Kampania zaplanowana jest na jesień tego roku; prace rozpoczęły się jeszcze w lutym, ale pokrzyżował je wybuch epidemii koronawirusa. Już wiadomo, że akcja prowadzona będzie zarówno w mediach, jak i ponad 1 tys. punktów sprzedaży detalicznej.

- Zależy nam na pokazaniu alternatywnej formy walki z nałogiem tytoniowy; jak dowodzą raporty Public Heath of England e-papieros jest 95 razy mniej szkodliwy od tradycyjnego papierosa. Poza tym chcemy wesprzeć firmy działające zgodnie z prawem, tak by mogły bronić się przed nieuczciwymi praktykami szkodliwymi tak dla branży, jak i osób uzależnionych od tytoniu – tak cele stowarzyszenia definiuje Przemysław Jaskóła, rzecznik VAP. Zrzesza ono polskich producentów, dystrybutorów i sprzedawców papierosów elektronicznych. Powstało w 2019 r.

Reklama

Kodeks dobrych praktyk

– To największa jak do tej pory oddolna inicjatywa branży e-papierosów w Polsce – zastrzega przy tym Przemysław Jaskóła. – Ale niejedyna.

Jedną z pierwszych był Kodeks Dobrych Praktyk przyjęty na początku 2020 r. Prace nad nim trwały ok. trzech miesięcy.

Nie jest to obszerny dokument, ale istotny druk. Określa politykę i zachowania członków stowarzyszenia. Zobowiązuje ich do przestrzegania przepisów ustawowych i wykonawczych dotyczących produkcji, importu i dystrybucji produktów, a także zapewnienia bezpiecznych, przebadanych i zarejestrowanych produktów.

Co to oznacza w praktyce? Płyny zawierające nikotynę przed wprowadzeniem na rynek przechodzą obowiązkowe badania – na pół roku przed planowanym wprowadzeniem na rynek. A pełen ich skład zgłaszany jest do Inspektora ds. Substancji Chemicznych. Na mocy przepisów ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Innymi słowy: nad bezpieczeństwem tak papierosów elektronicznych, jak i płynów nikotynowych czuwa specjalna instytucja podległa ministerstwu zdrowia.

– Oprócz tego płyn, który ma być sprzedawany w Polsce legalnie, może mieć zawartość maksymalnie 20 mg/ml nikotyny. Nie więcej. Wszystko po to, by łatwo nie można jej było przedawkować. W wielu krajach nie ma takiego obostrzenia – można kupować płyny z dowolną zawartością nikotyny. Nawet 70 mg/ml! – dopowiada rzecznik VAP.

Szybka ścieżka do resortu zdrowia

Postulatów samoregulacji branży e-papierosów jest zresztą więcej. Zawierają szereg rozwiązań, w tym m.in. wprowadzenie obowiązku legitymowania osób, które chcą kupić e-papierosy (zgodnie z prawem przeznaczone są one wyłącznie dla osób, które ukończyły 18 lat) czy np. wymóg koncesji dla punktów sprzedaży wyrobów nikotynowych, na wzór koncesji alkoholowych. Ale mowa jest też np. o obowiązku umieszczania w punktach sprzedaży detalicznej informacji: „E-Papierosy są produktem dla osób używających tytoń lub wyroby tytoniowe. Nie zaleca się korzystania z nich przez osoby nieużywające tytoniu lub wyrobów tytoniowych”.

W planach jest także rozwijanie współpracy z GIS i ministerstwem zdrowia, także po to, by karać i eliminować nieuczciwe podmioty; także punkty sprzedaży detalicznej.

– Planujemy przyznawać licencje członka VAP, ograniczone czasowo i podlegające kontroli np. tajemniczego klienta. To właśnie jego zdaniem będzie sprawdzenie, czy dany sklep wypełnia nasze standardy. To raz. Dwa, chcielibyśmy wprowadzić szybką ścieżkę informowania odpowiednich organów o wychwyconych nieprawidłowościach – wyjaśnia rzecznik.

Czytaj: VAP informowałby, że wykrył punkt, w którym warto byłoby wykonać oficjalną kontrolę. która będzie miała już moc prawną. – To nie tak, że chcemy obarczać urząd dodatkową pracą, w tym żeby pilnowali naszej branży. Nie, dopilnujemy się sami. Ale jeśli już wytypujemy taką takiego sprzedawcę, to chcielibyśmy wskazać to miejsce odpowiednim służbom i liczyć na ich szybką reakcję – Przemysła Jaskóła zastrzega od razu.

Czarny rynek i eksperymenty

Wśród postulatów VAP, znajdują się też informowanie o wszelkich zmianach legislacyjnych, a także przestrzeganie i ochrona przed czarnym rynkiem. Szczególnie, że stowarzyszenie od lat podkreśla, że dla użytkowników e-papierosów jest on bardzo niebezpieczny; nie podlega badaniom i państwowej kontroli.

Przypadków zatruć e-papierosami zresztą nie brakuje – najgłośniejsze jak na razie odnotowano w USA w 2019 r. Jak wykazało śledztwo, dotyczyło właśnie produktów nielegalnych, a szkody wyrządził zawarty w płynie octan tokoferylu, zwany też octanem witaminy E.

– E-papierosy dostępne są na rynku amerykańskim od ponad dekady, używa ich około 11 milionów ludzi, a nagły wybuch problemów zdrowotnych, który spowodował kilka tysięcy hospitalizacji i kilkadziesiąt zgonów, zaobserwowano dopiero teraz. Wytłumaczenie jest bardzo proste. To nie urządzenie jest winne, tylko użytkownicy, którzy eksperymentują z nielegalnymi substancjami kupowanymi na czarnym rynku – tłumaczył jeszcze w lutym podczas konferencji VAP prof. Andrzej Sobczak ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Stąd też stowarzyszenie jest też w stałym kontakcie z innymi instytucjami zagranicą. – By móc reagować na bieżąco. Jako branża szybko możemy zidentyfikować, jaki produkt choćby budzi podejrzenia – kwituje rzecznik VAP.

Szacuje się, że Polsce jest 1,2 mln użytkowników e-papierosów (w Wielkiej Brytanii to ok. 3 mln osób). Dla porównania, palaczy tytoniu tradycyjnego – ok. 8 mln.