Transport, dystrybucja i akcyza podnoszą 3-krotnie cenę wina w Polsce

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
2 czerwca 2014, 05:40
Transport wina. Widdok przez Rio Duoro na miasteczko Porto. autor Thomas Istvan Seibel, Herr Klugbeisser, de.wikipedia
Transport wina. Widdok przez Rio Duoro na miasteczko Porto. autor Thomas Istvan Seibel, Herr Klugbeisser, de.wikipedia/Wikimedia Commons
Polacy najchętniej kupują wina do 30 zł. Ale gdyby nie koszty transportu, dystrybucji i akcyzy, za tę samą butelkę płacilibyśmy trzy razy mniej.

Statystyczny Polak wypija rocznie niewiele ponad 3 litry wina – wynika z danych Polskiej Rady Winiarstwa. To daje raptem jedną trzecią lampki wina tygodniowo. W „starej” UE jest to – w zależności od kraju – średnio od 2,5 do 4,5 lampki wina w tygodniu. Np. Niemiec wypija rocznie średnio 28 litrów, czyli osiem razy więcej wina od Polaka.

Rodacy najchętniej wybierają wina w cenie do 30 zł. Dziewięciu na 10 Polaków nabywa je w sklepach detalicznych, w których dynamicznie rosnący udział mają dyskonty. Tylko 9 procent mieszkańców deklaruje, że najczęściej sięga po nie w restauracjach. Według Rady Winiarstwa, najczęściej wybieramy czerwone wina stołowe. Najlepiej schodzą wina wytrawne, które stanowią 63 proc. zakupów. Jeszcze w latach 90. najpopularniejsze były w Polsce wina bułgarskie, ale w 2013 r. dominowały trunki francuskie.

>>> Oto portret polskiego picia na podstawie statystyk

Kto wypija nasze wino?

Gdybyśmy 29,99 zł, które wydajemy w sklepie na butelkę czerwonego półwytrawnego Merlota, zapłacili bezpośrednio producentowi, to wtedy zamiast 0,75 litra mielibyśmy 3,2 litra wina. To daje cztery butelki i jeszcze jeden kieliszek. W takim razie kto po drodze od producenta w Toskanii, Bordeaux czy Dolinie Renu „wypija” nasze wino? Zajmująca się transportem wina firma logistyczna Finelog zrobiła dla nas specjalne wyliczenie.

Okazuje się, że producent butelki, korka i eleganckiej etykiety inkasuje równowartość dwóch kieliszków trunku. To na razie nic, bo po zakupie opakowania wciąż pozostaje nam nieco więcej niż trzy butelki i trzy kieliszki. Wino trzeba jednak przetransportować. I to jest dodatkowy koszt, bo przez wycenę swoich usług firmy logistyczne wypijają co najmniej 3,5 kieliszka. To jeszcze nie tragedia - przecież wciąż mamy równowartość prawie trzech butelek. Ale wtedy o swoją porcje trunku upomina się państwo: z tytułu VAT i akcyzy znika prawie cała butelka. Na koniec dochodzi marża dystrybutora, który uczestniczy w wybraniu i sprowadzeniu wina do Polski. Jemu też oddajemy jedną butelkę.

Ponieważ Polacy wciąż piją mniej szlachetnego trunku niż większość pozostałych europejskich narodów, ten rynek ma gigantyczny potencjał wzrostu. W ciągu ostatnich dziesięciu lat rynek wina w Polsce podwoił swoją wartość, osiągając w 2013 r. sprzedaż na poziomie ponad 2 mld złotych. W ubiegłym roku wydaliśmy na wino o ponad jedną czwartą więcej niż jeszcze cztery lata wcześniej. Według International Wine& Spirit Research, w ciągu kolejnych kilku ten segment powinien stabilnie rosnąć w tempie co najmniej 6 proc. rocznie.

Jak dowieźć, żeby nie zepsuć

W Polsce jest już zarejestrowanych prawie tysiąc dystrybutorów wina, z których ponad stu ma swoje sklepy. Liczba firm logistycznych trudna do oszacowania, ponieważ do przewozu wina nie potrzeba specjalnych dodatkowych zezwoleń. Spółek zainteresowanych transportem wina jest dużo, mimo licznych utrudnień. Do nich zaliczyć możemy m.in. rozproszenie winnic (mało jest odbiorców, którzy kupują duże partie wina w jednym miejscu), rozdrobniony popyt, (mało kto kupuje dużą ilość takich samych win) i ryzyko kradzieży. Na jednej palecie zmieści się 500 butelek wina, a każda z nich jest w naszym kraju warta 30 zł, to daje ok. 15 tys. zł. To już na tyle znaczącą kwota, że transporty padają ofiarą złodziei.

Kolejna bariera to złożoność procedur akcyzowych czy koszty obowiązkowego na polskim rynku banderolowania. Z badania przeprowadzonych wśród polskich importerów na zlecenie składu Pro-Log wynika, że najmniej wyrozumiałości dla polskiego fiskusa mają francuscy winiarze. Poza nielicznymi wyjątkami nie mają rozwiązań organizacyjnych do szybkiego banderolowania. Koszty tej usługi mogą wynieść od 15 eurocentów do… 1 euro za naklejenie jednej banderoli.

Zanim wino zostanie wypite, przeważnie jest transportowane kilkukrotnie. Bardzo ważne jest, żeby wino nie było przewożone w zbyt wysokich temperaturach (szkodliwe są szczególnie duże wahania temperatur). Wino, któremu było zbyt ciepło można rozpoznać po tym, że kawałek korka został wypchnięty.  Co z wstrząsami przy transporcie? W tym przypadku ważne jest odstawienia wina po transporcie. W przypadku większości win powinno wystarczyć kilka godzin. Trunki starsze i bardziej wymagające powinny postać ok. dwóch tygodni, zanim zostaną otwarte.

>>> Wina są elementem biznesplanu Putina na Krymie. Putin śni o drugim Singapurze, a Krym traci banki i hamburgery

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj