Wilkowicz: Jak o gospodarce debatują Amerykanie

Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy
Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy/DGP
Mamy problemy w gospodarce? Amerykanie mają gorsze. Pokazała grupa znanych ekonomistów polityków, którzy kilka dni temu zamieścili list w „The Wall Street Journal”.

„Wiedzieliście, że roczne wydatki budżetowe przekraczają o bilion dolarów poziom z 2007 r. ? Spowolnienie gospodarcze powoduje, że dochody budżetu niewiele się zmieniły. Rezultatem jest bezprecedensowa seria deficytów. (…) W ciągu ostatnich czterech lat wzrost zadłużenia w przeliczeniu na gospodarstwo domowe wynosi 55 tys. dolarów” – to tylko początek całej litanii problemów amerykańskiej gospodarki.

Dług publiczny nie jest dla amerykańskiego budżetu wielkim obciążeniem, bo Departament Skarbu korzysta z rekordowo niskich krótkoterminowych stóp procentowych. Ale to oznacza konieczność rolowania dużych kwot zadłużenia. Tylko w tym roku mówimy o 4 bilionach dolarów.

„Ciężar długu eksploduje, gdy stopy procentowe pójdą w górę” – piszą autorzy listu. Skoro jesteśmy przy stopach, to trochę o Fedzie. „Wiedzieliście, że w ostatnim roku budżetowym trzy czwarte deficytu zostało sfinansowane przez Rezerwę Federalną? Fed jest obecnie posiadaczem jednego na sześć dolarów długu narodowego, to największa proporcja w historii, większa nawet niż pod koniec II wojny światowej” – czytamy w liście.

Albo: „Fed płaci 0,25 proc. odsetek za utrzymywane przez banki rezerwy. A więc przekazuje bankom rocznie blisko 4 mld dolarów. Jeśli stopy procentowe wzrosną do 2 proc., płatność rośnie do 30 mld dolarów rocznie. Czy Kongres uznałby za właściwe takie dawanie – nie pożyczanie – pieniędzy bankom?”.

Po co te wszystkie cytaty? Nie tylko po to, żeby pokazać, jak źle jest za Wielką Wodą. Także po to, by zwrócić uwagę, że dyskusja o gospodarce może być merytoryczna i ciekawa. A także – że jest to również dyskusja polityczna. W USA zbliżają się wybory prezydenckie, zaś autorzy listu podsumowują w nim po prostu rządy Baracka Obamy.

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by dostrzec, że listu nie napisali zwolennicy prezydenta. Ale są to nazwiska z ekonomicznej i politycznej pierwszej ligi: George Shultz, już w latach 70. był odpowiedzialny za rynek pracy, w administracji Ronalda Reagana pełnił funkcję sekretarza stanu, John Taylor, ten od reguły Taylora, Michael Boskin, szef doradców ekonomicznych George’a Busha seniora, Allan Meltzer, znany jako autor najlepszej podobno historii Fedu, oraz John Cogan z Instytutu Hoovera.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWilkowicz: Jak o gospodarce debatują Amerykanie »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj