Dyplomaci mówią dziś o narastającej złości na zachowanie Chin w czasie pandemii koronawirusa. Chodzi m.in. o żyłowanie cen wyposażenia medycznego przez chińskich dostawców oraz niedostrzeganie tego, jak takie działania są odbierane. W efekcie sposób postępowania Pekinu w obliczu kryzysu podważył do niego zaufanie, i to w momencie, w którym Chiny miały szansę pokazać, że są zdolne do globalnego przywództwa.

„W czasie tych kilku miesięcy Chiny straciły Europę” – komentuje Reinhard Buetikofer, niemiecki eurodeputowany z ramienia Zielonych, który jest przewodniczącym delegacji Parlamentu Europejskiego ds. relacji z Chinami. Polityk przywołuje obawy o chińskie „zarządzanie prawdą” we wczesnych fazach epidemii, o „niezwykle agresywne” stanowisko chińskiego resportu dyplomacji oraz o „twardą propagandę” jeśli chodzi o wyższość rządów Partii Komunistycznej nad demokracją.
Nie chodzi tu o jakiś pojedynczy akt, który doprowadził do pogorszenia stosunków, ale raczej, jak ujął to Buetikofer, „wszechobecność postawy, która nie dąży do tworzenia partnerstwa, ale do mówienia ludziom, co mają robić”.

Podczas gdy administracja Trumpa w otwarty sposób krytykuje Chiny, Europejczycy zazwyczaj byli mniej otwarci w swojej krytyce Państwa Środka – w obawie o konsekwencje. Dlatego fakt, że politycy w Berlinie, Paryżu, Londynie i Brukseli otwarcie dziś wyrażają swoje obawy co do narracji Chin ws. koronawirusa, wskazuje na głębszą niechęć, co może mieć szerokie konsekwencje. Część krajów Unii Europejskiej już podjęło działania mające na celu zmniejszenie zależności od Chin oraz ochronę przed agresywnymi przejęciami ze strony Państwa Środka. Działania te oznaczają również większe ryzyko pogorszenia wartych 750 mld dol. rocznie wzajemnych relacji handlowych.

Sytuacja we wzajemnych relacjach wyglądała zupełnie inaczej jeszcze kilka tygodni temu. Chiny wówczas wydobyły się z najgorszej fazy epidemii i zaczęły oferować seminaria online na temat najlepszych praktyk w walce z wirusem. Dodatkowo Pekin dostarczał państwom najbardziej najbardziej dotkniętym epidemią środki ochrony osobistej, testy na koronawirusa oraz respiratory. Postawa Państwa Środka, które chciało pomagać innym krajom, kontrastowała z brakiem obecności Ameryki.
Pandemia była szansą na wzajemną solidarność. Niestety nie trwało to długo.

„Dziś atmosfera w Europie jeśli chodzi o Chiny, jest raczej toksyczna” – komentuje Joerg Wuttke, szef Izby Handlowej UE w Chinach.

Pas i Szlak

Obawy co do zachowania Chin zaczęły się pojawiać 25 marca w czasie telekonferencji G7. Wówczas ministrom spraw zagranicznych siedmiu państw powiedziano, że Europa i państwa G7 muszą mieć się na baczności, ponieważ możliwie, że Pekin zacznie zachowywać się „z większą pewnością siebie, z większą siłą” oraz w sposób, który może wykorzystać chińskie przewagi w momencie, gdy inne kraje wciąż będą w stanie lockdownu – wynika z wiedzy europejskiego urzędnika, który zna tę rozmowę.

Publicznie chińscy urzędnicy wypowiadali się w pojednawczym tonie. „Gdy na szali znajduje się życie ludzkie, nic nie liczy się bardziej od ratowania tego życia. Bezużyteczne jest spieranie się o różne systemy czy modele społeczne” – powiedział rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian w czasie konferencji prasowej 17 kwietnia. Chiny, jak dodał, są gotowe do współpracy ze społecznością międzynarodową, w tym z krajami europejskimi, aby „wspólnie strzec zdrowia i bezpieczeństwa wszystkich ludzi”.

W dużej części Europy chińskie wysiłki spaliły jednak na panewce. Artykuł anonimowego autora, zamieszony na stronie chińskiej ambasady we Francji, fałszywie oskarżał obsługę jednego z francuskich domów opieki o opuszczenie podopiecznych i wystawienie ich na śmierć. To było „niewiarygodne oskarżenie w jednym z najbardziej wrażliwych i aspektów” kryzysu we Francji – komentował Mathieu Duchatel z Instytutu Montaigne’a.

„Francja znalazła się na żałosnej liście celów chińskiej, wilczej dyplomacji, gdy ambasada CHRL opublikowała oszczerczy artykuł oparty o fałszywe informacje, autorstwa anonimowego dyplomaty. Dlaczego?” – napisał Duchatel na TT.

Komentarze na stronie ambasady alarmowały o niepotrzebnym ataku Pekinu. Chiny nie doceniły reakcji na głoszone przez siebie teorie spiskowe, wzmacniane wrzutkami propagandowymi – komentują europejscy urzędnicy z Pekinu. Co więcej, naciskanie ze strony Chin, aby pomocy z Państwa Środka towarzyszyły publiczne podziękowania i pochwały, podważyło dobrą wolę, która gdyby nie to, mogłaby zaprocentować.

