 1500 mieszkańców w latach 1967-73 zostało przymusowo repatriowanych na Mauritius. Dopiero niedawno otrzymali oni brytyjskie obywatelstwo, a rząd Wielkiej Brytanii przeprosił wyspiarzy za przymusowe przesiedlenia.

Czagos zawsze brytyjskie?

Dlaczego brytyjscy politycy nie chcą oddać wysp? Po pierwsze twierdzą oni, że Mauritus nigdy nie sprawował suwerennych rządów nad tymi terytoriami i nie uznają jego żądań za zasadne. Po drugie, oddanie Czagos mogłoby być odebrane jako znak słabości Zjednoczonego Królestwa, co byłoby niekorzystnym pod wieloma względami sygnałem wysłanym w świat, szczególnie wobec zakusów hiszpańskiego rządu wobec Gibraltaru. Po trzecie, atrakcyjne położenie militarne wyspy położonej w pół drogi pomiędzy wybrzeżem Afryki a Indonezją zwiększa wojskowe możliwości Londynu. Oczywiście Wielka Brytania nie ma mandatu do zajmowania pozycji międzynarodowego żandarma, co wytykają Londynowi krytycy. Podkreślają, że – wedle art. 24 Karty Narodów Zjednoczonych - zadanie utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa leży w gestii Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych. A Wielka Brytania jest sygnatariuszem i jednym ze współtwórców Karty Narodów Zjednoczonych. Jednak Czagos jest położone w tak ważnym strategicznie miejscu, że żaden szanujący się brytyjski polityk nie przyłoży ręki do utraty jego terytorium. Być może prócz przywódcy Partii Pracy, Jeremy’ego Corbyna, który stwierdził, że oddanie atolu stanowi wyznacznik stosowania przez Wielką Brytanie prawa międzynarodowego.

Przekroczenie terminu wyznaczonego Wielkiej Brytanii przez ONZ na przekazanie wysp nie niesie ze sobą żadnych sankcji. Zgromadzenie ONZ nie przewidziało kar za ignorowanie swoich decyzji. Jeśli jakiekolwiek sankcje zostaną nałożone, nie stanie się to od razu, a jeśli już, to nie będą one szczególnie dotkliwe.

Premier Mauritiusa Pravind Jugnauth nazwał Wielką Brytanie „nielegalnym kolonialnym okupantem”. Z kolei brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Narodów wydało oświadczenie, w którym stwierdza, że jest gotowe oddać Mauritiusowi sporne wyspy. W dokumencie zaznaczono jednak, że dojdzie do tego dopiero wówczas, kiedy te nie będą już strategicznie ważne dla celów obronnych. Kiedy to nastąpi? Nie wiadomo.

>>> Czytaj też: Brexit: Brytyjczycy nie przejmują się losem Irlandii Północnej [SONDAŻ]

Autor: Tomasz Dzbeński