Forsal logo

Woś: Kraków chce igrzysk. A Monachium nie

Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej
Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej/Dziennik Gazeta Prawna
Stolica Bawarii w ostatniej chwili wycofała się z wyścigu o organizację zimowych igrzysk w 2022 r. Powodem był sprzeciw mieszkańców w lokalnym referendum.

Dyskusja, która przetoczyła się w niemieckich mediach po tym wydarzeniu, może być dla nas bardzo pouczająca.
W monachijskim referendum stanęły naprzeciw siebie dwie siły. Z jednej strony Niemiecki Komitet Olimpijski do spółki z lokalnymi politykami. Po drugiej komitet obywatelski przedsięwzięciu przeciwny. Wygrali ci drudzy. Dlaczego olimpijskie ambicje upadły? Przeglądając niemieckie media (zwłaszcza te wydawane w dalekim Berlinie albo Hamburgu), trafić można na różne zjadliwe wyjaśnienia. A to że zorganizować się przeciw czemuś zawsze łatwiej. Albo że bogaci i konserwatywni Bawarczycy zgnuśnieli w swoim dobrobycie i dobrze im w sytuacji „moja chata z kraja...”. Ale równie silne były głosy zrozumienia dla decyzji mieszkańców Monachium i okolic.

Nie chodziło tu wcale o same tylko koszty organizacji igrzysk. Czyli to, na co w przypadku Krakowa – zresztą bardzo słusznie – zwraca uwagę część opinii publicznej. Monachijskie „nein” zostało odczytane jako sprzeciw wobec dyktatu, jakim są wszystkie wielkie imprezy sportowe w stylu olimpiad albo piłkarskich mundiali lub Euro. Ten dyktat to specyficzna sytuacja, w której globalna komercyjna organizacja znajdująca się poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą przez kilka lat współdecyduje o kierunkach inwestycyjnych lokalnej władzy. Kulminacją jest sam czas „wielkiego sportowego święta”, gdy kawałek suwerennego kraju staje się de facto protektoratem MKOl, FIFA albo UEFA. A na koniec większość zysków wpada do kieszeni tych ostatnich, pozostawiając miasto organizatora z kosztami i masą wątpliwych korzyści pośrednich.

Wydawana w Monachium (ale ogólnoniemiecka) „Sueddeutsche Zeitung” podsumowuje to w sposób następujący: „Nie jest tak, że stolica Bawarii pogrążyła się w jakiejś fatalnej dekadencji i nikt to już nie realizuje śmiałych wizji infrastrukturalnych czy urbanistycznych. Po prostu lubią to robić po swojemu, a nie według narzuconego im z góry scenariusza”. Po czym gazeta przypomina wiele zakrojonych na szeroką skalę projektów, jak rozbudowana niedawno ogromna dzielnica muzealna, której nie powstydziłaby się żadna z czołowych zachodnich stolic. Tu nie było oporu mieszkańców. Odwrotnie. Założona przez nich fundacja w krótkim czasie zebrała 11 mln euro i zmusiła władze publiczne do zdecydowanego wejścia w projekt. Z olimpiadą było odwrotnie. I dlatego Bawarczycy powiedzieli jej: „Wielkie mi coś, takie igrzyska! My mamy inne sensowniejsze rzeczy do zrobienia”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRaport Draghiego na nic. Prawdziwy powód braku konkurencyjności UE? Polityka klimatyczna »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj