Sytuację na bieżąco monitorują resorty spraw wewnętrznych oraz zagranicznych, Urząd ds. Cudzoziemców i wojewodowie. W centrum przygotowań znajduje się graniczące z Ukrainą województwo podkarpackie, gdzie zebrał się wczoraj Wojewódzki Zespół Zarządzania Kryzysowego (WZKK).

Wojewoda Małgorzata Chomicz-Śmigielska zadeklarowała, że region jest gotowy do przyjęcia obywateli Ukrainy, którzy mogą wystąpić z wnioskiem o status uchodźcy bądź potrzebować pomocy medycznej. Jak dowiedzieliśmy się w resorcie spraw wewnętrznych, dotychczas do polskich szpitali trafiło 11 obywateli Ukrainy. Na portalach społecznościowych pojawiła się sugestia, by w razie potrzeby i problemów z wizami zwracać się osobiście do konsula RP we Lwowie. W konsulacie dowiedzieliśmy się jedynie, że jest to rutynowa procedura, którą może zastosować każda polska placówka dyplomatyczna na świecie.

>>> Ukraina - państwo upadłe? Kijów traci kontrolę nad krajem

Do przyjmowania pacjentów z Ukrainy wyznaczono sześć podkarpackich placówek. Szpitale te poinformowały WZKK, ile są w stanie przyjąć osób zza wschodniej granicy. W jednym z nich udało nam się dowiedzieć, że od ręki jest w stanie przyjąć pięciu rannych w stanie bardzo ciężkim, 10 w stanie ciężkim i 30 w stanie lekkim, z możliwością przyjęcia w ciągu dwóch dni dodatkowych 20 osób, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Z kolei do dyspozycji potencjalnych uchodźców wojewoda podkarpacki przygotował dwa punkty czasowego pobytu. Jak powiedziała nam rzecznik tamtejszego urzędu wojewódzkiego Małgorzata Oczoś-Błądzińska, ich lokalizacja ze względów bezpieczeństwa pozostaje tajemnicą. Miejscami dysponuje również Urząd ds. Cudzoziemców, który w tej chwili może przyjąć 520 osób w prowadzonych przez siebie ośrodkach i 250 w świetlicach. Urząd deklaruje, że w razie potrzeby jest w stanie zmobilizować dodatkowych 800 miejsc.

Na wypadek, gdyby do Polski zaczęli masowo docierać uchodźcy, szef MSW może poprosić Komisję Europejską o przyznanie środków z Europejskiego Funduszu na rzecz Uchodźców w wysokości 1,5 mln zł. Nieoficjalnie jednak dowiedzieliśmy się, że z analiz urzędników resortu wynika, iż Polski nie czeka duża fala uchodźców. – Przyczyn jest wiele, również taka, że nasz kraj nie może zaoferować wysokiej pomocy socjalnej – usłyszeliśmy. Nasz rozmówca dodał, że w tej kwestii najwięcej zależy od rozwoju sytuacji na Ukrainie.

>>> Rewolucja na Ukrainie może uderzyć w Polskę. Firmy wstrzymują oddech

Potwierdzają to informacje, które uzyskaliśmy w MSZ. Na razie polskie konsulaty na Ukrainie nie notują wzrostu liczby wniosków wizowych. Z kolei według MSW w tym roku o nadanie statusu uchodźcy wnioskowało 24 obywateli ukraińskich. W 2012 r. było to 76 osób, a w 2013 r. – 46. Także ruch na przejściach granicznych był mniejszy niż zazwyczaj. Częściowo ze względu na manifestantów, którzy zablokowali drogi dojazdowe do dwóch przejść granicznych z Polską (Korczowa/Krakowiec i Krościenko/Smolnica). – We wtorek w ciągu doby na wszystkich przejściach odprawiono łącznie 25 tys. osób, podczas gdy średnio jest to 28–30 tys. – powiedziała nam rzecznik prasowa bieszczadzkiej Straży Granicznej mjr Elżbieta Pikor.

W ukraińskich mediach społecznościowych pojawiły się też pogłoski, że polska ambasada w Kijowie może się stać celem ataku. Dotarły one też do pracowników naszej placówki. – Rzeczywiście pojawiły się informacje, że coś takiego jest planowane. Mieli to nawet być prowokatorzy przebrani w mundury policyjne – mówi rzecznik prasowy placówki Marcin Zagata. Do ataku tituszek nie doszło, ale we wtorek przed ambasadą odbyła się manifestacja, na którą przyszło ok. 100 osób. – Były to głównie osoby starsze. Trzymały transparenty z napisami typu „Europa popiera faszyzm” – usłyszeliśmy.

Zapytaliśmy MSZ, czy planuje zaostrzenie środków bezpieczeństwa w ambasadzie. Odpowiedzieli, że resort nie udziela informacji na temat bezpieczeństwa placówek dyplomatycznych.

Lokalizacja obozów dla uciekinierów jest objęta ścisłą tajemnicą.