Po dwóch godzinach od otwarcia rynek wszedł w totalny marazm trwający niemal do końca sesji. WIG20 pozostawał tuż poniżej 1720 pkt. oczekując na jakiekolwiek impuls zewnętrzny. Identycznie zachowywały się sektory małych i średnich spółek. Perspektywa wybicia stawała się jednak coraz bardziej odległa wraz z małym obrotem, malejącą aktywnością i publikacją informacji makroekonomicznych.

Dane ze Stanów o pojawieniu się nowych 640 tysięcy bezrobotnych sprostały oczekiwaniom, ale nie wpłynęły na rynki. W sumie już ponad 6,14 mln ludzi w USA pobiera zasiłek i nic nie wskazuje na to by ta liczba miała się zmniejszać. Nie zniechęciło to jednak popytu do próby podniesienia WIG20. Akcja wyprowadzenia rynku na 2 proc. plusy przeprowadzona w samej końcówce skończyła się równie szybko jak zaczęła. Po informacji z sektora nieruchomości z USA wzrosty znikły i rynek cofnąŁ się do poziomu skąd nastąpiło wybicie. Okazało się, że sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA spadła o 3 proc., a dodatkowo ceny nieruchomości spadły o 12 proc. Tak słabe dane były sporym szokiem dla większości graczy, którzy raczej spodziewali się dobrych informacji po ostatnich pozytywnych sygnałach płynących z tego sektora. Jak widać, poprawa z zeszłego miesiąca była tylko jednorazową zmianą i rynek mieszkań pozostaje w głębokiej zapaści.

Nieudana próba wyjścia powyżej 1720 pkt. zakończona szybkim cofnięciem może jutro stworzyć kupującym spory problem. Z jednej strony podejście okazało się na tyle proste, że udało się go dokonać małymi siłami, z drugiej ewidentnie brak wsparcia zachodnich rynków powstrzymuje przed dalszymi ruchami. Z całej sesji można wyciągnąć jednak pozytywne wnioski, ponieważ udało się zakończyć niewielkim wzrostem przy słabnącym złotym i minusach zagranicznych rynków. To duży plus dzięki, któremu przewagę nadal utrzymuje popyt. 

Więcej komentarzy giełdowych w srewisie "Komentarze giełdowe".