Wczoraj oddano do użytku pierwszy, 69-km odcinek regionalnej sieci finansowanej z Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej. Połączył on Siemiatycze z Hajnówką w woj. podlaskim. – Najdłużej trwały prace przygotowawcze, uzyskanie niezbędnych zgód, w tym tych od Komiski Europejskiej. Teraz inwestycja ruszy pełną parą. Do końca października 2015 r. w ramach tego projektu wybudowanych zostanie 10,5 tys. km sieci internetu szerokopasmowego – obiecuje Iwona Wendel, wiceminister infrastruktury i rozwoju. Podkreśla, że ze środków wszystkich programów operacyjnych, w tym regionalnych (RPO) i krajowych, obecnie w budowie jest 54 tys. km sieci.

Problem w tym, że blisko 70 proc. inwestycji w regionach zostało do przeprowadzenia do końca 2015 r., kiedy to Polska musi się rozliczyć z projektów w Brukseli, jeśli nie chce zwracać wielomiliardowych dotacji.

Dane MIR przygotowane dla DGP pokazują, że w regionach do końca czerwca wybudowano 5,9 tys. km sieci internetu szerokopasmowego. To tylko 26,6 proc. planów wynikających z podpisanych umów o dofinansowanie. Ale z drugiej strony w porównaniu z połową ubiegłego roku widać postęp. Wówczas zrealizowanych było 422,6 km, czyli 2,2 proc. planu.

– Biorąc pod uwagę, jak wielu zgód wymagają te inwestycje, wybudowanie jeszcze 16,5 tys. km w mniej niż półtora roku jest mało prawdopodobne – ocenia Aleksander Kwiatkowski, partner w firmie informatycznej Softax.

>>> Czytaj też: Netia chce przejąć klientów Orange. Dropss jest tańszy o ponad 20 zł od Neostrady

Reklama

Prymusami są województwa: lubelskie, opolskie i podkarpackie, gdzie zbudowano tyle, ile zaplanowano. Tragicznie wygląda za to sytuacja w woj. kujawsko-pomorskim i małopolskim, gdzie do końca czerwca zrealizowano zero planów, tylko odrobinę lepiej jest w Wielkopolsce (0,4 proc.). Od kilku do kilkunastu procent zbudowano w woj. śląskim, podlaskim i mazowieckim.

– Pieniądze są, firmy gotowe podjąć się zadania są. Problemem jest opieszałość administracji i do niedawna złe prawo, nakazujące wybieranie najtańszych ofert. Do tego ciągnące się odwołania i brak kar dla inwestorów, którzy w przetargach zaniżyli ceny, a później nie byli w stanie zrealizować projektów – wylicza Kwiatkowski.

Część marszałków województw przyznaje, choć nieoficjalnie, że początkowo sami do tych inwestycji podeszli nieprofesjonalnie.

– W Polsce mamy skomplikowany proces inwestycyjny i postanowiliśmy, że administracja musi się z nim zmierzyć. Kiepsko to wychodzi – ocenia Andrzej Piotrowski związany z Centrum im. Adama Smitha. – Środki z UE muszą być wykorzystane, jeśli nie, to trzeba będzie je oddać – wskazuje. Dodaje, że jeśli sieci zostaną wybudowane częściowo, to Komisja Europejska może wyznaczyć dodatkowy termin, ale może też uznać, że nie spełniono wymogów, i nakazać zwrot dotacji.

– Poza tym, jeśli ta inicjatywa miała przynieść określone zmiany w Polsce, to one odkładane w czasie stają się coraz mniej istotne. Natura nie znosi próżni – w tym czasie powstają inne sieci, które mogą sprawić, że te nowo budowane nie będą już potrzebne. Kto wtedy wytłumaczy podatnikom, na co i po co zostały wydane ich pieniądze? – pyta Piotrowski.

>>> Polecamy: Walka z piractwem w internecie to wielki prawniczy biznes