Hansen: Unijne sankcje wobec Iranu a ropa naftowa

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
24 stycznia 2012, 11:54
Ole Sloth Hansen, Senior Manager, Saxo Bank.
Ole Sloth Hansen, Senior Manager, Saxo Bank./Media
UE zgodziła się nałożyć embargo na import ropy naftowej z Iranu.

To powszechnie oczekiwane posunięcie wpisało się w program sankcji nakładanych na ten kraj w związku z jego zamiarem rozwoju broni jądrowej, przy czym krajom, które obecnie importują ropę z Iranu, dano czas do 1 lipca na znalezienie nowych dostawców.

Przed wczorajszym komunikatem przez Cieśninę Ormuz w trakcie weekendu przepłynęło sześć okrętów wojennych z USA, Wielkiej Brytanii i Francji, zaś rynek nerwowo oczekuje obecnie na odpowiedź Teheranu. W trakcie ostatniego miesiąca irańskie władze kilkukrotnie groziły zamknięciem tej ważnej cieśniny, przez którą codziennie przewożonych jest około 20% światowej ropy naftowej.

Rządy zachodnie pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii i USA stwierdziły, że są w stanie utrzymać przepływność cieśniny, a także dołożą wszelkich starań, aby zapewnić bezpieczeństwo przewozu ropy produkowanej przez kraje leżące nad Zatoką Perską. Europa importuje około 450 tysięcy baryłek dziennie, zaś kluczowi odbiorcy, tacy jak Grecja, Włochy i Hiszpania, będą obecnie musieli poszukać źródeł zaopatrzenia gdzie indziej – naturalnym kierunkiem dla tankowców wydaje się Libia, której eksport ropy stabilnie rośnie od czasu zakończenia wojny domowej.

Ryzyko konfliktu, na które coraz większą uwagę zwracano w grudniu, przyczyniło się do wzrostu ceny ropy Brent o 10% do początkowych dni stycznia – później jednak inwestorzy skupili się na nie najlepszych prognozach popytu na czarne złoto w pierwszym półroczu 2012.

Irańscy politycy prawdopodobnie będą musieli postępować bardzo ostrożnie, ponieważ obecnie społeczność międzynarodowa dowiodła swojej determinacji – wiedzą już, że próba zablokowania Cieśniny Ormuz najprawdopodobniej zakończy się gwałtownym wzrostem cen, na którym ucierpią wszyscy konsumenci ropy, w tym Chiny, jej największy nabywca.

Cena ropy Brent wzrosła o dolara do 111 USD za baryłkę – nadal jest to jednak około czterech dolarów poniżej styczniowego maksimum. Ograniczona reakcja dowiodła, że komunikat został już zdyskontowany, zaś ceny mogą wzrosnąć dopiero po dalszej eskalacji konfliktu. Spekulanci w dalszym ciągu zwiększają długie pozycje netto, bacznie obserwując wzrost ryzyka geopolitycznego – zapewne właśnie ze względu na ich dotychczasową działalność ceny nie wzrosły tak bardzo, jak można byłoby się tego spodziewać.

W najbliższych dniach i tygodniach rynek będzie nerwowo wyczekiwać następnego ruchu Iranu, zaś w mało prawdopodobnym przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego cena ropy może wzrosnąć nawet o 20-40 dolarów, w zależności od przepływności Cieśniny. Gdyby taki wzrost utrzymał się dłużej, niewątpliwie przywołałby z zaświatów widmo globalnej recesji w stylu lat 2008-2009, która poważnie obniżyłaby popyt na ropę, zwiększając ryzyko załamania ceny – a na tym nie zależy obecnie nikomu, nie tylko Arabii Saudyjskiej.

Uwzględniając to, co obecnie wiemy o sytuacji w zakresie podaży i popytu, sądzimy, że ceny ropy są raczej wysokie, chociaż w przewidywalnej przyszłości z pewnością będą zawierać premię za ryzyko geopolityczne, w rezultacie czego zajmowanie krótkich pozycji pozostanie grą dla najodważniejszych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Saxo Bank
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj