Bugaj: Raporty spółek już nie są źródłem optymizmu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 lipca 2010, 10:16
W miniony piątek raporty kwartalne amerykańskich spółek jaki i dane makroekonomiczne były w centrum uwagi inwestorów. Słabe przychody przedsiębiorstw jak i negatywne informacje z gospodarki wyraźnie wystraszyły giełdowych graczy.

Pod koniec minionego tygodnia można było się zaznajomić z raportami kwartalnymi wielu ważnych systemowo spółek. Poznaliśmy wyniki „amerykańskiej gospodarki w pigułce” czyli GE oraz dużych banków jak Bank Of America oraz Citigroup. Co łączyło wszystkie raporty to generalnie niezachwycające przychody, ostrożne prognozy na przyszłość oraz wyniki netto „lepsze od prognoz”. Zyski, które przewyższają oczekiwania to normalna i dobrze znana sytuacja na Wall Street. Tym razem jednak inwestorzy przykuli szczególną uwagę do bardziej niepokojących informacji płynących z opublikowanych raportów.

Reakcja rynków była wzmocniona tym, że słabość po stronie przychodowej spółek potwierdziły publikowane dane z gospodarki. Lipcowy indeks zaufania konsumentów Uniwersytetu Michigan zanurkował do 66,5 pkt. z 75 pkt. poprzednio, a czerwcowa inflacja CPI w relacji miesięcznej okazała się negatywna. To przypomniało o możliwej deflacji, która sprzymierzeńcem rynków z pewnością nie jest. Tyle negatywnych informacji musiało odbić się negatywnie na wycenach spółek. Na Wall Street rzeczywiście obserwowaliśmy silne spadki. S&P 500 spadł o prawie 3 proc., co nie dzieje się zbyt często.

Wyraźny wzrost awersji do ryzyka stosunkowo łagodnie dotyka warszawski parkiet. W piątek popołudniu, gdy nastoje jeszcze były niezłe dominował kolor zielony, a samo zamknięcie, choć odbywało się w zgoła pesymistycznej atmosferze, nie było takie dramatyczne. WIG20 spadł o niecały jeden procent, czym potwierdza swoją wysoką bezwładność. Niskie obroty i słabe chęci do znacznych ruchów w obu kierunkach - tak charakteryzuje się nasz rynek w ostatnich dniach.

W czasie weekendu na rynki dotarła kolejna negatywna informacja. Rozmowy Węgier z MFW i UE w sprawie kolejnej transzy kredytu zakończyły się fiaskiem. Nasz region spotkał więc dodatkowy cios od wewnątrz, który jednak został przyjęty ze względnym spokojem na GPW. Gorzej wygląda sytuacja w Budapeszcie, gdzie przecena jest odpowiednia do skali zaskoczenia. W całym tym oceanie pesymizmu widać jednak jeden rynek, który opiera się spadkom i wręcz dynamicznie rośnie. Mowa tutaj o Chinach, gdzie atrakcyjne wyceny spółek zaczynają przyciągać kupców.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj