Przerażające wizje niczym z prozy Philipa Dicka, że oto nadszedł kres świata, jaki znamy i już wkrótce na giełdach światowych będą rządziły wyłącznie „roboty”, na naszych oczach stają się jak najbardziej realne - twierdzi w swoim tekście napisanym specjalnie dla Forsal.pl Grzegorz Zalewski z DM BOŚ, współautor książki „Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych".

Zabawne jest to, że podobne obawy nie są niczym nowym. Pod koniec lat osiemdziesiątych, po słynnym październikowym krachu w 1987 roku o załamanie na rynkach oskarżano „handel programowany” i „arbitraż indeksowy”. Pisano niemal dokładnie to samo co teraz – już wkrótce na rynkach znikną trendy, prawdziwa analiza przestanie się liczyć itp., itd. Tymczasem przez kolejne dwadzieścia kilka lat trendy na rynkach istniały, były hossy oraz bessy, czyli jak napisał niemal 100 lat temu Edwin Lefevre w książce „Wspomnienia gracza giełdowego” – „Na Wall Street nie ma niczego nowego. I nie może być, bo spekulacja jest tak stara jak świat”. I nadal podczas hossy nikt nie martwi się istnieniem automatów, spekulantów, krótkiej sprzedaży, by podczas bessy szukać winnego.

>>> Polecamy: Jak grać na giełdzie, żeby nie stracić fortuny i nerwów?

O wiele dziwniejsze jest to, że każdy z nas korzysta z automatów. Czasy, gdy zlecenia w polskich biurach maklerskich składało się telefonicznie, lub wypełniając odpowiednie formularze minęły już bezpowrotnie. Większość zleceń w tej chwili składana jest przez internet. Każdy z nas może zautomatyzować swoje działania – złożyć zlecenie z odpowiednimi warunkami – do zrealizowania za kilka dni lub do zrealizowania jeśli osiągnięty zostanie jakiś poziom. Wielu inwestorów nie wyobraża sobie inwestowania na giełdzie bez zleceń stop – czyli zleceń, dzięki którym pilnujemy, żeby nie stracić zbyt wiele. Inwestorzy żądają, a biura maklerskie wprowadzają nowe rodzaje zleceń złożonych – takich, które po realizacji jednego zlecenia, automatycznie składają na przykład dwa inne.

Wielu klientów używa programów do analizy technicznej, które można podpiąć pod systemy biur maklerskich, a odpowiednio napisany algorytm pozwala na wysyłanie zleceń kupna i sprzedaży. Zupełnie automatycznie. Nie wiadomo, dlaczego w takim razie potrafimy się obruszać, że z takich samych możliwości (tylko w znacznie większej skali) korzystają wielkie instytucje. Tak wygląda postęp i rozwój cywilizacyjny. Ale, za każdym wdrożeniem takiego oprogramowania, stoi ktoś, kto musi go wymyśleć, sprawdzić, nadzorować. Póki co jeszcze jesteśmy potrzebni. Co więcej można być dumnym, że została nam niemal praca koncepcyjna (upraszczam). Ale przede wszystkim nie należy utyskiwać na automatyczny handel, tylko go poznać i z niego korzystać.

Grzegorz Zalewski, Ekspert DM BOŚ / Media / PIOTRWANIOREKzelaznastudio.pl