Berlin nie sprzyja Polsce, jak lubimy powtarzać, ale Wielkiej Brytanii stojącej na czele grupy państw nawołujących do cięć.
Angela Merkel i Francois Hollande spotkają się dziś w ramach tradycyjnych konsultacji, jakie poprzedzają ważne szczyty Unii Europejskiej. Jednak tym razem w negocjacjach nad budżetem Wspólnoty na lata 2014–2020 Niemcom zdecydowanie bliżej do Londynu niż do Paryża. Merkel, która w założeniu była filarem polskiej strategii w walce o budżet, wciąż opowiada się za daleko idącymi oszczędnościami. Niemiecka kanclerz studzi entuzjazm tych, którzy oczekują łatwego kompromisu na szczycie zaplanowanym na jutro.
Po niedzielnej rozmowie telefonicznej między Merkel a Davidem Cameronem rzecznik brytyjskiego premiera zapewnił, że kanclerz popiera żądania Londynu. Chodzi o redukcję o ok. 30 mld euro wydatków UE na nadchodzące 7 lat w stosunku do propozycji przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, która i tak jest już o 75 mld euro niższa, niż chciała tego Komisja Europejska.
Domagamy się realnego zamrożenia wydatków Unii. Kto uważa, że to jest nasza pozycja wyjściowa, głęboko się myli. To jest nasze ostateczne stanowisko – ostrzegł z kolei minister ds. europejskich David Lidington.
Niemcy oficjalnie zajmują mniej radykalne stanowisko. Chcą, aby wydatki Unii wynosiły 1 proc. PKB Wspólnoty, co oznacza budżet wart 960 mld euro na lata 2014–2020 i cięcia 13 mld euro w stosunku do propozycji Rompuya. Jednak wysokiej rangi niemiecki dyplomata powiedział DGP, że Berlin jest gotowy wyjść jeszcze bardziej naprzeciw żądaniom Londynu.
Niemcy domagają się oszczędności przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze dążą do redukcji wydatków, które ich zdaniem nie przyczyniają się do poprawy konkurencyjności gospodarki: funduszy na unijną administrację, Wspólną Politykę Rolną, ale także częściowo funduszy strukturalnych. – Budżet Unii musi służyć wyrównaniu poziomu konkurencyjności krajów UE – powiedziała w miniony weekend Merkel.
Po wtóre Niemcy, największy płatnik netto wśród krajów „27” (ponad 9 mld euro rocznie), chcą zapobiec powstaniu unii transferowej, a polityka rolna jest jej uosobieniem. Wreszcie Merkel chce uniknąć izolacji Camerona, aby nie doprowadzić do przegranej referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE po 2015 r.
Stanowisko Merkel oznacza jednak złamanie obietnicy złożonej w ubiegłym roku Francji o nominalnym zamrożeniu wydatków na rolnictwo do 2020 r. Polska z tego tytułu liczy na ok. 5 mld euro dotacji rocznie. Oszczędności oznaczają także dalsze cięcia w kopercie z funduszy strukturalnych dla naszego kraju zapewne poniżej 70 mld euro na lata 2014–2020. W negocjacjach na szczycie pod koniec tego tygodnia Hollande zapowiedział, że zbuduje wspólny front z Włochami w obronie polityki rolnej. Ale większość ekspertów jest sceptyczna co do jego skuteczności.
Do tej pory polscy negocjatorzy liczyli przede wszystkim na poparcie Niemiec w walce o korzystny budżet. Ale w ostatnich dniach już zaczęli jasno przyznawać, że to Niemcy są jednym z podstawowych powodów dalszych cięć w pakiecie dla Polski. I przestali być optymistami.
Jeśli wersja ostateczna przygotowana przez Hermana Van Rompuya miałaby być jeszcze trochę mniejsza, aby skłonić Brytyjczyków i Niemców do zaakceptowania tego budżetu, to takie pomniejszenie nie powinno w żadnym stopniu dotknąć polityki spójności – zastrzegł dwa dni temu Donald Tusk. – To będzie trudny szczyt i może się różnie skończyć – przyznał wczoraj nasz główny negocjator Piotr Serafin.