Po bankructwie ubezpieczyciela wypłatę ustali sąd

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 października 2008, 02:10
Po bankructwie ubezpieczyciela wypłatę ustali sąd
Co w razie upadłości ubezpieczyciela/Inne
Przepisy dotyczące gwarancji dla posiadaczy polis na życie po upadłości ubezpieczyciela są nieprecyzyjne. Umowy, do których odsyła Ministerstwo Finansów, nie określają, jaką kwotę powinien dostać klient.

Nie wiadomo, jak wyliczać wysokość wierzytelności w polisach na życie. Tylko teoretycznie sprawa gwarancji wypłat na wypadek upadłości towarzystwa wygląda prosto. Jeśli takiego ubezpieczyciela nie przejmie inne towarzystwo lub pieniędzy zgromadzonych w spółce nie wystarczy na zaspokojenie roszczeń klientów, to zobowiązania przejmuje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). W przypadku polis na życie będzie to 50 proc. wierzytelności, ale nie więcej niż 30 tys. euro. Nie wiadomo jednak dokładnie, jak wyliczyć wartość wierzytelności. Większość wierzytelności powstaje po upływie trzech miesięcy od upadłości, kiedy wszystkie umowy rozwiązują się. Dla posiadaczy polis na życie, obliczonych na kilkanaście lat, może to oznaczać straty, bo przez pierwsze lata większość ich składek idzie na odpisy na ryzyko śmierci, prowizje agenta, wynagrodzenie towarzystwa.

Nawet Ministerstwo Finansów nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie: ile tak naprawdę uzyskaliby klienci.

- Przedmiot oraz zakres odpowiedzialności UFG będą wynikały z konkretnych umów, zawartych z zakładami ubezpieczeń. Oznacza to, że po ustaleniu odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń, UFG wypłaci świadczenie w wysokości 50 proc. tego, co osoba uprawniona otrzymałaby od zakładu ubezpieczeń - mówi Magdalena Kobos, rzecznik prasowy ministerstwa.

Problem w tym, że większość umów ubezpieczeń na życie nie reguluje sytuacji, w której umowa rozwiązuje się na skutek upadłości ubezpieczyciela. Są tylko zapisy, określające, ile i dlaczego towarzystwo potrąci z należnej kwoty, jeśli to klient rozwiąże umowę przed terminem. W przypadku niektórych umów ubezpieczeń kapitałowych czy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, przez pierwszy rok czy dwa nie dostaniemy ani grosza z wpłaconych składek. Stosowanie takiego podejścia prowadziłoby do sytuacji, w której klient z umową rozwiązaną z mocy prawa ponosiłby takie konsekwencje, jakby rozwiązał umowę sam. Wszystko wskazuje na to, że wątpliwości będą rozstrzygane w sądach.

- Fundusz we własnym zakresie nie określa wartości świadczeń, bo dokonuje tego sąd w toku postępowania upadłościowego - pisała na naszych łamach Elżbieta Wanat-Połeć, prezes UFG.

Wyjaśniała, że z uwagi na złożoność produktów ubezpieczeniowych oferowanych przez zakłady ubezpieczeń sąd z pewnością skorzystałby z opinii biegłych ekspertów - aktuariuszy dokonujących wycen zobowiązań wobec klientów.

- Najbardziej sprawiedliwe z punktu widzenia klienta byłoby określenie wierzytelności z polis na życie jako matematyczną rezerwę ubezpieczeń na życie, powiększoną o rezerwę na udział w zyskach - mówi Marcin Krzykowski, starszy konsultant w firmie doradztwa aktuarialnego Milliman.

W uproszczeniu chodzi o to, żeby wierzytelnością klienta z polisy na życie była suma składek pomniejszona o koszty udzielanej do momentu upadłości ochrony ubezpieczeniowej plus ewentualne zyski z inwestowania powierzonych składek w tym okresie.

Marcin Jaworski, dziennikarz działu Biznes Gazety Prawnej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: INFOR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj