Koszmar inwestorów trwa – indeksy na GPW w dół o prawie 5 proc.

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 sierpnia 2011, 09:20
Na giełdach powiało grozą – piątkowy poranek jest jeszcze gorszy od czarnego zamknięcia sesji w czwartek. Indeksy na GPW zanurkowały na otwarciu o blisko 5 proc. Losy giełd zależą dziś od danych z amerykańskiego rynku pracy. Na parkietach możliwy jest każdy scenariusz – ostrzegają analitycy.

Indeks największych spółek na GPW WIG20 stracił na otwarciu 4,74 proc. do 2369,86 pkt. Indeks WIG obniżył się o 4,83 proc. do 40758,42 pkt. Indeks mWIG40 zanurkował o 5,01 proc. do 2327,86 pkt, a sWIG80 – o 4,67 proc. do 9656,18 pkt.

Brytyjski indeks FTSE 100 po otwarciu notowań spadł o 2,6 proc. i wyniósł 5.254,9 pkt. Po otwarciu francuski indeks CAC 40 spadł o 3,1 proc. i wyniósł 3.219,1 pkt. Niemiecki indeks DAX spadł o 3,9 proc. i wyniósł 6.166 pkt. Indeks węgierskiej giełdy BUX obniżył się o 4,6 proc. i wyniósł 19.137,8 pkt

>>> Czytaj też: Czy to już giełdowa apokalipsa?

O wyniku piątkowej sesji na warszawskiej giełdzie zadecydują publikowane o 14:30 dane z amerykańskiego rynku pracy. Analitycy oczekują, że stopa bezrobocia w USA w lipcu pozostanie na poziomie 9,2 proc., a zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 90 tys. Jeśli dane te zawiodą inwestorów, potwierdzając tym samym pogarszający się stan amerykańskiej gospodarki, na giełdach możliwa jest kontynuacja silnej wyprzedaży.

„Ewentualna kontynuacja przeceny w dniu dzisiejszym, z uwagi na rosnące silne wyprzedanie rynków akcji, zwiększy prawdopodobieństwo korekcyjnego odbicia w przyszłym tygodniu. Szczególnie gdyby Fed, który zbiera się żeby decydować o polityce monetarnej, zasugerował możliwość poluzowania polityki w przyszłości” – ocenia Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.

>>> Czytaj też: Na giełdach w Azji polała się krew. Takich spadków nie było od dawna

Specjaliści jednak twierdzą, że na ogłaszanie globalnego spowolnienia gospodarczego jest jeszcze zbyt wcześnie. „Recesja naszym zdaniem wcale nie jest przesądzona, nie jest nawet najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, dodatkowo na moment obecny dla rynku nie ma takich zagrożeń, jakimi w 2007 roku były bilanse instytucji finansowych. Dlatego powtórka z 2008 roku, kiedy S&P500 w ciągu dwóch tygodni odnotował spadek z 1220 do niecałych 850 pkt. wydaje się mało prawdopodobna” – mówi Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

Dodaje, że teraz rynek płaci jednak cenę za kilkumiesięczną ignorancję, kiedy pomimo coraz bardziej alarmujących danych ceny akcji pięły się w górę a surowce pozostawały drogie.

„Trudno orzec kiedy panika wygaśnie, bo jej źródeł nie da się zlikwidować z dnia na dzień, chyba że bankructwem wielu zadłużonych krajów naraz. Oczywiście pozostaje kwestia wyceny akcji, które nawet w razie nadejścia recesji (wszak ona pojawia się dopiero w przewidywaniach), utrzymają przecież pewną wartość. Spadek w takim tempie jakie widzieliśmy w tym tygodniu nie może trwać w nieskończoność, nawet w ramach bessy dyskontującej czarny scenariusz” – twierdzi Emil Szweda, analityk Noble Securities.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj