Islamiści się nie poddają. Małe postępy interwencji w Mali

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 stycznia 2013, 15:57
żołnierz, wojsko
żołnierz, wojsko/ShutterStock
Francuzi przyznają, że akcja nie będzie łatwa. Islamiści odbili wczoraj jedno z miast.

Francuska interwencja w Mali wygląda na trudniejszą, niż się spodziewano. Wczoraj islamiści z północy kraju zajęli znajdujące się na terenach kontrolowanych przez wojska rządowe miasto Diabaly. Oddalone jest ono o niespełna 400 km od stolicy kraju Bamako i jest jedną z kluczowych baz malijskiej armii.

To zarazem pierwszy sukces rebeliantów od momentu, kiedy w piątek francuskie wojska dołączyły do działań zbrojnych. Interwencja, w której bierze udział 550 Francuzów mających do dyspozycji samoloty Rafale i śmigłowce bojowe Gazelle, zmienia układ sił, ale wcale nie oznacza, że zwycięstwo będzie łatwe. Francuski minister obrony Jean-Yves Le Drian przyznał, że misja przebiega pomyślnie i we wschodniej części frontu islamiści zostali odepchnięci, ale na zachodnich terenach jego wojska napotykają ciężki opór.

W najbliższym czasie układ sił może się jeszcze bardziej zmienić na niekorzyść rebeliantów, bo na pomoc malijskiemu rządowi swoje wojska ma wysłać jeszcze kilka państw ECOWAS (Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej): Nigeria 600 żołnierzy, Senegal, Burkina Faso i Togo po 500, zaś Benin 300.

Francja rozpoczęła interwencję, gdyż coraz bardziej realna była groźba, że islamiści, którzy już kontrolują północno-wschodnią – czyli większą – część kraju, zdobędą wkrótce Bamako i wprowadzą w całym kraju prawo szariatu.

Konflikt w Mali zaczął się niemal dokładnie przed rokiem. W połowie stycznia 2012 r. Narodowy Ruch Wyzwolenia Azawadu (MNLA) – organizacja, która niemal od początku suwerenności Mali walczy o niezależność lub autonomię dla zamieszkujących północno-wschodnią część kraju Tuaregów – rozpoczęła ataki na posterunki wojsk rządowych. Wspierana przez islamistyczne organizacje Ansar Dine i MOJWA – jeden z odłamów Al-Kaidy w Maghrebie – przejęła kontrolę nad tą częścią kraju i ogłosiła niepodległość. Obie frakcje miały jednak odmienne cele i wizje rządów – MLNA chodziło o świeckie państwo na terenach Tuaregów, islamistom o przejęcie całego kraju i wprowadzenie szariatu – i zaczęły walczyć także między sobą. I to islamiści przeważali. Opór wojsk rządowych był tym słabszy, że już na początku konfliktu w zamachu stanu obalony został prezydent kraju. A powstanie islamskiego państwa rządzonego przez ludzi związanych z Al-Kaidą stosunkowo niedaleko od Europy byłoby już bardzo dużym zagrożeniem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: wojsko
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj