Mercator w 2006 r. kupił w Tajlandii swoją pierwszą fabrykę, w której rozpoczął produkcję lateksowych rękawiczek. 10 lat później zwiększył swoje możliwości produkcyjne trzykrotnie. Początkowo inwestycja w tajski zakład nie pomagała rynkowej wycenie spółki. W ostatnich latach wartość firmy oscylowała wokół poziomu 100 mln zł. Wszystko zmieniła pandemia koronawirusa i boom na artykuły medyczne.

W poniedziałek na GPW akcje Mercatora wystrzeliły w górę o 72 proc. do 281 zł po tym, jak spółka ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe za drugi kwartał. Mercator Medical odnotował ok. 233,4 mln zł wyniku EBITDA i ok. 209,2 mln zł skonsolidowanego zysku netto w II kwartale 2020 r. W tym samym okresie ubiegłego roku spółka mała 0,3 mln zł zysku netto, a w I kwartale 2020 roku – 20,6 mln zł.

We wtorek spółka dostała kolejny zastrzyk od inwestorów, kończąc notowania 16-proc. wzrostami i nowym rekordowym kursem akcji na poziomie 336 zł. Mercator uplasował się dziś na drugim miejscu po CD Projekcie wśród spółek z najwyższymi obrotami. Zarząd spółki ocenił, że wyniki finansowe za drugi kwartał nie były zdarzeniem jednorazowym i zapowiedział, że w przyszłym roku możliwe jest wypłacenie dywidendy. Tym samym, tegoroczna stopa zwrotu na akcjach spółki wynosi już 3,3 tys. proc., a kapitalizacja spółki przekracza 3,5 mld zł.

Bloomberg
Reklama

Mimo to, założyciel Mercatora Wiesław Żyznowski, zwany polsko-tajskim królem rękawiczek, nie ma zamiaru sprzedawać swoich 76-proc. udziałów w spółce. Zamiast tego planuje przeznaczyć zyski na nowe inwestycje.

"Równolegle do tych wyników pracujemy bardzo usilnie, żebyśmy w sytuacji, kiedy Covid ustanie, byli innym biznesem pod względem produkcyjnym i dystrybucyjnym" - powiedział Żyznowski podczas konferencji prasowej. "Te środki pozwolą rozpocząć szerszy front inwestycyjny, niż moglibyśmy realizować bez nich. Już rozpoczęliśmy analizę różnych opcji inwestycyjnych. Myślimy zarówno o części produkcyjnej, jak i dystrybucyjnej" - dodał prezes.

Rozważana jest m.in. rozbudowa zakładu produkcyjnego w Tajlandii. "Nie ma tam możliwości wielkiego rozwoju, ale być może małą fabrykę by się udało. Druga opcja, którą możemy rozważać, to kupienie ziemi zdatnej pod fabrykę w Tajlandii i tam wybudowanie fabryki, blisko obecnego zakładu. Opcją jest też kupienie ziemi w innym kraju i tam wybudowanie fabryki" – mówi Żyznowski. "Nie wykluczam aktywacji produkcji w Pikutkowie, ale to nie będzie produkcja, która wpłynie na globalną sprzedaż" – dodał.

Zarząd spółki podzielił się również opiniami szefów największych światowych producentów rękawic, którzy z rezerwą mówią o rozwoju mocy produkcyjnych. Kończone są rozpoczęte inwestycje, natomiast nowe nie są przez nich wykluczane, ale traktowane z dużą rezerwą. "Covid się skończy i nikt nie chce zostać z nadmiernymi mocami" - podkreślił Żyznowski.

"Jeszcze poważniejsze inwestycje, by móc zwiększyć moce, są potrzebne w przemyśle lateksu nitrylowego. Do tego tylko kilka-kilkanaście firm na świecie jest zdolnych. A to jest zależne od koniunktury. Wszyscy, mimo sytuacji, nie są hurraoptymistyczni co do budowy mocy. Postawienie mocy to jest 2 - 2,5 roku" - zakończył prezes.

Grupa Mercator Medical podaje, że jest liderem w Polsce oraz jednym z kluczowych graczy w Europie Środkowo-Wschodniej na rynku jednorazowych rękawic medycznych. Spółka działa globalnie w ponad 50 krajach. W 2013 r. spółka zadebiutowała na GPW. Jej skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 540 mln zł w 2019 r.