Długi rosyjskich instytucji finansowych sięgają 600 mld dol., podczas gdy rezerwy walutowe Rosji to tylko 400 mld dolarów.

Indeks giełdy moskiewskiej. / DGP

Inwestorzy, którzy postawili kilka miesięcy temu na rosyjskie akcje, dziś żałują swojej decyzji. – Fundusze akcji rosyjskich były w kwietniu największymi przegranymi, podobnie zresztą jak przed miesiącem – komentuje wyniki inwestycyjne TFI Bernard Waszczyk, analityk z Open Finance. – Sankcje Zachodu wobec Rosji, cokolwiek by o nich myśleć, i ciągłe mówienie o powrocie zimnej wojny pchają inwestorów do wycofywania kapitału z rosyjskiego rynku. To odbija się m.in. na wynikach funduszy inwestycyjnych akcji rosyjskich – wyjaśnia.

Od początku tego roku majątek powierzony tego typu funduszom skurczył się średnio o 15 proc., a w przypadku niektórych z nich ten spadek był znacznie większy. Choć w kwietniu, jak podkreśla Paweł Cichoń, wiceprezes Quercus TFI, sytuacja na światowych rynkach finansowych nie zmieniła się znacząco, to nadal największym czynnikiem ryzyka jest napięta sytuacja na Ukrainie. I właśnie ona już od kilku miesięcy odciska się na wynikach funduszu Quercus Rosja. Jego stopa zwrotu w tym roku wynosi już prawie minus 27,5 proc.

Reklama

– Od kilku miesięcy klimat do inwestowania w Rosji nie jest sprzyjający, ale znaczące problemy tego kraju zaczęły się, jeszcze zanim doszło do konfliktu na linii z Ukrainą – mówi Robert Burdach, zarządzający funduszami akcji Union Investment TFI. Wymienia w tym kontekście niepokoje na rynkach wschodzących, w wyniku których znacząco osłabił się rubel. Na czym ucierpiała także wycena spółek notowanych na moskiewskiej giełdzie. W tym roku tamtejszy indeks RTS stracił już ponad 20 proc.

Co więcej, jak podkreśla Burdach, z powodu niechęci inwestorów do lokowania kapitału w Rosji i prognozowanych scenariuszy rozwoju sytuacji, szybkie odbicie na giełdzie w Moskwie jest mało prawdopodobne.

W opinii Piotra Przedwojskiego, wiceprezesa Caspar AM i zarządzającego funduszem Caspar Akcji Rosyjskich, trudno sobie wyobrazić, aby po wydarzeniach na Ukrainie z udziałem Rosji, których skutkiem jest istotny wzrost ryzyka inwestycyjnego, polscy klienci przez minimum dwa lata zechcieli inwestować w akcje rosyjskich firm. Według niego w tej sytuacji można się spodziewać, że wkrótce istotnie zmieni się statut funduszu. Zresztą na rosyjskie akcje jest on nastawiony od około pół roku, a wcześniej był funduszem o znacznie szerszym spektrum działalności.

>>> Czytaj również: Ukraiński Motor Sicz chce montować w Polsce śmigłowce Mi-2 i Sokół

Problemy rosyjskiej gospodarki

Problemem Rosji jest uzależnienie od eksportu surowców, co w sytuacji, gdy na skutek polityki Fedu dolar się umacnia, może obciążać tamtejszą gospodarkę. Za unikaniem Rosji przemawiają także niski poziom tzw. ładu korporacyjnego, słabnąca waluta, brak reform gospodarczych oraz słaba i wciąż pogarszającą się struktura demograficzna – wymienia Burdach. – O naszym negatywnym nastawieniu do aktywów rosyjskich może świadczyć fakt, że znacząco zredukowaliśmy udział spółek rosyjskich w portfelu subfunduszu UniAkcje: Nowa Europa – dodaje.

Również zdaniem Romana Przasnyskiego, eksperta Open Finance, perspektywy dla sytuacji gospodarczej w Rosji są słabe. – Osłabienie rubla to duży kłopot dla spółek, które prowadzą działalność w Rosji. Ponoszą one koszty np. na surowce w złotych lub w euro, a swoje towary sprzedają za słabnącą rosyjską walutę. Dotyczy to firm, które mają w Rosji swoje fabryki lub sklepy – argumentuje.

Kolejnym kłopotem jest prawdopodobny spadek sprzedaży na rosyjskim, ale także na sąsiednich rynkach np. na Ukrainie. – Sytuacja gospodarcza Rosji się pogarsza i rysują się dość groźne scenariusze. Zapewne wielkiego krachu nie będzie, ale skutki obecnej sytuacji geopolitycznej odczuje mocno cała gospodarka Rosji, a co za tym idzie – i Rosjanie – mówi nam Przasnyski i dodaje, że już są sygnały świadczące o tym, że sprzedaż spada. Nawet te oficjalne prognozy wzrostu gospodarczego Rosji są obniżane.

– Polskie spółki będą teraz miały w Rosji znacznie trudniejsze warunki do działalności, niż miały dotychczas, choć trzeba powiedzieć, że wcześniej i tak nie były one zbyt dogodne. To się nie zmieni przez najbliższych kilka lat – ocenia ekspert z Open Finance. Przypomina, że firma LPP już zapowiedziała, że będzie ograniczała sieć sprzedaży w Rosji.

