Naukowcy i dziennikarze próbują dotrzeć do źródeł niezadowolenia, które zmusza ludzi do wyjścia na ulice. Każda większa teoria wykazuje, że wśród protestujących najwięcej jest młodych, obeznanych z Twitterem przedstawicieli rozrastającej się klasy średniej. Można by zakładać, że to skutek uboczny sukcesów tych krajów. Rosnący dobrobyt stał się podstawą do stworzenia klasy ludzi, którzy mają czas i pieniądze, aby domagać się od swoich przywódców jeszcze większego komfortu i wolności politycznych. To sensowne wytłumaczenie, jednak brzmi ono chyba aż nazbyt trywialnie i przez to nieprzekonująco.

Klasa średnia rośnie w siłę od wielu dekad. Jest ona podstawą protestów już od czasu Rewolucji Francuskiej. Dlaczego więc ostatnia fala buntu odbywa się akurat teraz i akurat w tych konkretnie krajach?

>>> Polecamy również: Portet: Protesty w Europie mogłyby się zamienić w kolejną Wiosnę Ludów

Średnia klasa średnia

Reklama

Klasa średnia nie rozrastała się w krajach objętych protestami szczególnie dynamicznie. Według danych Brookings Institution klasa średnia w 20 największych krajach rozwijających się w ciągu ostatnich 15 lat powiększyła się o 18 procent i stanowi teraz nieco ponad połowę populacji. Za członka klasy średniej Brookings uznaje każdego człowieka, który wydaje od 10 do 100 USD dziennie. Uczestnicy ostatnich protestów w zdecydowanej większości spełniają ten warunek.

Kraje dotknięte największymi protestami, balansują w okolicach uśrednionego poziomu rozwoju klasy średniej. W Egipcie wzrosła ona o 14 proc. Brazylii o 19 proc., a w Turcji o 22 proc. Nie można jednak zapominać o strajkach w Rosji, czy Indiach, czyli odpowiednio najszybciej i najwolniej rosnącej klasie średniej świata.

Trudno również o jasne wnioski wynikające z rozwoju konkretnych gospodarek. Powody do niezadowolenia ma każdy z badanych krajów, bo wzrost gospodarczy uległ w każdym z nich zdecydowanemu zahamowaniu do średnio 4 procent z 8 procent rocznie. Nie widać jednak żadnej reguły, aby wskaźnik rozwoju gospodarczego rzutował na ilość protestów. Brazylia i Rosja odczuły wyjątkowo dotkliwe zahamowanie rozwoju, natomiast Turcja i Egipt rozwijały się szybciej niż inne kraje w czasie wybuchu zamieszek. Czy jest jednak coś, co łączy wszystkie te miejsca?

Być może odpowiedzi należy szukać nie na ulicy, a w gmachach należących do władz. Pośród badanych 20 krajów rozwijających się, aktualnie rządząca partia, sprawuje władzę średnio od ośmiu lat. W krajach, w których władza utrzymuje się już ponad osiem lat, nasilają się protesty. Te kraje to Argentyna, Brazylia, Turcja, Rosja, RPA i Indie. Jedynie Egipt jest tu odstępstwem od reguły. W gruncie rzeczy jednak zamieszki w Egipcie mają dokładnie te same podstawy co poprzednio – zapędy dyktatorskie i autokratyczne nowych władz.

>>> Polecamy: Henryk Domański: Klasa średnia - najbardziej rozwścieczona grupa społeczna

Znudzenie bohaterami

Ta rewolta przeciwko dawnym reżimom ukazuje niebezpieczeństwo zostawania przy władzy zbyt długo. Przypomina to przypadek Ludwika XVI. Nawet liderzy odnoszący sukcesy uginali się pod ciężarem własnej pewności siebie: nieudane reformy, bądź ich brak, problem nierównomiernego rozwijania każdej klasy i regionu kraju.

Ostatecznie zbierało się wystarczająco dużo osób znudzonych i zmęczonych władzą, aby zrzucić ją z tronu. Dotknęło to nawet takich gigantów rozwoju gospodarczego, jak Suharto w Indonezji czy Mahathir Mohamed w Malezji. Jak mawiał Ralph Waldo Emerson: „każdy bohater w końcu się nudzi”.

Przez ostatnią dekadę praktycznie każdy rozwijający się kraj notował dodatni wzrost gospodarczy. To ułatwiało rządzącym wówczas partiom umacnianie się na swojej pozycji. Dziś, gdy rozwój zwalnia, wiele społeczeństw traci cierpliwość i zaufanie do swoich liderów. Liderów, którzy nie przystosowali się do postkryzysowego świata.

W Brazylii od 10 lat rządzi Partia Pracy. Prezydent Dilma Rousseff kontynuuje politykę swoich poprzedników, mimo, że ceny surowców spadają i w ten sposób ściągają opartą na surowcach gospodarkę w dół. Podobnie wygląda sprawa w Rosji, gdzie protestowano przeciwko polityce Vladimira Putina. Putinowi, będącemu u władzy już od 13 lat, zarzuca się brak dywersyfikacji gospodarki, opartej głównie na wydobyciu ropy.

W Turcji podobny model doprowadził do rozwoju gospodarczego i zbytniej pewności siebie, tkwiącej od 10 lat u władzy partii. W Republice Południowej Afryki, protestowano przeciwko będącemu od 20 lat u władzy Afrykańskiemu Kongresowi Narodowemu. Rosnąca korupcja i drastyczne przypadki gwałtów, wzmogły wśród tysięcy mieszkańcy Indii antyrządowe nastroje zmęczone 9-letnią już kadencją aktualnych liderów.

To, czy protesty ucichną zależy w dużej mierze od możliwości zmiany aktualnej władzy. W krajach takich jak Brazylia czy Indie, nadchodzące wybory pokażą, czy naród jest skłonny skorzystać z tej szansy. W krajach takich jak Rosja, czy RPA, w których brakuje klarownej alternatywy, ryzyko wzmagania się protestów jest znacznie większe. Tam gdzie zaszła zmiana, klasa średnia jest spokojniejsza i nie ma powodu aby wychodzić buntowniczo na ulice. Kraje takie jak Meksyk, Filipiny, Nigeria czy nawet Pakistan cieszą się nowymi, świeższymi rządami, które przynoszą mieszkańcom potrzebne zmiany.

Ruchir Sharma, dyrektor ds. rozwijających się rynków w Morgan Stanley Investment Management, jest autorem książki „Breakout Nations” (Narody przełomów).