Komisja Europejska przyjęła projekt dyrektywy wprowadzającej podatek od transakcji finansowych w 11 państwach Unii. Podatek dotknie również kraje nie planujące jego wdrożenia.

Polska nie planuje wdrożenia dyrektywy w tej formule, jeśli jednak Parlament Europejski i Rada Europy zgodzą się na ten podatek, to od przyszłego roku zapłacą go instytucje także w Polsce, o ile zawierają transakcje z kimś z tych 11 krajów.
11 państw: Belgia, Niemcy, Estonia, Grecja, Hiszpania, Francja, Włochy, Austria, Portugalia, Słowenia i Słowacja, łącznie wytwarzające 2/3 unijnego PKB, chce wprowadzić podatek od transakcji finansowych (FTT) na zasadzie „wzmocnionej współpracy”. To unijna procedura pozwalająca grupie co najmniej dziewięciu państw członkowskich dokonywać pewnych posunięć obowiązujących jedynie w nich, ale na mocy ogólnounijnego prawa. Pozostałe kraje mogą do tej grupy przystąpić wprowadzając takie prawo u siebie.

Ile, kto i za co zapłaci

Najniższa stawka podatku ma wynosić 0,1 proc. od transakcji akcjami i obligacjami i 0,01 proc. od obrotu instrumentami pochodnymi. Każde z państw może ustalić wyższą stawkę. Płacić mają obie strony transakcji. Co ważne, tym razem dotknie on nie tylko banki, ale wszystkie instytucje sektora finansowego. Gdyby FTT wprowadzony był w całej Unii, roczne przychody mogłyby przekroczyć 57 mld euro, w tym ponad 19 mld euro z obrotu papierami wartościowymi i ponad 37 mld euro z transakcji instrumentami pochodnymi. W 11 państwach zebrane może być 30-35 mld euro – szacuje Komisja.
Konstrukcja podatku jest prosta i niezwykle szczelna. Sama Komisja pisze, że mało prawdopodobne jest, by jakakolwiek instytucja, która powinna go płacić, miała szansę przed nim uciec. Ma on obejmować transakcje na wszystkich rynkach, regulowanych i OTC, wszystkich ich uczestników, a więc prócz banków – brokerów, fundusze inwestycyjne, private equity, hedżingowe, emerytalne, ubezpieczycieli, a także przedsiębiorstwa niefinansowe. Również wszystkie instrumenty, czyli akcje, obligacje, derywaty i produkty strukturyzowane.

Polska na razie rozwojowi zdarzeń się przygląda. Procedura wymaga, żeby projekt KE przedyskutowały jeszcze wszystkie unijne państwa (ale tylko jedenastka ma prawo głosu) i ostatecznie go zaaprobowały. Musi też nastąpić akceptacja Parlamentu Europejskiego. „Na obecnym etapie postępowania Polska nie planuje wdrożenia podatku od transakcji finansowych w drodze przystąpienia do formuły wzmocnionej współpracy. Biorąc pod uwagę fakt, że ostateczny kształt dyrektywy w sprawie ustanowienia wzmocnionej współpracy w dziedzinie FTT zależy od wyników uzgodnień w toku prac w Radzie i PE, decyzja o ewentualnym przyłączeniu się przez Polskę do tej inicjatywy zostanie podjęta po zakończeniu tych prac” – napisało Ministerstwo Finansów w swoim komunikacie.

Polskie banki też zapłacą

Nie znaczy to jednak, że polskie instytucje finansowe nie zapłacą tego podatku. Bo dyrektywa stanowi, że jeśli choć jedna strona transakcji jest rezydentem w państwie, gdzie FTT obowiązuje, lub rezydentem, na którego rachunek zawierana jest transakcja, to podatek płacą obie strony.

>>> Pełna treść artykułu na obserwatorfinansowy.pl