Wrażliwe firmy

Rządy państw europejskich w ciągu ostatnich dwóch lat stały się ostrożne wobec Chin, odkąd Pekin w ramach inicjatywy Pasa i Szlaku Xi Jinpinga zaczął przejmować zasoby strategiczne, takie jak porty, elektrownie i firmy zajmujące się robotyką od Morza Śródziemnego po Bałtyk. I choć część krajów, np. Włochy i Portugalia, są nastawione entuzjastycznie do inicjatywy Pasa i Szlaku, to już inny chiński program Made in China 2025, mający na celu uczynienie z Chin światowego lidera technologicznego, budzi obawy w kontekście europejskiego przemysłu.

Spadające ceny akcji firm w związku z koronakryzysem sprawiły, że takie kraje, jak np. Niemcy, rozszerzyły przepisy zapobiegające wrogiemu przejmowaniu przez chińskie podmioty większości udziałów w przedsiębiorstwach, które nagle stały się wrażliwe na tego rodzaju działania. Europejska komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager zasugerowała w wywiadzie dla „Financial Timesa”, że europejskie rządy powinny iść dalej i same wykupywać w razie potrzeby udziały w swoich firmach, ratując je w ten sposób przed chińskimi przejęciami.

Istnieją też dalej idące propozycje w zakresie zmniejszania zależności od Chin, nie tylko w obszarze środków medycznych, ale także technologii baterii do samochodów elektrycznych. Europejski komisarz ds. handlu Phil Hogan stwierdził w ubiegłym tygodniu, że istnieje potrzeba dyskusji o tym, „co to oznacza posiadać strategiczną autonomię” oraz jak stworzyć „odporne łańcuchy dostaw, opierające się o dywersyfikację przy świadomości faktu, że nie będziemy w stanie wytwarzać wszystkiego lokalnie”. Japonia przeznaczyła już 2,2 mld dol. z wartego 1 bln dol. pakietu stymulacyjnego po to, aby pomóc swoim firmom w przenoszeniu produkcji z Chin.

Bez wspominania o Chinach, europejscy ministrowie handlu 16 kwietnia zgodzili się w sprawie konieczności dywersyfikacji i "zmniejszenia zależności dostaw od pojedynczych krajów". W ramach pierwszego kroku Berlin planuje przeznaczyć specjalne fundusze i gwarancje na rozpoczęcie przemysłowej produkcji milionów maseczek chirurgicznych do końca lata. Chiny eksportują obecnie 25 proc. wszystkich maseczek na twarz.

Joerg Wuttke, szef Izby Handlowej UE w Chinach ocenia, że dyskusja o łańcuchach dostaw rozpoczęła się wtedy, gdy Pekin zamknął w tym roku swoje porty, budząc tym samym obawy o to, że składniki leków produkowane w Państwie Środka mogą nie dotrzeć do Europy. Wówczas to europejscy decydenci uświadomili sobie, że istnieje konieczność zabezpieczenia produktów strategicznych. Według innego europejskiego urzędnika, nawet oficjalni dostawcy zrywali kontrakty na takie urządzenia, jak respiratory, oszukując tym samym klientów i paląc za sobą mosty. „Ludzie chcą trzymać jajka w wielu koszykach” – komentuje Wuttke.

Palenie mostów

Z pewnością kierunek debaty politycznej od tamtej pory uległ w Europie zmianie. Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Mass powiedział gazecie „Bild”, że podniesienie statystyki zgonów w Chinach z ubiegłego tygodnia było „alarmujące”. Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron w wywiadzie dla „Financial Times” stwierdził, że „wyraźnie miały miejsce wydarzenia, o których nic nie wiemy”.

Brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab uznał, że gdy pandemia już się skończy, nie może być powrotu do „business as usual” z Chinami.
Hiszpański minister zdrowia odwołał zamówienie antygenów do testów z chińskiej firmy Bioeasy po tym, jak wcześniej odesłał ich poprzednią partię. Okazało się bowiem, że oba zestawy były wadliwe.

W efekcie pandemii Covid-19 w Wielkiej Brytanii rośnie presja na to, aby Londyn wycofał się z decyzji pozwalającej chińskiemu Huawei na odgrywanie ograniczonej roli w budowie sieci 5G. Z kolei Francja może być mniej skłonna do oddania Huawei części kontraktów na 5G po aferze z artykułem na stronach chińskiej ambasady. Niemcy natomiast muszą podjąć decyzje w tym zakresie w połowie roku i określić, czy pozwolą Państwu Środka na zaangażowania się w tworzenie sieci piątej generacji.

W tej wojnie narracji Niemcy odgrywają kluczową rolę – uważa Janka Oertel, dyrektor programu azjatyckiego w Europejskiej Radzie Stosunków Zagranicznych (ECFR) w Berlinie. Wartość niemieckiego eksportu do Chin w 2019 roku była większa niż wartość analogicznego eksportu Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Hiszpanii i Holandii razem wziętych. Niemcy 1 lipca 2020 roku przejmują prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, będą zatem miały szansę na nadanie tonu debacie w Europie.

Chiny wciąż mogłyby zyskać uznanie, biorąc na siebie większą rolę w skali globu i otwierając swój rynek oraz wprowadzając bardziej wyrównane warunki dla międzynarodowego biznesu – uważa Oertel. „To było coś, co Europejczycy bardzo by docenili” – ocenia badaczka. Jednocześnie dodaje: „Nie sądzę, że jest to bardzo prawdopodobne”.

>>> Czytaj też: Wpływy Chin sięgają daleko poza WHO. Trwa walka o globalne przywództwo i ustalanie zasad [OPINIA]