– Wojna tu nie pomoże, bo z pewnością nie napędzi rosyjskiej gospodarki, a ewentualne kolejne sankcje będą tylko pogarszały sytuację – deklaruje. Następne reperkusje już widać na horyzoncie. USA rozważają wprowadzenie zakazu udzielania kredytów bankowych rosyjskim firmom, a to właśnie w zagranicznych bankach najchętniej zadłużają się spółki z Rosji. Jest to szybsze, prostsze i atrakcyjniejsze pod względem kosztów.

W opinii Przasnyskiego nie można wykluczyć scenariusza niewypłacalności państwa rosyjskiego. Długi rosyjskich instytucji finansowych sięgają 600 mld dol., podczas gdy rezerwy walutowe Rosji to tylko 400 mld dol. – Te rezerwy nie są gwarancją, że wszystko będzie dobrze – mówi analityk.

Topowi inwestorzy już pozbywają się rosyjskich papierów. Np. Franklin Templeton odsprzedał w minionym kwartale obligacje Rosji i państwowych spółek z tego kraju o łącznej wartości nominalnej 29 mln dol. Niepokojące jest również to, że agencje ratingowe uważają, że rosyjskie papiery są tylko nieznacznie cenniejsze niż tzw. obligacje śmieciowe.

Moskwa nie chce nowych rozmów, chyba że z separatystami

Moskwa wyklucza nową rundę rozmów w sprawie złagodzenia kryzysu na Ukrainie. Rosyjski szef dyplomacji Siergiej Ławrow oświadczył wczoraj w Wiedniu, że skoro ustalenia poczynione podczas kwietniowego spotkania z udziałem USA, Unii Europejskiej, Rosji i Ukrainy nie weszły w życie, kolejne rozmowy są bezcelowe. – Nie sądzę, by miało to jakąkolwiek dodatkową wartość, byłoby to chodzeniem w kółko – twierdzi Ławrow.

Była to reakcja na słowa niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera, który wezwał do zorganizowania nowej konferencji w sprawie Ukrainy, choć propozycja Berlina w pewnej mierze wychodzi naprzeciw oczekiwaniom Rosji. Steinmeier sugeruje, by kluczową rolę w stabilizowaniu sytuacji na Ukrainie odgrywała OBWE, a jednym z punktów temu służących powinna być reforma konstytucyjna tego kraju, czyli de facto forsowana przez Rosję federalizacja. Charakterystyczne jest też, że nie wspomniał on o Krymie, który w marcu został anektowany przez Rosję.

Zgodnie z pierwszym porozumieniem, zawartym 17 kwietnia w Genewie, wszystkie strony konfliktu, w tym prorosyjscy separatyści ze wschodniej Ukrainy, miały się powstrzymać od przemocy, zastraszania i prowokacyjnych aktów, zaś ci, którzy okupują budynki władz, mieli je opuścić w zamian za amnestię.

Rosja jednak nie ustaje w prowokacjach i podsycaniu napięcia. Ławrow przekonywał wczoraj, że jeśli rozmowy miałyby coś wnosić, powinni w nich uczestniczyć separatyści. Zakwestionował też sens przeprowadzania w obecnej sytuacji wyborów prezydenckich na Ukrainie. – Wyznaczanie wyborów w czasie, gdy armia jest używana przeciw części populacji, jest niekonwencjonalne. To nie Afganistan – powiedział. O tym, że to separatyści, z którymi walczy ukraińska armia, są wspierani przez Rosję, nie wspomniał. Gdyby zaplanowane na 25 maja wybory prezydenckie się nie odbyły, Rosja mogłaby to wykorzystać jako pretekst do bardziej otwartej interwencji wojskowej na Ukrainie.

Tymczasem walki, szczególnie w Słowiańsku w obwodzie donieckim, nie ustają. Ukraiński minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow poinformował, że zginęło tam wczoraj czterech żołnierzy i około 30 separatystów, zaś w całym mieście ukrywa się około 800 dobrze uzbrojonych bojowników. Z kolei według obecnego na miejscu reportera „Russia Today” mieszkańcy gromadzą zapasy żywności, a barykady stoją niemal na każdej ulicy. Słowiańsk, który od prawie miesiąca jest w rękach separatystów, otoczony jest przez wojska ukraińskie próbujące odzyskać nad nim kontrolę. Fakt, że w wielu miastach obwodu donieckiego trwają demonstracje lub nawet starcia zbrojne, nie jest dla separatystów przeszkodą w przeprowadzeniu referendum na temat samostanowienia proklamowanej przez nich Ludowej Republiki Doniecka – odbędzie się ono w najbliższą niedzielę.

>>> Czytaj także: Zachód grozi Rosji sankcjami, jeśli dojdzie do zerwania wyborów na Ukrainie. Służby specjalne przejmują uran, miał służyć do budowy brudnej bomby. Wojsko nie może stłumić rebelii. Do wyborów prezydenckich zostały trzy tygodnie.