Żadna z wielkich firm na świecie nie jest tak fatalnie zarządzana jak kontrolowany przez państwo rosyjski koncern gazowy Gazprom.

W ostatniej dekadzie jego kierownictwo dopuściło się wszystkich wyobrażalnych błędów – pisze Anders Aslund z Peterson Institute for International Economics. Mimo to prezydent Rosji Władimir Putin zaprzecza istnieniu kryzysu i podtrzymuje poparcie dla Aleksieja Millera, szefa firmy od 2001 roku. Sytuacja Gazpromu jest poważna nie tylko dlatego, że to największa rosyjska spółka pod względem wartości rynkowej, ale również dlatego że jej faktycznym prezesem jest Putin. A tam gdzie podąża Gazprom, idą również Rosja i rządy Putina.

W maju 2008 roku Gazprom był jedną z najcenniejszych firm na świecie z wartością rynkową 369 mld dolarów. Miller chełpił się, że jako pierwsza globalna firma osiągnie próg 1 biliona dolarów. Potem wartość rynkowa zanurkowała do kwoty 83 mld dolarów i dalej spada. Chociaż spółka deklaruje największe zyski netto spośród wszystkich firm globalnych – 44,5 mld dol. w 2011 roku i wciąż 38 mld dol. w roku 2012, jej współczynnik kursu akcji do zysku (price-earnings ratio) spadł w 2013 roku do drastycznie niskiego poziomu 2,4. Koncern stracił wiarygodność w oczach akcjonariuszy.

Reklama

Radzieckie nawyki

U podstaw złego zarządzania Gazpromem tkwi wyjątkowa inercja, niechęć do przyjmowania nowych informacji, korupcja i gigantyczna arogancja. Menedżerowie firmy mają nawyk stosowana monopolistycznych praktyk w relacjach z klientami, wywodzących się z sowieckiej epoki, nie zdają sobie sprawy, że nadeszły czasy wolnego rynku. Firma tradycyjnie zmienia ceny z politycznych powodów w zależności od kraju. Na przykład Litwa musi płacić Gazpromowi o 15 proc. więcej od sąsiedniej Łotwy.

>>> Polecamy: "Kommersant": Porozumienie Janukowycza i Putina przybliża Ukrainę do Rosji

Kiedy klienci w oczach koncernu zachowują się niewłaściwie, wówczas Gazprom obcina dostawy, jak to było w przypadku Ukrainy i innych krajów Europy Wschodniej w styczniu 2006 i 2009 roku. W rezultacie rozczarowani klienci redukują swoją zależność od Gazpromu, ograniczając konsumpcję, budując konwertory i magazyny oraz rozwijając alternatywne kierunki dostaw.

Przestarzały model biznesowy

Model biznesowy Gazpromu jest równie prosty, co stary: wydobywać gaz konwencjonalny z ogromnych złóż w Syberii Zachodniej i pompować go rurociągami do Europy. W ostatniej dekadzie spółka przeoczyła trzy wielkie rewolucje w branży: ekspansję gazu łupkowego w USA, globalny boom na LNG oraz wzrost popytu w Chinach.

>>> Czytaj również: Gaz łupkowy w Polsce jest, ale brakuje technologii i przyjaznego prawa

W kwietniu Putin zakwestionował znacznie gazu łupkowego, twierdząc mało przekonująco, że jest on zdecydowanie droższy od gazu konwencjonalnego – Rosja ma tu jedną czwartą światowych zasobów – i nie do pogodzenia z ekologią. Nie wspomniał, że Rosja musi spalać miliardy metrów sześciennych nadwyżek gazu ponieważ prywatni producenci nie mogą używać rurociągów Gazpromu. Miller poszedł tak daleko, że nazwał gaz łupkowy „bańką, która wkrótce pęknie”. Ale LNG przewidziany na rynek USA już zalewa Europę, ścinając ceny poniżej stawek Gazpromu, powiązanych z ceną ropy.

Kierownictwo Gazpromu nie pojęło również wagi Unii Europejskiej. W wrześniu zeszłego roku Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko Gazpromowi oskarżając koncern o dzielenie rynku poprzez blokowanie swobodnego przepływu gazu między państwami członkowskimi, zapobieganie dywersyfikacji dostaw gazu oraz nakładanie niesprawiedliwych cen na klientów poprzez wiązanie cen gazu z cenami ropy naftowej.

Werdykt w tej sprawie może zająć całe lata, ale Gazprom z pewnością zostanie ukarany wielomiliardową grzywną za długotrwałe stosowanie nagannych praktyk. Teraz cały model biznesowy koncernu jest zagrożony. Jego główni klienci - wielkie europejskie firmy dystrybucji gazu - przegrywały z Komisją Europejską w znacznie drobniejszych sprawach.

Gazprom traci na europejskim rynku. Jego udział w imporcie gazu naturalnego przez 27 państw członkowskich spadł ze szczytowego poziomu 47 proc. w roku 2003 do 34 proc. w roku 2011. Głównymi beneficjentami są norweski Statoil oraz Katar, które dostosowały ceny do warunków rynkowych i sprzedają coraz więcej surowca po niższych cenach spotowych. Także w Rosji udział koncernu spadł z tradycyjnych 85 proc. do 65 proc. w roku 2012. Korzystają na tym prywatna firma NovaTek i państwowy Rosnieft.

>>> Czytaj też: Rosnieft: nowy dyplomatyczny młot Rosji

Akcjonariuszy Gazpromu najbardziej jednak irytuje olbrzymie marnotrawstwo i korupcja. Według analityków Sbierbanku na produkcję gazu koncern potrzebuje około 11 mld dol. rocznie, ale w roku 2011 wydatki kapitałowe poszybowały z planowanego początkowo poziomu 27 mld dol. do 53 mld dol. W zeszłym roku zatrzymały się na 43 mld dolarów.

Analitycy określają te nadmierne wydatki „niszczeniem wartości”, co jest eufemizmem dla marnotrawstwa i korupcji, których koszty w Gazpromie sięgają 30-40 mld dolarów rocznie.

Władimir Putin / Bloomberg / Michele Tantussi