Stojąc przed Pałacem Dożów wśród gondolierów i osób zwiedzających miasto, Brugnaro powiedział podczas połączenia z popularnym magazynem niedzielnym w stacji RAI Uno: "Dzisiaj na placu Świętego Marka są wenecjanie i turyści. Wenecja o własnych siłach podnosi się z pozytywnym podejściem i optymizmem".

"Musimy nauczyć się żyć z wirusem, potrzebna cierpliwość, ale trzeba wrócić do życia"- dodał burmistrz.

Wywodzący się z opozycyjnej centroprawicy Brugnaro mówił krytycznie, oceniając rząd w Rzymie: "Jeśli rząd nic nie robi, to lepiej".

"Dajemy sobie radę sami; gondolierzy, restauratorzy, zarząd miasta. Wszyscy są gotowi. Turyści przyjeżdżają" - stwierdził.

Reklama

Wyraził przekonanie, że należy wznowić całą aktywność wszystkich sektorów "ze zdrowym rozsądkiem i inteligencją". "Trzeba mieć zaufanie do Włochów" - zauważył.

Minione miesiące były nadzwyczaj trudne dla Wenecji. W listopadzie zeszłego roku doszło tam do rekordowej powodzi, która spowodowała wielomiliardowe straty. Pod koniec lutego z powodu wybuchu epidemii koronawirusa konieczne było skrócenie tamtejszego karnawału. Na prawie trzy miesiące branża turystyczna zamarła, a miasto było wyludnione.

Grupy turystów przybyły w pierwszy weekend, w którym można już podróżować bez ograniczeń po swoim regionie i czynne są bary oraz restauracje.

3 czerwca otwarte zostaną granice regionów Włoch oraz całego kraju; na razie dla turystów z krajów europejskich.

Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)