O tym, że PKB nie jest doskonałym sposobem mierzenia dobrobytu, ekonomiści wiedzą od dawna. Próbę wyjścia naprzeciw tej krytyce podjęła grupa niemieckich uczonych.

Promowany przez nich wskaźnik nazywano Narodowym Indeksem Dobrobytu (NID). Na razie został przygotowany tylko dla Niemiec. – NID łączy trzy komponenty: realną gospodarkę, ekologię oraz wymiar socjalny – zachwalali, prezentując kilka dni temu swoje najnowsze wyliczenia ekonomiści z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, Roland Zieschank i Dorothee Rodenhaeuser.

W praktyce NID jest wprowadzeniem do klasycznego rachunku PKB kilkunastu nowych dodatkowych elementów. Takich, jak na przykład zanieczyszczenie środowiska i uszczuplanie zasobów naturalnych. To ważna zmiana, bo przy mierzeniu PKB w sposób tradycyjny ekologia w ogóle nie jest brana pod uwagę. Firmy mogą truć, śmiecić czy hałasować ile im się podoba i dzięki temu tylko pompują PKB, nawet jeśli muszą potem płacić certyfikaty emisyjne. To, że takie działanie rodzi poważne koszty (od zdrowotnych, po obniżenie jakości życia) po stronie innych obywateli, nikogo nie obchodzi. – W NID ekologiczne skutki działalności gospodarczej widać natychmiast, bo np. im więcej ścieków ląduje w rzece, tym bardziej spada ostateczny wynik – tłumaczą autorzy.

Sporo jest również komponentów socjalnych, których istnienia dzisiejsze PKB zupełnie nie rejestruje, na przykład koszty wywołane przestępczością czy inwestycje w edukację. Podobnie, jak wzrastające zatrudnienie. NID w przeciwieństwie do PKB widzi też na przykład pracę osób angażujących się społecznie: przy pielęgnacji chorych, zniedołężniałych członków własnej rodziny czy podczas wychowania dzieci lub wnuków.

Prace Niemców nie są jedyną próbą stworzenia wskaźnika alternatywnego bądź uzupełniającego dla PKB. Od dawna istnieje współczynnik Giniego, który pozwala mierzyć i porównywać poziom różnic między biednymi a bogatymi. Inna dobra miara to opracowany przez ONZ wskaźnik rozwoju społecznego (Human Development Index), istniejący od początku lat 90., który klasyfikuje kraje pod względem tego, jak długo żyją ich obywatele oraz jak wygląda ich dostęp do wiedzy i finansowy poziom życia. Jest też miernik trwałego dobrobytu ekonomicznego (Index of Sustainable Economic Welfare) opracowany przez ekonomistę Hermana Daly’ego z uniwersytetu w Maryland oraz protestanckiego teologa Johna B. Cobba. Odejmuje od klasycznego PKB koszty związane z zanieczyszczeniem środowiska i uszczupleniem zasobów naturalnych, dodaje natomiast wartość pracy w gospodarstwach domowych czy wzrost kapitału netto. W sumie jest dość podobny do niemieckich pomysłów.

Akademickich lub pozarządowych projektów polityka zdaje się na razie nie dostrzegać. W połowie stycznia wielką awanturą skończyły się trwające dwa lata obrady niemieckiej komisji parlamentarnej „Wzrost, Dobrobyt, Jakość Życia”, która miała dyskutować właśnie nad potrzebą poprawienia koncepcji dochodu narodowego. Nie zdołano przyjąć wspólnego komunikatu, bo rządząca koalicja CDU-FDP uznała, że PKB to dobry miernik i nie ma powodu podawać go w wątpliwość. Niewiele zostało też z prac głośnej komisji Sarkozy’ego, powołanej kilka lat temu we Francji do zbadania tego samego problemu.