Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, nie mają złudzeń: ostatnie sygnały ze strony Ministerstwa Finansów wskazują na to, że rząd nie będzie forsował za wszelką cenę wprowadzenia złotego do mechanizmu kursowego w połowie tego roku. I odejdzie tym samym od sporządzonej przez siebie tzw. mapy drogowej przyjęcia w Polsce euro.

- Najwcześniejszym możliwym terminem wprowadzenia złotego do ERM2 jest połowa 2010 roku. W roku 2009 raczej nie można liczyć na trwałą stabilizację rynków - mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH, i zwraca uwagę, że MF właśnie w destabilizacji rynków widzi największy problem dla wprowadzenia naszej waluty do mechanizmu kursowego.

- W takim scenariuszu, w którym złoty znalazłby się w korytarzu w połowie przyszłego roku, realną datą przyjęcia euro jest rok 2013 - mówi ekonomistka Banku BPH.

Jej zdaniem jedną z największych barier - oprócz niestabilności kursu złotego - jest duża niepewność co do uzyskania konsensusu politycznego w sprawie przyjęcia wspólnej europejskiej waluty.

- Teoretycznie można by wejść do ERM2 bez zmiany konstytucji, ale musiałby być wiarygodny plan rozwiązania tego problemu przed wejściem do strefy euro - mówi Maja Goettig.

- Można spekulować, czy po wyborach prezydenckich w 2010 roku uda się przeciągnąć na stronę proeuropejską jakichś posłów przeciwników integracji ze strefą euro, żeby sformować konstytucyjną większość, ale to jest zbyt niepewne. Dziś nie zakładałbym się o powodzenie takiego przedsięwzięcia - mówi Rafał Benecki, ekonomista ING BSK.

Według niego wprowadzenie do ERM2 może nastąpić nawet później niż w 2010 roku. Bo oprócz problemów z uzyskaniem konsensusu politycznego w kraju dużą trudnością będzie uzyskanie akceptacji szybkiej akcesji Polski do strefy przez instytucje Unii Europejskiej.

- Jakimś sygnałem w sprawie możliwości szybkiego rozszerzenia eurolandu są rozstrzygnięcia na szczycie G20. Być może MFW nawet proponował, żeby złagodzić wejście do euro, bo to mogłaby być kotwica dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To mógł być element, który stabilizowałby sytuację i zmniejszył ryzyko, jakie wiąże się z dużym portfelem kredytów walutowych w tych krajach - mówi Rafał Benecki.

- Odpowiedzią krajów rozwiniętych jest niechęć do jakiegokolwiek złagodzenia kryteriów. MFW dostał za to dodatkowe środki. To pokazuje, jakie jest podejście samych krajów członkowskich strefy euro oraz KE i EBC do sprawy rozszerzenia eurolandu - dodaje.

Część ekspertów zwraca też uwagę, że poza czynnikami politycznymi równie ważny będzie sam proces konwergencji.

- Oprócz kryterium prawnego największym problemem w najbliższych latach będzie kryterium fiskalne. Według naszych prognoz nie uda się utrzymać deficytu sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB w tym roku i najprawdopodobniej również w przyszłym. To również jest argument za tym, aby nie spieszyć się z wejściem do ERM2 - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

- Warto przypomnieć słowa ministra finansów z września zeszłego roku, kiedy mówił, że należy skoncentrować się na spełnianiu kryteriów, a gdy jesteśmy pewni, że nam się to uda, to wówczas możemy wejść do ERM2. Chociażby z tego wynika, że jeszcze nie czas. Moim zdaniem przyjęcie euro jest o wiele bardziej prawdopodobne w 2014 lub 2015 roku niż w 2012 roku - dodaje.