Macierzysta firma Astona Martina chce w nowym roku przejąć kolejnych pasażerów, którzy zdecydują się na samochody luksusowe. Marka staje bowiem na rozdrożu.

Reputacja Andy'ego Palmera, dyrektora firmy, zależy w dużej mierze od przywrócenia wartości rynkowej firmie Aston Martin Lagonda Global Holdings z powrotem do poziomu 4,3 mld funtów, które notowano w roku poprzednim z 1,2 mld funtów obecnie. Jedynym możliwym sposobem na osiągnięcie tego jest odniesienie ogromnego sukcesu w przyszłym roku. Firma chce go osiągnąć przez wprowadzenie na rynek luksusowego pojazdu sportowo-użytkowego DBX.

Zgodnie ze strategią Palmera, DBX miał być zaledwie jednym z siedmiu modeli, które pomogą ożywić firmę. Ale niska sprzedaż obecnie dostępnych modeli sprawiła, że plany trzeba było zmienić. Ceny używanych astonów spadają, jak donosi Goldman Sachs, co oznacza, że popyt na nowe może się zmniejszyć. Tymczasem firma może pożyczać gotówkę tylko według karnych stóp procentowych: zadłużenie netto na koniec roku ma wynieść ok. 800 mln funtów.

Wszystko to znaczy, że debiut DBX jest dla firmy Palmera sytuacją przełomową.

Idealnie byłoby, gdyby Aston mógł zgłaszać wcześniej zamówienia, a następnie realizować dostawy bez opóźnień i problemów z produkcją. Na pewno pomogłoby to ponieść ceny akcji i umożliwiłoby gromadzenie środków pieniężnych przez sprzedaż mniejszych udziałów niż to konieczne przy obecnej wycenie.

Ale czekanie na ten najlepszy scenariusz pozostawia Palmera w roli zakładnika fortuny. Rywale tacy jak Bentley, Porsche czy Lamborghini oferowali luksusowe SUV-y w cenie niższej niż zakłada się, że będzie kosztował DBX. Brexit też może skomplikować tę sytuację: Aston musi przyspieszyć przygotowania do destrukcyjnego wyjazdu z Europy, a wszelkie korzyści wynikające ze zwiększenia przejrzystości politycznej najprawdopodobniej osłabi związany z tym wzrost kursu funta szterlinga.

Kiepski odbiór DBX-a może utrudnić Astonowi pozyskiwanie kapitału i obsługę ciążącego mu zadłużenia. Roztropny zespół zarządzający firmą zapewne zgromadziłby kapitał prędzej niż później na przestrzeni 2020 roku, dając obecnym akcjonariuszom prawo do pierwszej odmowy zakupu nowych akcji. Co ciekawe, firma niedawno potwierdziła, że rozmawia z potencjalnymi nowymi inwestorami, zaś według najnowszych doniesień, Lawrence Stroll, potentat w branży wyścigów samochodowych, był zainteresowany objęciem dużej części udziałów.

Palmer został zmuszony do ryzykowania i niemal hazardowej gry tylko jednym bardzo drogim modelem samochodu i szybko powinno się wyjaśnić, czy ta gra się opłaci. Obecny bilans ryzyka i korzyści może być taki, że nowi inwestorzy chętnie zapewnią Astonowi kapitał. Biorąc pod uwagę, że ta sytuacja może nie trwać wiecznie, Palmer nie powinien się wahać.

>>> Czytaj też: Nawet 20 tys. euro kary za spaliny? Przyszłość SUV-ów we Francji rysuje się czarno