Największe grupy telewizyjne na polskim rynku, takie jak Polsat, TVN czy zagraniczne Discovery Networks, zmieniają strategię rozwoju na rynku telewizyjnych kanałów tematycznych. Po okresie szalonego uruchamiania nowych programów teraz nie będą już poszerzać swoich portfolio, a zamiast tego skupią się na walce o rentowność tych kanałów, które już działają.

– Nasza oferta liczy obecnie 12 kanałów. Dzięki nim obecni jesteśmy w każdym ważnym z punktu widzenia widzów i reklamodawców segmencie rynku. I uważam, że na razie to zupełnie wystarczy – mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej GP Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Grupy Polsat, która w tym roku uruchomiła kolejne kanały Polsat Film i Polsat Futbol. Właściciel zapowiadał jeszcze kanał młodzieżowo-muzyczny. – Przesuwamy jego start na przyszły rok, ale na razie bez konkretnych terminów – dodał Zygmunt Solorz-Żak.

Podobną strategię ma koncern Discovery Networks, znany widzom z takich kanałów, jak Discovery Channel, Discovery Historia czy wprowadzony we wrześniu Animal Planet HD. To dziewiąta stacja koncernu na polskim rynku i druga w jakości HD. Nowe stacje koncern otwierał także w takich krajach regionu, jak Czechy, Rumunia i Słowacja, ale to Polska jest w nim jego największym rynkiem. Jako jeden z niewielu nadawców Discovery sprzedaje reklamy w stacjach przez własne biuro sprzedaży, a nie zewnętrznego brokera. Nadawca nie ujawnia jednak, jakie są jego wyniki finansowe. Katarzyna Kieli, prezes Discovery Networks w Europie Środkowej, choć przyznaje w rozmowie z DGP, że Discovery rozwija się zgodnie z założeniami, koncentruje się teraz na wzmocnieniu i poprawie jakości obecnej oferty.

>>> Polecamy: Kanały tematyczne przyciągają nowych widzów



– Na ten moment nie planujemy wprowadzenia nowych kanałów. Priorytety to dla nas najwyższej jakości oferta programowa, silna marka i ścisła współpraca z partnerami biznesowymi – dodaje Katarzyna Kieli. Powód wyhamowania produkcji nowych kanałów jest jeden: zbyt duża liczba stacji. Badająca rynek telewizyjny firma AGB Nielsen Research na przykład monitoruje dziś 67 stacji, podczas gdy rok temu 58. W sumie jednak polskojęzycznych kanałów, które można oglądać, jest ponad setka. Najczęściej pochwalić się mogą oglądalnością nie większą niż 0,02 proc. widzów. A to oznacza też, że na reklamach zarabiają niewiele albo wręcz nic.

Razem tworzą jednak coraz wyraźniejszą alternatywę dla czterech największych stacji. Udział w rynku 20 największych stacji tematycznych w ubiegłym roku wyniósł 15,9 proc., w tym wzrósł do 16,8 proc. Zwiększa się co roku. Ale tylko nieliczne kanały przynoszą rzeczywiste zyski. Powód? Wciąż ponad 90 proc. budżetów reklamowych trafia do trzech największych nadawców – TVN, Polsat i TVP. Jeśli któryś z uruchomionych przez nie kanałów nie zarabia, nie mają skrupułów i go likwidują. Tak, jak postąpił w tym rok TVN z kanałami Gra, Lingua czy O. TV.

Duża konkurencja sprawia, że nie tylko trudno zarobić cokolwiek na reklamach. Problemy pojawiają się już na etapie dystrybucji, czyli wejścia np. do szerokiej oferty kablówek. – Chętnie słuchamy wszystkich propozycji, ale przy takiej liczbie kanałów, wprowadzenie nowości do szerokiej dystrybucji oznacza zrezygnowanie z czegoś, co już pokazujemy. Propozycja musi więc być naprawdę rewelacyjna – mówi przedstawiciel jednego z dużych operatorów kablowych.

Rynek reklamy telewizyjnej / DGP